poniedziałek, 24 września 2018

Zodiac Barbie AA - Gemini


W 2004 r., Mattel, przeżywał rozkwit swego liczącego kilka dekad doświadczenia. Było to o tyle budujące, że w połowie lat '90. firma drastycznie obniżyła loty, uciekając się do tanich rozwiązań i monotematycznej, tandetnej produkcji. Z tym większą radością, powitałam zmiany, które od 1998r., stały się już faktem. Oprócz powrotu jakości, znanej z lat '80. XX w, zachwycała kreatywnosć i odwaga wobec lansowania nowych projektów, tkanin, moldów. (Przypomnijmy sobie ot, chociażby prezentowaną tu niedawno serię "Butterfly Art").
Kilka lat później, sytuacja wyglądała wciąż różowo - bardziej w przenośni, niż dosłownie, ponieważ firma w produkcji mebelków i dodatków, unikała swego kultowego różu, zastępując go realistycznymi kolorami. (Wystarczy przypomnieć sobie "giftsety" dla Barbie, czy My Scene, które po dziś dzień są pożądane przez Kolekcjonerów).
Znowu było to pozytywnie zaskakujące, wobec "kwiatków" sprzed kilku lat w postaci różowych kieliszków, sztućców, czy nawet... ciasta ;-)
Pamiętam, jak ratowałyśmy się wtedy, chcąc realizować dosłowne aranżacje - samodzielną produkcją miniatur, kupowaniem drobiazgów mniej znanych firm, przemalowywaniem firmowych kolorów, etc...




Tak więc w 2004 r. gdy Mattel wciąż tworzył dopracowane, piękne postaci, polski Kolekcjoner, który właśnie cieszył się nowinką internetu (a nie śniło mu się jeszcze o Allegro) - miał 2 drogi: paść na zawał z bezsilności, albo wstąpić do organizacji przestępczej ;-) Mógł też łudzić się nadzieją, którą czerpał chyba z odwiecznej polskiej cierpliwości - że kiedyś zdobędzie te cuda dostępne póki co w USA. I tak, kilka lat później, nastąpił powszechny dostęp do Allegro :-) Był to całkiem inny serwis aukcyjny, niż dzisiejszy. Bardziej funkcjonalny, dużo tańszy dla sprzedającego, jak i kupującego, a przede wszystkim z o niebo większym wyborem. Kiedyś zaglądałam na stronę kilka razy dziennie, ponieważ można było ustawić funkcję, pokazującą nowe oferty z ostatniej godziny, dwóch, trzech... Dziś śmiało mogę nie włączać Allegro przez kilka tygodni, bez poczucia, że coś tracę. Oryginalnych lalek jest niewiele, a te, które są - mają ceny zaporowe, nieadekwatne do ich faktycznej wartości.
Prezentowaną dziś pannę z serii "Zodiac Barbie" w wersji AA, nabyłam właśnie na Allegro, dobrych kilka lat temu.


Łącznie, w ciągu 9 lat, zdobyłam 3 panie "Zodiac" na moldzie Mbili, zaprojektowanym w 2001r. na użytek awangardowych postaci Byrona Larsa, a później, z sukcesem wykorzystywanym m.in. w popularnych seriach ciemnoskórych lalek - "S.I.S".




W bardzo starannej serii "Zodiac", będącej odpowiednikiem spersonalizowanej wersji Barbie "Urodzinowej" - biała Baśka występuje na moldzie zaprojektowanym przez innego projektanta - Boba Mackie ;-) Klasyczna Barbie i jej ciemnoskóre alter ego, różnią się znacznie barwą włosów i oczu. Wszystkie 24 lalki mają charakter niepowtarzalny w innych seriach.


Gemini, nabyłam tym bardziej okazyjnie, bo golusieńką. Ale i tu, miałam dużo szczęścia: zanim zaprojektowałam jej wyszukaną kreację, na Allegro, bodaj za jakieś 5 zł, znalazłam tę suknię - wypisz, wymaluj, jak wyciągniętą z mojej wyobraźni. Niestety, ostatnio do piór, dobrały się mole :-(






Prezentowana tutaj sesja powstała w miniony piątek w Choszczówce, podczas ostatniego dnia Lata. Tam je witałam z aparatem w pierwszych dniach kwietnia, nie spodziewając się, że zgotuje nam przeszło 5 miesięcy złota i błękitu - i tam, już całkim świadomie pożegnałm z 4. lalkami, w tym jednym rezydentem, uprzedzona apokaliptycznymi prognozami, że za kilkanaście godzin, temperatura spadnie o 20 stopni C. Mój organizm wciąż nie radzi sobie z tą amplitudą. Samopoczucie przypomina zwykłą chorobę.

Wysuszony pień, znajdował się tuż przy alejce rowerowej i peronie.


Ale o tej godzinie, nie niepokoili mnie żadni ciekawscy...

A tak było jeszcze pod koniec tygodnia, koło mojej pracy:




Niechybny początek jesieni, wyznacza u nas rokroczne, niedzielne nawoływanie obwoźnego kupca pod oknami, rozlegające się średnio co 3 tygodnie:
- Ziemniaaaaaki, kartofleee!! Kartooofle, ziemniaki!!!...



W poprzednim życiu był to krzyk dzikich gęsi, zapach Marcinków, antonówek i winogron.
W tym - gęsi pozostały. Uczę się nowych dźwięków...
Z nową edycją kotów.



Pozdrawiam Was bardzo ciepło wbrew przedzimowej aurze :-)

W miłośników Japonii, zapraszam TUTAJ:
simran2pl.blogspot.com  




sobota, 22 września 2018

Pierwszy chłopak Carlson Dolls


I tak, w ciągu niespełna doby, temperatura spadła o blisko 20 stopni. Poczułam się tak, jakbym nagle zmieniła strefę klimatyczną. Szok termiczny odebrał mi wszystkie siły i potraktował niezbyt silnym, ale nieustępliwym bólem głowy. Krótko mówiąc: dzień wypadł z życiorysu. Podnośnikiem, by mnie nie wyciągnął z domu, ale wieczorem przypomniałam sobie, że przecież ta niedziela jest dniem wolnym od handlu i chcąc, nie chcąc musiałam skonfrontować się z późną jesienią, choć kalendarz oznajmił dopiero jej początek. Cóż, w pierwszych dniach kwietnia, lato przyszło niespodziewanie, zajmując miejsce wiosny. Po wyjątkowo długiej, jak na Polskę rezydencji, odpłynęło z dnia na dzień, zostawiając mnie z masą kolorowych sesji fotograficznych...




Przy okazji, po raz kolejny przekonałam się, że już nie jestem entuzjastką wolnych niedziel. To, co świetnie sprawdzało się w moim dzieciństwie, w XXI wieku, kiedy to człowiek jest przepracowany do granic utraty zdrowia, a w tygodniu wiele miast i miasteczek w Polsce stoi w korkach, wolne niedziele - moim zdaniem - nie przystają już do współczesnej rzeczywistości. Wymuszają na zabiegnym konsumencie jeszcze większą samodyscyplinę oraz pośpiech...
Na osłodę, jeden z nielicznych mych nabytków, minionego lata. Wypatrzona na Allegro, parka Carlsona ;-) Laleczki, czego nie dało się całkiem ukryć na zdjęciach, są widocznie nadgryzione zębem czasu. Dziewczyna ma nieusuwalne zabrudzenia na buzi i stroju, a chłopak uszczerbek w plastiku z boku głowy. Nic to jednak wobec faktu, że mam pierwszego Native w wersji męskiej! :-D. Mold ma wprawdzie identyczny, jak kobieta, a i jego figura gdy odchylą się poły kamizelki, każe się zastanowić nad tym, czy to nie Ewa była przypadkiem dawcą owego żebra dla Adama ;-) Wszystkie te obserwacje, pokazują jedynie oryginalność tej lalki.




Oboje różnią się jednak nieco od moich pozostalych Carlsonów (odsyłam Was do starszych postów). Choć mają standardowy wzrost (19 cm), nie posiadają obrotowych główek, ani nakładanych mokasynów. Zamiast nich, oboje mają pomalowane na czarno stopy. Brak im plastikowych rzęs, a ręce są w innym kształcie, nieco masywniejsze.
Powstały w 1946 r. Carlson Dolls, miał różne etapy w swojej liczącej niemal pół wieku historii. W okresie świetności, czyli w latach '60, produkował aż 500 wariantów lalek! Dlatego z pewnością, jeszcze nie raz zostanę zaskoczona jego Indiankami i zainspirowana do bardziej szczegółowych  poszukiwań.




Jako ciekawostkę, pokażę Wam jeszcze to, co odkryłam w pobliżu miejsca, w którym powstawała powyższa sesja:






Czyżby współczesne obozowisko??? ;-)

poniedziałek, 17 września 2018

Lottie - lalka idealna?


Nie mam w zwyczaju pisania o lalkach, których nie posiadam... Ale ponieważ niemożliwością jest mieć wszystko, co by się chciało, kilka razy zrobiłam wyjątek, prezentując lalki Przyjaciół. Jedną z nich jest 18 - centymetrowa Lottie, interesująca mnie przynajmniej z 2. względów. Po pierwsze tę niedużą postać, osadzono w estetyce japońskiego komiksu. (!)


Po drugie, stanowi ciekawy temat dla socjologa, czy kulturoznawcy. Dlaczego? Otóż powstała w oparciu o oczekiwania rodziców dzieci przed okresem dojrzewania.. Inicjatorzy projektu: Ian Harkin oraz Lucie Follett, spędzili wraz z czołowymi brytyjskimi naukowcami, 18 miesięcy na badaniach potrzeb i lęków społecznych konsumentów lalek. I tak, doszli do wniosku, że trzeba wyjść naprzeciw potrzebom odbiorcy. W praktyce, oznaczało to walkę z sygnalizowaną przez rodziców seksualizacją dzieci. Dlatego zaprojektowano laleczkę opartą na standardowym wzorcu figury 9-latki. Lali powiększono jedynie głowę, co jak argumentowali projektanci, miało sprzyjać większej ilości włosów, pozwalającej dziewczynkom na szerszą, fryzjerską kreatywność.



W ten sposób w 2012 r., narodziła się Lottie, która otrzymała różne kolory włosów i karnację, a za "pudełkowy" życiorys, ponoć autentyczne biografie dzieciaków z różnorodnymi pasjami. Tak więc, brytyjska firma Arklu, wypuściła w świat, wdzięczne, niewinne Lottie. Na polskim Allegro, te niepozorne maluchy, kosztują blisko 80 zł, dlatego póki co, zadowoliłam się okazyjnym nabytkiem naszej Ineczki. "Lottie Kawaii Karate", spędziła u mnie 2 upalne, wakacyjne miesiące w ramach rezydencji lalkowej ;-) Była nie uciążliwą, torebkową towarzyszką moich spacerów i domowych inscenizacji.


Czy można się dziwić, że wpadła w oko chłopakowi z włoskiej komiksowo-filmowej serii "W.I.T.C.H", inspirowanej mangą?


Temu ważnemu dla mnie projektowi - (w końcu, w dużej mierze zainspirował mą artystyczną duszę do wyboru estetyki dla cyklu ilustracji, jakie wykonałam do przedwojennych bajek) - poświęcę niebawem 3 posty. Matt, to jedyny chłopak wśród piątki niezwykłych dziewczyn, który doczekał się własnej lalki. Dla porządku dodam, że w serii jest ukochanym głównej bohaterki, nieśmiałej, rudowłosej Will.

A teraz czas na autorskie, Kidowe Fotostory ;-)

Lottie przyjechała na wakacje do przyjaciół swoich rodziców, z małego miasteczka na północy Europy. Chciała poznać malownicze przestrzenie w woj. mazowieckim i nacieszyć się słońcem równin środka Polski. Jej opiekunem i przewodnikiem został syn owych przyjaciół, nieco starszy od Lottie - Mateusz. Jako miłośnik przyrody (zamierza zostać zoologiem) pokazał jej piękno polskiej natury.






O wszystkim opowiadał ze znawstwem tematu i uczuciem. Dziewczę patrzyło na niego z coraz większym zachwytem. Hmmm... Coś się zadziało pomiędzy tą parą, choć oboje nie byli tego jeszcze świadomi...




Matt uznał, że nie może ograniczać się tylko do oprowadzania młodszej koleżanki po ostatnich rubieżach, przebiegających pomiędzy nieubłaganie rozrastającymi się osiedlami bezwzględnych developerów. Postanowił zabrać ją do stolicy i zaprosić do kawiarni - takiej, wiecie, dla osób DOROSŁYCH! ;-)


A, że pracował tam jego starszy kuzyn, nikt chłopaka nie poprosił o pokazanie dowodu osobistego... 



Funduszy z amatorskiego handlu na Allegro, starczyło mu tylko na sok, filiżankę capuccino i sernik z pianką. Ale Lottie i tak była zachwycona! :-)


Przypadkowo, koło kawiarni w starszej części Śródmieścia, przechodziła Will. Długo przyglądała się tej scenie:



Los chciał, że na ten dzień, pożyczyła aparat fotograficzny od Taranee (kto zna komiksy lub serial, kojarzy postacie i wątki ;-))
"Chętnie posłucham, co masz na swoje usprawiedliwienie", pomyślała wciskając z namysłem spust migawki...


Ciągu dalszego nie będzie, bo kilka dni później, Lottie wróciła do "Szydełeczkowa" :-D
Na szczęście?...