środa, 23 października 2013

Maleńka Dancing Princess Pocahontas/ The little Dancing Princess Pocahontas


Tuż po premierze 33. pełnometrażowego filmu Disneya we wszelkich możliwych polskich sklepach z zabawkami, wysypały się lalki i akcesoria z podobizną Pocahontas. Był to pierwszy tak duży rzut gadżetów filmowych na rynek, o czym myślę z niedowierzaniem, przyzwyczajona już do permanentnego zalewu kreskówkowych postaci, wyłaniających się dosłownie zewsząd. 
Ale tej 16 - centymetrowej laleczki wydanej przez Mattel w 1996 r. nie było w Warszawie. I ogromnie żałuję, bo z pewnością kupiłabym ją po to, by "grała" w inscenizacjach małą Pocahontas, ale przede wszystkim, by chodziła ze mną do szkoły i na samotne wędrówki po lekcjach, ukryta w moim indiańskim, kolorowym plecaku.


I tak, sprowadzono kilka sztuk ogromnej Bead - So - Pretty Pocahontas, za równie ogromne pieniądze, oraz tu i ówdzie po parę egzemplarzy Polly Pocket, o których pisałam już na blogu (można klinąć w etykietę z długiej listy na końcu ostatniego wpisu). Dancing Princess nigdzie nie widziałam. Dowiedziałam się o niej, dopiero w ubiegłym roku, kiedy to udało mi się kupić nieco już wybawioną laleczkę na Allegro. Przy okazji, odkryłam, też inne lalki do filmów Disneya, dokładnie tego formatu, wychodzące w drugiej połowie lat '90. Wszystkie odznaczają się niezwykłą starannością wykonania i subtelnością. Zdobyłam jeszcze jedną z Jasmin, równie udaną. A tak wyglądała malutka w firmowym opakowaniu (zdjęcie z Internetu):


Można powiedzieć, że pomijając nieco inne proporcje, jest dokładną kopią "właściwej", mattelowskiej Pocahontas.



Jedyna kwestia potraktowana metodą "na łatwiznę", to malowane buty i to jeszcze umiarkowanie indiańskie:


Ale przy tak pięknej laleczce, można wiele wybaczyć!



O ile stronę wizualną samego filmu pokochałam za cudowne plenery, o tyle scenariusz chwycił mnie za serce przede wszystkim wątkiem pacyfistycznym i motywem zetknięcia się przeciwnych kultur. Zrobiło to na mnie większe wrażenie, niż samo uczucie dwojga bohaterów. Nie ukrywam też, że lubię filmy kończące się rozstaniem, co jest często bliższe realnego życia, oraz daje możliwość samodzielnego tworzenia własnych interpretacji. Otwarte zakończenie, pozwala historii dłużej żyć w umyśle...



Znakomitym studium psychologicznym, oraz przede wszystkim fascynującym filmem przygodowo - historycznym, poświęconym Pocahontas, jest "The New World", powstały 10 lat po disneyowskiej adaptacji, w reż.: Terrence'a Malika (2005). Dopracowany w szczegółach, nieco mroczny, wzruszający i smutny, pokazuje pogłębione sylwetki Johna i Pocahontas, którą zagrała młodziutka Q'Orianka Kilcher:



Innym znanym polskiemu widzowi filmem fabularnym o odważnej indiańskiej dziewczynie, jest wcześniejszy, bo z 1999r. "Pocahontas: The Legend" (reż.: Daniele J. Suissa). Pocahontas odtworzyła z wdziękiem i urodą Sandrine Holt, ale niestety całość przypomina trochę adaptacje lektur szkolnych po polsku:


Film zgrabny i poprawny, miło ogląda się przy kolacji, ale ma się tak do "New World", jak książka Susan Donnell, do książki Mari Hanes, o których pisałam przy okazji przedstawienia lalki Nakomy.


Za co ja sama polubiłam Pocahontas? Przede wszystkim za odwagę i jak to się dzisiaj mówi -za "ekologiczną interpretację otaczającego nas świata". Oraz za to, że umiała słuchać sercem (powyżej ja, w latach studenckich :-)


Wysokość: 16 cm.
Tworzywo: guma (głowa), plastik (ciało)
Sygnatura: Disney (na głowie)
Cechy szczególne: lalka inspirowana filmem Disneya.
Kraj produkcji: Chiny
Data produkcji: 1996.

Height: 16 cm.
Material: rubber (head), plastic (body)
Signature: Disney (the head)
Special Features: doll inspired by the Disney film.
Country of production: China
Date of manufacture: 1996.

niedziela, 20 października 2013

Najpiękniejsza lalka Disneya. Sun Colors Pocahontas/ The most beautiful doll Disney. Sun Colors Pocahontas.


Kiedy w 1995r., na ekrany polskich kin wszedł 33. pełnometrażowy film Disneya, pt."Pocahontas", chodziłam już do liceum. Byłam w takim wieku, że chłonęłam wszystko, co odpowiadało mojej wrażliwości od prostej rozrywki, po wysublimowane produkcje niszowe. Animowanej "Pocahontas" nie da się zaliczyć ani do jednej, ani do drugiej kategorii. To genialnie wyrysowana amerykańska legenda o odważnej indiańskiej dziewczynie i spotkaniu dwóch krańcowo różnych kultur. Dla przyszłej kulturoznawczyni, taka historia - jak znalazł :-) Raptem 78 minut, ale jakich!

 

Nic dziwnego, że tak wrosła w moje życie, przemówiła, uwiodła i została we mnie i ze mną po dziś dzień. A, że jeszcze siłą rzeczy, przez lata miałam nieco podobny wygląd i przejawiałam okresowe zamiłowanie do ciekawych ubrań, skojarzenia były także osobiste.
W tamtych czasach, co warto przypomnieć, pełnometrażowe filmy Disneya pojawiały się na ekranach kin, tylko raz do roku, przed Gwiazdką. To także miało swój magiczny wymiar. Człowiek cały rok czekał, zastanawiał się w jakim kierunku pójdzie w kolejnej opowieści studio W. Disneya i było to naprawdę takie oczekiwanie, jak na ulubione święto. Przede mną była jeszcze Mulan, Dzwonnik z Notre Dame, Atlantyda, czy Lilo i Stich. Każdy wnosił coś nowego, każda postać miała w sobie życie i swoiste piękno. Rysunek ewoluował w najlepszym tego słowa znaczeniu. Ale to lasy będące tłem dla miłości Pocahontas i Johna, oraz wzruszająca Babcia Wierzba, utkwiły mi na zawsze w pamięci...


Utkwiły też lalki, o czym już pisałam w poprzednim poście. Ba, ja zwyczajnie oszalałam na ich punkcie. A także całej grafiki: charakterów postaci, kolorów, odcieni. Znalazło to odbicie w dodatkowej kolekcji przedmiotów domowego użytku, które skupowałam namiętnie z przeczuciem, że nigdy nie wyrosnę z tych motywów i będą mi towarzyszyć także w dorosłym życiu, we własnym mieszkaniu. I uwierzcie: do tej pory dają mi radość!
Moje ulubione, nietłukące się talerze, używane bez przerwy do kanapek:



Plastikowy kubeczek długo wykorzystywany do zębów:


Miseczka z tego samego kompletu, także hit mojej kuchni. Pamiętam, że nawet Mama ją lubiła:


Jedna z dwóch, dwustronnych, plasitkowych szklaneczek na ołówki, jak widać nadal cieszy się aktywnym życiem:



A także szklanka ze szkła, kiedyś w częstym użyciu, teraz zdetronizowana przez szklanki z ptakami, serię z Władcy Pierścieni i inne:


Oczywiście tych przedmiotów codziennego użytku mam znacznie więcej. Część to już tylko pamiątki, upchane po kątach, część zaś jest tak żywa, że wrosła w otoczenie i trudno je zauważyć na pierwszy rzut oka. Jedno jest pewne, z wyjątkiem kuchennego zegara, który padł bardzo szybko i zegarka na rękę, który odmówił współpracy dopiero w 2009, te rzeczy trwają, więc ich jakość zasługuje na pochwalny komentarz!
Wracając do lalki... Tak wyglądała w pudełku (zdjęcie zaczerpnęłam z Internetu):


Samo pudełko, zwłaszcza jego środek i boki, też jest piękne, ściśle nawiązujące do filmu. Na szczęście gdzieś ja mam, więc pewnie zamieszczę przy okazji przedstawienia kolejnej lalki.


Pocahontas, którą zobaczyłam w sklepach w 1995 r, śniła mi się po nocach. Nie zapominajmy, że i lalki, które Mattel produkował do historii Disneya, były wtedy oryginalną nowinką (w Polsce znaliśmy jedynie bohaterów z "Pięknej i bestii" (1991), oraz "Aladyna" (1992). Żadna jednak nie odznaczała się taką subtelnością i mimo wszystko realizmem, jak Pocahontas.



A, że jak pisałam poprzednio, lalki pojawiły się aż 4 (cała seria) w polskich sklepach i to w ilościach dostosowanych do ówczesnego rynku, wpadłam w stan bliski rozstroju nerwowego. I nie powiem bez zaglądania do mojego notesu, w którym przez lata notowałam daty nielegalnych, lalkowych zakupów, kogo kupiłam w pierwszej kolejności: Pocahontas, czy Kocouma?


Obie postaci były dla mnie, jak jakieś objawienie, zatem zakupy dzielił mały odstęp czasu.


Pamiętam tylko autentyczną ekstazę towarzyszącą rozpakowaniu jednej i drugiej lalki w domu mojej sojuszniczej przyjaciółki, która być może nawet wspomogła mnie finansowo w tym obłędnym wtedy zakupie :-)


Pocahontas ma klasyczne ciałko T'n'T z rączkami nowszego typu, czyli leciutko ugiętymi z możliwością odginania do boku. Na prawej ręce ma czerwony tatuaż, zgodny z filmowym rysunkiem. Na powyższych zdjęciach pozuje w ubranku od Native American Midge (1997) - nie mylić z prezentowaną na tym blogu Midge.
A tu już zdjęcia porównawcze z udziałem współczesnej disneyowskiej Pocahontas i Color Splash Hair Mattela (1995):




Przyznam, że nie znam większości nowych filmów Disneya. Jeśli już coś obejrzę, to raczej nie w kinie. Niektóre są piękne w inny sposób, nowoczesny. Ale większość krzykiem i dowcipem zabija głębszą treść. Coś się zdewaluowało. Może za często wchodzą na ekrany, może za szybko z nich schodzą na rzecz kolejnych. Człowiek nie przetrawi jeszcze jednego, a już ma nową produkcję. Tak jak ze wszystkim: totalny fast food.



Wysokość: 29 cm.
Tworzywo: plastik, guma.
Sygnatura: Mattel INC.
Cechy szczególne: pierwsza lalka z moldem disneyowskiej Pocahontas.
Kraj produkcji:
Data produkcji: 1995.

Height: 29 cm
Material: plastic, rubber.
Signature: Mattel INC.
Special features: The first doll from Disney's Pocahontas mold.
Country of production:
Date of production: 1995.

niedziela, 13 października 2013

Nakoma, rozsądna przyjaciółka Pocahontas. Color Splash Hair/Nakoma, reasonable friend of Pocahontas. Color Splash Hair.


Zdrowie nieszlachetnie sabotuje moją wydajność nie tylko blogową. Wpisom nie sprzyja również praca i niekończące się remonty. Ale gdy trafił mi się nadprogramowy, wolny dzień w robocie, a energia spłynęła wraz ze złotą jesienią, znalazłam też chwilę czasu, by myknąć przed siebie z lalkami i aparatem. Oprócz grzybów, spotkałam też dwa miłe zwierzaki:




Na widok Żółtej Żaby stanęłam jak drzewo w lesie. Żaba skamieniała również. Do tego stopnia, że pozwoliła mi nałożyć na obiektyw macro i fotografować się z odległości mniejszej niż 5 cm. Ale to nie wszystko, bo ledwo zabrałam się za dokumentowanie żaby, na moim ręku wylądował jak odważny rycerz... Żółty Pająk. I też mu się trafiła sesja. 
Żaba, to oczywiście ładnie wybarwiona jesienną porą - żaba trawna. A pająk, to krzyżak. 
Koniec kącika zoologicznego: wracamy do lalki. 


W jesienny klimat wkomponowała się także Nakoma, choć sesję tę robiłam aż 6 lat temu na własnej, nieodżałowanej działce.
Jest to moja baaaardzo długo, pierwsza i jedyna Nakoma, którą jak to ja, w czasach liceum, kupiłam z drakońskim poświęceniem, ciułając złotówkę do złotówki. Oczywiście w konspiracji przed Starszymi. Bo, kto to słyszał, kupować takie głupoty, jak lalki???
Pierwszą serią do mojej ukochanej, pełnometrażowej, animowanej produkcji Disneya, czyli: "Pocahontas", była Sun Colors, składająca się z 4. lalek. W tym samym roku 1995, pojawiła się tańsza seria w wąskich pudełkach, w której lalki miały proste rączki, (tzw. model podstawowy ciałka T'n'T) - Color Splash.




Choć na pudełku występuje Kocoum, dowiadujemy się z opisu, że nie można go kupić, zatem jak to już bywało u Mattela, jest z pewnością prototypem, który nie doczekał się realizacji. Za to w obu seriach, występuje Nakoma, sympatyczna dziewczyna z grzywką o najbardziej komiksowej spośród pozostałych lalek, twarzy. O ile z pierwszej serii, z pomocą wyrzeczeń i oszczędności godnych Balcerowicza, zdobyłam Pocahontas, Kocouma i Johna (o czym będę pisała szczegółowo innym razem), o tyle z drugiej serii załapałam się wyłącznie na Nakomę. I tak, jak w przypadku Sun Colors, Nakoma podobała mi się najmniej, tak w Color Splash, urzekł mnie jej fioletowawy makijaż i amarantowe usta. Były jeszcze włosy z fioletowymi pasmami, zmieniające kolor pod wpływem ciepła.


Oczywiście i Pocahontas z tej serii miała podobny bajer z włosami tyle, że w innym kolorze i cudny, mocny, turkusowy cień na górnej powiece. Jak cudny, mogłam się przekonać dopiero pod koniec ubiegłego roku, gdy w moje ręce wpadła wreszcie ta lalka w używanym stanie. No, ale wtedy ruchem błyskawicy wyleciała ze sklepów, zresztą miałam już lepszą, z dłuższymi włosami i odginanymi rączkami - moją ukochaną! Kto na początku kolekcji marzył o dublowaniu postaci? Nawet nie wypadało...
Jak różnią się obie Nakomy, przekonałam się także niedawno, gdy pierwotną kupiłam na Allegro za 15 zł z podciętymi włosami, a więc czeka mnie reroot, jeśli chcę odtworzyć oryginalną postać.


Zdjęć porównawczych póki co, nie zrobię, bo moja stara Nakoma mieszka od czasu przeprowadzki w pudełku i rzadko ją odwiedzam :-)


Sama Nakoma jest postacią fikcyjną, podobnie, jak wiele motywów w legendzie o Pocahontas, zilustrowanej przez Disneya. Jej pierwowzorem stała się być może starsza siostra Pocahontas - Kahnessa. To ona w rzeczywistości była najbliższą przyjaciółką indiańskiej księżniczki. Lojalna i rozsądna, przypomina disneyowską Nakomę. Ta ostatnia, w filmie jest też idealnym tłem dla żywiołowości i brawury pięknej Pocahontas. 
Genialnie wyrysowana przez studio W. Disneya, opowieść, była dla mnie, jak dla większości Europejczyków jedynym źródłem wiedzy o odważnej córce Powhatana. Niewiele później, przeczytałam wydaną w 1996 r. "Księżniczkę Pocahontas" autorstwa Susan Donnell. 


Nie wiem, czy to kwestia tłumaczenia Krystyny Chmielowej, czy też sama autorka ma tak toporny, dosłowny język. W wolnej chwili jeszcze raz z ciekawości sięgnę po tę mocno średnią literaturę i przekonam się jako dorosła kobieta, co o tym wytworze ostatecznie myśleć. Autorka kładzie duży nacisk na romans Pocahontas z Johnem Smithem, który prawdopodobnie nigdy nie miał miejsca. Ale, o ile dałam się uwieść bajce Disneya, o tyle u Donnell, całość jest podana łopatologicznie i drętwo. Zabawne, bo miała to być proza dla dorosłych, a wyszła powieść przygodowa z erotycznymi rozważaniami bohaterki, napisana językiem godnym 10 - latki. Dzieło to ma blisko 450 stron!
Totalnym przeciwieństwem są dwie cieniutkie książeczki (pierwsza część ma 157 stron, druga 163), autorstwa Mari Hanes, w przekładzie Ewy Czerwińskiej. 


Z założenia są adresowane do dzieci.  Wydała je Oficyna Wydawnicza "Vocatio" (1995), instytucja z religijną tradycją. Obie książki połknęłam dopiero w ubiegłym roku i jako pisząca kulturoznawczyni, mogę powiedzieć, że to ogromnie wartościowa literatura pod każdym względem. Subtelny, plastyczny język, bardzo pogłębione sylwetki psychologiczne wszystkich ważniejszych bohaterów i oszałamiająca jak na tak niewielką pozycję, ilość szczegółów historycznych oraz wiedzy o życiu codziennym Indian znad Chesapeake. Całość budzi mój ogromny szacunek i co tu wiele mówić - to się znakomicie czyta!
Wprawdzie recenzja na okładce ciut mnie wystraszyła, nie znalazłam jednak w obu książkach nachalnej, religijnej indoktrynacji.



 Mattel wydał tylko 2 razy disneyowską Nakomę. O ile Pocahontas, miała swoje inne wcielenia i od pewnego czasu przeżywa swój renesans w kolejnych reprodukcjach, o tyle Kocoum i Nakoma nie mają dalszych wydań. Pewnie dlatego, lalki te są na celowniku wielu kolekcjonerów...



Wysokość: 29 cm.
Tworzywo: plastik (ciało), guma (twarz)
Sygnatura: Mattel INC.
Cechy szczególne: postać z filmu Disneya "Pocahontas"
Data produkcji: 1995
Kraj produkcji: 

Height: 29 cm.
Material: plastic (body), rubber (face)
Signature: Mattel INC.
Special features: character from the Disney movie "Pocahontas"
Date of manufacture: 1995
Country of production: 




wtorek, 8 października 2013

Jesienna wróżka Sunburst. Magic of the Rainbow/ Autumn fairy Sunburst. Magic of the Rainbow.


"Barbie i magia tęczy" (reż. William Lau) to kolejna bajka animowana z lalką Barbie, osadzona tak, jak i w poprzednich latach, w magicznym kontekście. 3 efektownie stworzone wróżki - Lumina, Sunburst i Glee - doczekały się, jak to zwykle w takich sytuacjach bywa, swojego lalkowego wydania. Moim zdaniem, jeszcze bardziej udanego niż filmowe pierwowzory. Pojawiły się na polskich półkach w tym samym roku, co bajka, czyli w 2007.


Były absolutną nowością pod każdym względem. Zgrabne, nieco niższe i szczuplejsze od Barbie ciałka z wtopionymi na stałe elementami stroju oraz biżuterią, a także duże, masywne plastikowe skrzydła, nadawały im od razu wymiar jednofunkcyjny i nie były zbyt trafionym projektem.


Ale całkiem nowe, rewolucyjne moldy z równie rewolucyjnymi makijażami oraz fenomenalne włosy, mogły rozmiękczyć niejedno serce. Do tego każda z postaci miała inną karnację ciałka! Wyjątkowe było opalizujące chłodnym błękitem ciałko Luminy, zatem przy takich estetycznych innowacjach, lalkom można było wybaczyć inne mankamenty.  
Nie było wątpliwości, że wróżki znajdą się w mojej kolekcji, nie miałam tylko pojęcia, którą kupię pierwszą. Co gorsza, bardzo szybko znikały ze znanych mi sklepów i wkrótce, ograniczona, w tamtym czasie finansowo, musiałam dokonać wstępnego wyboru. Liczyłam się z tym, że być może załapię się w ogóle tylko na jedną i choć bardzo korciła mnie księżycowa, delikatna Lumina...


... zachwycał roślinny makijaż nad brwiami Glee...


... postawiłam ostatecznie na Sunburst z rozchylonymi w zdziwieniu ustami, brązowymi, mówiącymi oczami i włosami w kolorze owoców kowali:



Jeszcze tego samego dnia, natychmiast po wyjęciu lalki z pudełka, odcięłam jej bardzo brutalnie z punktu widzenia wróżki, masywne, dość toporne w sumie, skrzydełka.


Teraz dziewczynie bez wątpienia jest dużo lżej! :-)


Kolejne nieziemskie postacie z tej serii, nabyłam już znacznie później (a najpóźniej Luminę) - obie używane, choć w bardzo dobrym stanie, dostarczyło mi Allegro. Moldy dziewczyn były jeszcze krótki czas wykorzystywane do kolejnych edycji wróżek, ale już żadne nie były tak udane. Szybko też pojawiły się nowe odlewy ciał i twarzy, pozbawione tego wdzięku, odarte z wróżkowej tajemnicy...


Uff... A teraz mogę lecieć do magicznej w inny sposób pracy :-)

Wysokość:
Tworzywo: plastik, guma.
Cechy szczególne: lalki na podstawie postaci z filmy, mają nowe ciała i moldy
Sygnatura: Mattel INC.
Kraj produkcji:
Data produkcji: 2007.

Height:
Material: plastic, rubber.
Special features: dolls based on characters from the movies, have a new body and mold
Signature: Mattel INC.
Country of production:
Date of manufacture: