niedziela, 14 października 2018

X Zjazd Członków Polskiego Forum Kolekcjonerów Lalek. Część 1


O ile dobrze pamiętam, to winnam Wam jeszcze jakieś fajne fotografie z poprzedniego Zjazdu... Ale oto znów mamy październik, - tym razem jak każda pora w tym roku w letniej (ponownie) aurze - a wraz z nim nowy Zjazd, nowe emocje, nowe lalki, nowe twarze ;-)
Kochani, było cudownie. Choć Kolekcjonerów nieco mniej niż poprzednio, atmosfera fantastyczna, a słońce na twarzach naszych piękności - niepowtarzalne. Lokal Drukarnia przy ulicy Mińskiej w Warszawie, tym razem spisał się doskonale! :-D W przeciwieństwie do roku ubiegłego, do wyboru były 4 rodzaje ogromnych ciastek (zamiast skromnego plasterka sernika, he, he) oraz paleta kaw i herbat. Samo miejsce według mnie najlepiej sprawdziło się w roli pleneru zjazdowego, choć nie znam wszystkich (byłam tylko na połowie Zjazdów), zatem może Wetereni mają inne doświadczenia ;-)



Mimo, że pojechałam jeszcze chora i czułam tego skutki, przynajmniej na miesiąc naładowałam się pozytywną energią! :-D. Mam nadzieję, że nikomu nie przekazałam choróbska, po tygodniu już się chyba nie zaraża, co nie?
Jak zawsze nie porozmawiałam z połową Osób, z którą chciałam. X, jubileuszowy Zjazd trwał rekordowo długo - od godz. 10 do 18, ale cóż - dla mnie jak zwykle było zbyt krótko ;-)
Tych, z którymi miałam porozmawiać, a nie zdążyłam, mogę tylko zachęcić do prywatnego spotkania... Dajcie znać jeśli i kiedy Wam to pasuje.


Jak co roku, wybieraliśmy Miss i Mistera, oraz Miss Stylizacji - tym razem pod hasłem "Francja Elegancja". Chętni wzięli udział w rozdawajce - warunkiem zabawy było przekazanie upominku lalkowego, w zamian można było oczekiwać podobnej niespodzianki. Mnie znowu zabrakło czasu na wymyślenie czegoś sympatycznego. Hmm. Może za rok się uda?
Był też pchli targ (a na nim zarówno to, co nam się już znudziło, jak i dzieła rąk własnych)









(powyżej: niech Was nie zmyli realizm - te motyle są w skali adekwatnej do dioramy lalek wielkości Barbie)
oraz licytacja na cele charytatywne. 



Można było wygrać zarówno lalki OOAK, ubranka, jak też zabawne gadżety okołolalkowe ;-)


Zgadniecie, co to jest? ;-)

Jednak bohaterkami i bohaterami tego dnia, były ONE - Lalki: żywiczne;



vintage;


Blythe i Pullipy;


OOAKI:


zjawiskowe Fashion Royalty:



Poppy Parker:


Swojskie Barbie, te starsze i te całkiem współczesne:


(a nawet Polly Pocket)


I wiele, wiele innych, z których znowu spotkałam takie, jakich nie widziałam nigdy w życiu, a tym bardziej - na żywo ;-)





CDN...

środa, 10 października 2018

Motanki - magiczne lalki dawnych Słowian


Podczas gdy u nas (w Polsce) spośród lalek obrzędowych, przetrwała tylko Marzanna, na Białorusi w szczątkowej formie zachowały się żadanice, na Ukrainie wciąż robi się tradycyjne motanki i wiele wskazuje na to, że ten miły zwyczaj - odżywa. Mają chronić i pomagać, dlatego robiąc lalkę, trzeba myśleć o spełnieniu jednego, konkretnego marzenia. Warunek? Nasze życzenie może być tylko dobre.
17 sierpnia, byłam w Lublinie na Jarmarku Jagiellońskim, gdzie ujrzałam pośród innego rękodzieła, wiele tych niezwykłych lalek. A, że właśnie zaliczam pierwszą jesienną infekcję, która wpakowała mnie do łóżka (oby na krótko!), postanowiłam sięgnąć do zaległych tematów i przybliżyć Wam trochę zapomnianej, słowiańskiej historii.





Słowiańskie lalki-amulety, robi się bez użycia ostrych narzędzi, aby nie skaleczyć losu, dlatego brzegi materiałów mogą być nieobrębione. Wykonuje się je ze ścinków tkanin; użycie naturalnych materiałów, potęguje magiczne działanie lalki. W środku zazwyczaj znajduje się patyk, deseczka, albo wiązka słomy. Robienia motanki nie można przerwać, ponieważ nasze życzenie się nie spełni. Należy pamiętać o tym, by nie zaznaczyć lalce rysów twarzy, bo uzyskawszy tożsamość, mogłaby zacząć spełniać własne życzenia, a nie nasze. O czym marzy motanka? Może o figurze Barbie, albo o ferrari? Chyba lepiej nie wiedzieć ;-)







Istnieje też ewentualność, że lalka obdarzona twarzą, mogłaby wchłonąć duszę osoby, która ją wykonała. Brrr... Gotowy materiał na horror.
Czasem, zamiast oczu i ust, motankom robi się krzyż, który symbolizuje pozytywną energię i wszystko, co jest z nią związane. Lalki ze ścinków i włóczki, wymyśliły i motały panie, by chronić dom oraz najbliższych.









Poniżej przykład motanek-zabawek. Byłam już tak zmęczona i spłukana finansowo, że nawet nie chciałam pytać o cenę koniny. Po co, skoro i tak nie kupię? Za rok też będzie Jarmark :-)




Z mojego punktu widzenia, to zdecydowanie niewdzięczne, ale po spełnieniu się naszego życzenia, lalkę należy... spalić, albo zakopać. A gdyby tak postanowiła wydostać się na powierzchnię? ;-)
Tradycja robienia motanek na Ukrainie, jest wciąż żywa, a w ostatnich latach znajduje również nowych kontynuatorów. 





To jedyne maleńkie motanki, jakie kupiłam w Lublinie. Wszak pokus było dużo więcej niż pieniędzy w portmonetce...


Tu natomiast prezent od Kamelii - przepiękne spodnie, które wylosowałam w rocznicowej rozdawajce :-)




Jak się wykuruję, pokażę Wam w nich moją Kyori. 

I coś dla miłośników kotów:





Rosną, jak na sterydach, a czarne otworzyły już oczki ;-)

TUTAJ, simran2pl.blogspot.com   pokazuję trochę bliższy nam folklor; nie obyło się też bez niepowtarzalnych lalek ;-)