niedziela, 18 marca 2018

Stacie - młodsza siostra Skipper. Część 1.


Grypa pozwoliła mi wreszcie żyć, zatem mogę już siedzieć z laptopem na kolanach, co stanowi duży progres... Koty odetchnęły z ulgą - posiłki znowu są wydawane:



Specjalnie na prośbę Inki, podejmuję ten wątek - gabarytowo nieduży, merytorycznie obszerny, ale za to jaki wdzięczny! :-)
Mowa o niespełna 20 - centymetrowych laleczkach Stacie, czyli według drzewa genealogicznego Mattela - młodszej siostrze Skipper. Jej pierwszy mold zaprojektowano w 1990 r. i nadano mu imię Kelly. Prototyp Stacie, ukazał się dwukrotnie: w rozbudowanym, ślubnym zestawie: "Wedding Day Midge", oraz w dwupaku Kelly & Todd. To właśnie Todd, brat a może przyjaciel dziewczynki? - został ostatecznie jedynym właścicielem subtelnej, wielkookiej buzi z zamkniętymi ustami. O tym polskie dzieci wtedy jeszcze nie wiedziały, bo niby skąd? Był to jednak ten czas, że zagraniczne nowinki szybko zaczęły zalewać nowy rynek zbytu i już w 1991 r., do Polski zawitała bardzo kameralnie, by nie rzec - pokątnie - "Party and Play Stacie". W tym samym roku zaprojektowano jej twarz, wzbogaconą o uśmiech odsłaniający ząbki. Miała platynowe włosy, jaskrawo niebieskie oczy i różową pomadkę na ustach, ale nam wydawała się objawieniem. Jej nieco kreskówkowa uroda idelanie korelowała z ówczesną Skipper. Miałam to szczęście, że moja zaprzyjaźniona rówieśniczka - Dusza Lalkowa - a raczej jej rodzice, posiadali w tamtych czasach pieniążki na takie niepoważne zakupy, dzięki czemu mogłam sobie do woli dotykać i sycić wzrok, tym co zazwyczaj oglądałam tylko na sklepowych półkach. Z tą pierwszą Stacie było zresztą tak, że nie trafiła do masowej sprzedaży. Faktem powszechnie znanym z początku lat '90 był ten budzący dreszczyk emocji: różne, często rzadkie pozycje, pojawiały się nieoczekiwanie sprowadzane na sztuki na osiedlowych bazarkach, czy w zwykłych sklepach z zabawkami. W świecie sprzed internetu, sprzed Allegro i Ebaya, takie zjawiska miały wymiar wprost pozaziemski! Jadąc po lekcjach do sąsiedniej dzielnicy, nigdy nie było wiadomo, co się znajdzie. Problemem w tamtych czasach była tylko wysokość mojego kieszonkowego i brak akceptacji Dorosłych w wydawaniu go na tzw.:"bzdury" ;-).
Koniec końców ta pierwsza Stacie, dotarła do mnie dopiero kilka lat temu, ale choć pozbawiona oryginalnego ubranka i kolczyków, sprawiła mi wiele sentymentalnej satysfakcji (z prawej strony pierwszego zdjęcia, z lewej na poniższych).



Pierwszą Stacie, jaką sobie wtedy faktycznie kupiłam, była Happy Meal Stacie (1993) z mocno czerwonymi ustami, dopasowanymi do stroju. Ale kto by się tym przejmował? Dla mnie była cudem objawionym, tym bardziej, że w ręku trzymała miniaturę tacy z zestawem Happy Meal. Nazwałam ją Klaudia w czasach, kiedy nie wyobrazałam sobie, że jakaś lalka mogłaby nie otrzymać swojego życiorysu i indywidualnej tożsamości, nawiązującej do świata mojej wyobraźni, dzieł literackich, lub filmowych. "Klaudie" zostały sprowadzone do Polski masowo, co spotkało kilka miesięcy później jej kolegę Todda, którego też sobie kupiłam, odkładając z poświęceniem kieszonkowe. Niestety, na próżno czekałyśmy aż dystrybutor sprowadzi rudowłosą Whitney i ciemnoskórą Janet z tej serii. Nie doczekałyśmy się tej łaski, a szkoda, bo był to debiut tej samej twarzy, ale w innych wariantach kolorystycznych. Po raz pierwszy i ostatni chyba, że o czymś nie wiem, wszystkie dzieciaki pojawiły się w jednej serii. Nie mam pojęcia czemu, Mattel zrezygnował z produkcji chłopca. Todd miał także swoje wydanie w wersji AA.
Szkoda, że wtedy bez chwili refleksji modyfikowałam swoje lalki, jeśli tylko coś nie odpowiadało mojemu ideałowi. Na szczęście nie były to działania w stylu OOAK ;-) Niemniej mojej Klaudii, skasowałam bardzo szybko, czerwone, plastikowe kolczyki, uznając szpilki z perełkami za bardziej dostojne...



Wszystkie laleczki miały ciałko zaprojektowane do wychodzących w latach '80 Lady Lovely Locks and the Piexietails. Proste rączki odginane do boków i gumowe nóżki. Zdecydowanie do ich małych główek, ciałka pasowały lepiej niż do LLL.


2 lata później w Polsce pojawiły się dwie dziewczynki z serii "Gymnast Stacie" (1995) na artykułowanych, "sportowych" ciałkach. Była to Whitney o kasztanowych włosach i fiołkowych oczach, oraz tytułowa Stacie. Whitney kupiłam nową,


Stacie po latach znalazłam na jakimś bazarku. Choć nie miałam wtedy potrzeby posiadania drugiej 19-centymetrowej blondyneczki, znalezisko za 3 zł. było łupem nie do pogardzenia. (trzecia od lewej). Widać już, że projektant dążył w kierunku mniejszych oczu.


W tej serii również występowała Afroamerykanka Janet, ale już nie tak ładna, jak jej poprzedniczki (wg mnie).
Czwarta dziewczynka na fotografii, to nabytek z Allegro za 10 zł.





Laleczka o długich platynowych włosach, pochodzi z zestawu obejmującego 4 lalki - "Winter Holiday Giftset" (1995). Zestawy siostrzane, to całkiem fajny pomysł i zawsze ładne wykonanie, ale niestety, do Polski nie sprowadzono ani jednego. Już w 1991 i 1992r. wyszły 2 odsłony "Sharin Sisters"i szczególnie udane "Holiday Sisters" z 1998r., oraz 1999r. - bodaj ostatnie zestawy ze wszystkimi twarzami mego wczesniejszego i późniejszego dzieciństwa. W 2000 r. w secie świątecznym wśród sióstr, debiutowała Barbie na moldzie G.G.

CDN...



16 komentarzy:

  1. O mattelko ile wiedzy. Lubię Stacie, bo jest taka dziewczęca. Jak wiesz nie zbieram tego typu lalek, ale jak już się coś przyplącze to nie wyganiam. Te duże, że się tak wyrażę superstarkowe oczy bardzo lubię. No i czekam na ciąg dalszy.
    Dużo zdrówka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ci, Sowo i Tobie także życzę mocy zdrowia.
      No, właśnie ja bardzo lubię te kreskówkowe, wyraziste oczy. Jest w nich jakieś ciepło i szczerość, którego później przez lata nie mogłam uświadczyć u lalek. Na szczęście ostatnio to się zmienia.

      Usuń
  2. dzięki wielkie - nakarmiłam oczyska
    że hej! i o dziwo - najbardziej nie
    nieletnie a Babunię zapamiętam ♥

    OdpowiedzUsuń
  3. Małolatki są równie wdzięcznym tematem jak ich starsze siostry i koleżanki! Zachwycają uroczą, roześmianą buźką i tryskają energią i dobrym humorem :-)
    Ciemnowłosa ogromnie mnie zaciekawiła... :)))

    OdpowiedzUsuń
  4. Whitney były bardzo ciekawe, miały różne kolory włosów - od rudego do kasztana. Szkoda, że i je Mattel dość szybko uśmiercił w produkcji.

    OdpowiedzUsuń
  5. Tak naprawdę to nie znam tych maluchów :(
    ale Twój wpis z ciekawością przeczytałam :)))
    Dobrze, że już dochodzisz do zdrówka, cieszę się <3
    ale koty i tak skradły wpis <3 <3 <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Maluchy miały potencjał i były takie bezpretensjonalne. Może Mattel do nich jeszcze wróci, tak jak wrócił do nieobecnej kilka lat Skipper.

      Koty cieszą się, że paniusia przeżyła ;-)

      Usuń
  6. Zaczynam się gubić w mattelowskiej genealogii ... :/
    Może kiedyś ją ogarnę :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Kasieńko, ze Stacie miałam to szczęście, że lalka narodziła się na moich oczach, a ponieważ bardzo mi się podobała, zawsze śledziłam jej losy/metamorfozy ;-)

    OdpowiedzUsuń
  8. Śliczne panienki, ale Whitney z nich najładniejsza. Ja pamiętam, jak w Pewexie patrzyłam na te cuda, a jedną Barbie dostałam na urodziny. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie Pewexy potrafiły śnić się :-) I to takie, w których robiło się zakupy za złotówki :-) Przeczucie supermarketów? ...

      Usuń
  9. Przesliczna kolekcja Sacie and CO. A wiedza bezcenna ,bardzo dziekuje <3 <3 Ja mam kilka tylko ale moze jeszcze kiedys cos dojdzie. Z tych co pamietam...Na rowerku to tylko ta rudowlosa, tez ta ze wzrokiem na bok i ta na wrotkach... bardzo lubie wszystkie <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak ja marzę o tej rudowłosej na rowerku...

      Usuń
  10. Nie wiem czy to jakiś nowy trend, czy przypadek, ale odkąd sama pierwszy raz w życiu skusiłam się na kupienie Stacie, mam wrażenie, że nagle wszędzie występują i pojawiają się na blogach innych kolekcjonerów. Są zdecydowanie warte uwagi i zasługują na odratowanie, więc kolekcjonerzy do dzieła! :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Kurczę, coś takiego jest w Kosmosie. Jak nabedę jakąś lalkę (nie tylko Stacie), albo nawet o niej intensywnie myślę, zaraz na blogach pojawiają się inne z tej serii ;-)

    OdpowiedzUsuń