Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fairies. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fairies. Pokaż wszystkie posty

środa, 5 czerwca 2019

Ognistowłose - Shimmer i Shyn'e


Z dłonią przegryzioną do kości w 6 miejscach, nie wygram zawodów pisania na czas. Stukam zatem drugą, całą - choć niemrawo - w klawiaturę mocno zmęczonego życiem laptopa. Już dawno miałam przybliżyć Wam lalki, które na potrzeby tego bloga "obfociłam" dokładnie rok temu.. „Barbie w świecie mody”, to siedemnasty film z serii o najpopularniejszej lalce świata. Posiłkuję się streszczeniem znalezionym w sieci, bo jeszcze nie miałam czasu, ani możliwości, zapoznania się z tą animacją. I nie mam pojęcia, kiedy – jeśli już – to nastąpi… Tak, czy inaczej, z wyboru, a nie przypadku, dotarły do mnie postaci poboczne tego projektu. Fantastyczne, lśniące od brokatu, ocierające się o kicz – czyli coś, co bezwstydnie bardzo lubię ;-) Miałam pokazać je zaraz po Spectrze, by była jakaś kontynuacja estetyczna i tematyczna, ale Noc Muzeów w Warszawie, wepchnęła mnie dygresyjnie na inne tory.
Zapraszam do zajrzenia TUTAJ, gdzie przedstawiam iście magiczne i unikalne w skali europejskiej -  Muzeum Neonów!: https://simran2pl.blogspot.com/2019/05/muzeum-neonow-noc-muzeow-cz-2.html




Lalki, które prezentuję, pochodzą z filmu, który miał swoją premierę 10 września, 2010r. Fioletowa Shimmer, była przedostatnią lalką, którą nabyłam w sposób stacjonarny – w przytulnym, kultowym, warszawskim Smyku, przed jego nieuzasadnioną rozbiórką.



Przez kolejne lata, zakupy robiłam tylko w internecie.




Czyżby za moimi plecami przebiegł KOT???


Fabuła „Barbie w świecie mody”, wydaje się całkiem życiowa. Pewnego dnia pod wpływem wielu nieszczęśliwych wydarzeń, Barbie postanawia przeprowadzić się do Paryża. Zatrzymuje się u swojej ciotki, która prowadzi rodzinny Dom Mody. Wraz z nowymi przyjaciółmi chce pomóc jej uratować to wspaniałe miejsce. Razem z nową przyjaciółką Alecią, postanawiają przywrócić domowi dawny blask. W tym celu, przy pomocy trójki magicznych ognisto-włosych, organizują pokaz mody. Kiedy projekt jest prawie gotowy, ognistowłose zostają uprowadzone…


Shyn’e, to druga, magiczna panienka „ognistowłosa”, która trafiła do mojej kolekcji. Tym razem używana, z kolejnej ręki. Nabyłam ją na Allegro za jakieś 10 zł, nie licząc przesyłki. Jej sztywne ciałko w erze przed Fashionistas, było wtedy dziwacznym ewenementem, choć profilowane rączki, pozwalały uzyskać i tak różne pozy lalki.




Mold, ogromnie przypominał mattelowskie Winx (Rainbow z 2004r.)


A, że lubię kolorowe ciałka, których znowu nie było tak dużo w erze Mattela, (a w tym stylu tylko pamiętna „Barbie Fairytopia – Sparkle Fairy” (2003)), lalka zaskarbiła sobie moją bezbrzeżną sympatię. I nie pogniewałabym się, gdyby ostatnia z fantastycznej trójki, zawitała kiedyś okazyjnie pod mój dach…



O ile Barbie z tej serii, była do bólu zwyczajna i odziana na 3+, to wybitnie udały się zwierzaki towarzyszące – czerpiące z estetyki lat 50/60 XXw. Mają sympatyczne pyszczki, zgrabne figury i są bardzo starannie wykonane. Nic dziwnego, że musiały dołączyć do mojej kolekcji, po długich poszukiwaniach w okazyjnej cenie ;-)


Wysokość: 23 cm.
Tworzywo: plastik, guma.
Cechy szczególne: mold zaprojektowany na potrzeby postaci filmowej (2009r.)
Data sprzedaży: 2010r. 

poniedziałek, 8 sierpnia 2016

Barbie Fairytopia. Kindlee. Wpis dla czytelników o mocnych nerwach/The story for readers with strong nerves.


Idę za ciosem i wyciągając rękę z objęć mojego nowego kota, rozłożonego na kolanach, przedstawiam lalkę Kindlee, z serii "Barbie Fairytopia".
Po 3. skrzydlatych i lśniących od brokatu pannach z projektu "Sparkle Fairy", (różowa, niebieska, fioletowa na moldzie GG. proj.: 1999r), debiutujących komercyjnie w  2003 r.  narodziła się w wybitnie kreatywnym roku 2004r., podobnie jak bohaterki poprzednich postów, postać zaiste zjawiskowa! Projektant dał jej obszerne, ruchome skrzydła i pomalowane, rzeźbione nogi. Te cechy mają również dwie koleżanki seryjne, naszej dzisiejszej bohaterki - Joybelle i Lenara. Każda z pań zasłużyła na odrębnego posta i kiedyś go się doczeka... Jednak gwiazdą dzisiejszego wpisu, będzie mulatka Kindlee, (na moldzie Asha, zaprojektowanym w 1990 r. do etnicznego cyklu lalek Mattela.)
Owa piękność w ciepłych tonach, gości w moim domu od 6. lat; została kupiona na polskim Allegro na fali namiętności do postaci nierealistycznych i bajkowych. Choć ma standardowy wzrost lalek typu "Barbie" (29 cm.), z jej pleców wyrastają efektowne skrzydła, które po naciśnięciu guzika z tyłu pleców, można wznosić i opuszczać. Silikonowy (gumowy?) biustonosz, zdejmujemy bezproblemowo, co stanowi proste i łatwe w obsłudze rozwiązanie - jakże inne względem prymitywnych, wmoldowanych strojów współczesnych jednofunkcyjnych lalek fantasy...  




Podobnie jak 2. pozostałe dziewczyny z tej serii, ma rootowane, gęste rzęsy. W przypadku tej konkretnej postaci, nietypową cechą są niebieskie oczy.



Zauważyłam na wielu blogach, że tę lalkę Zbieracze przesadzają na inne, klasyczne ciałka. Ja nie mam takiej potrzeby; szanuję jej macierzystą oryginalność. Do niej właśnie, był dodany 6.5 cm elfik z moldowanymi włosami, wypisz - wymaluj jak maleństwo przedstawione w poprzednim wpisie.
Zdjęcia robiłam jesienią, w ubiegłym roku, w lesie obok mnie. Choć zaliczyłam już wtedy ucieczkę przed dziwnym panem, nie było takiego alarmu kleszczowego. Chociaż na to nie musiałam uważać.


W tym roku, moje bardzo chwiejne poczucie bezpieczeństwa, zostało znowu zaburzone. Dlatego do połowy ubiegłego tygodnia wędrowałam własnymi utartymi szlakami - po pustych, malowniczych uliczkach, pośród willi i domków z wszelkich epok, przycupniętych magicznie pod lasem (w sumie dość norweskie to wszystko w odbiorze; dodatkowo przypomina mi trochę serial "Miasteczko Twin Peaks". ). Po przeczytaniu artykułu w lokalnej prasie, o wydarzeniach z 26 lipca mimo, że trudno mnie zniechęcić i przestraszyć, zrobiło mi się jednak baaardzo nieprzyjemnie. Tam, gdzie chodzę prawie codziennie, rozegrały się 3 dramaty. Obywatel Ukrainy, który w czerwcu przyjechał do Polski w celach zarobkowych, najpierw zaatakował 60- latkę. Uderzył kobietę w tył głowy ciężkim narzędziem i usiłował pozbawić czci. Jednak ta, broniła się tak dzielnie, że "tylko" ją okradł. Sfrustrowany, z większą agresją zaatakował za chwilę 23 - latkę. Oprócz uderzenia, zastosował  tym razem metodę metalowej linki. Nie uwierzyłabym, gdybym sama nie wyrwała się kiedyś 2. napastnikom, że to w ogóle jest możliwe, ale dziewczynie udało się szczęśliwie zbiec... Zawiadomiła policję, lecz w tym czasie bestia na mojej ulubionej uliczce, dopadł 3. kobietę (także lat 23). W tym przypadku był najbardziej brutalny. Gdy ciągnął ofiarę do lasu, spłoszył go przejeżdżający samochód, więc dziewczyna ocaliła życie. Po północy policja ujęła przestępcę na... mojej ulicy.
W ubiegłym miesiącu, napawałam się także na tym blogu, komfortem doświadczanego bezpieczeństwa. Chrzan z makiem! G... na kiju! Nigdzie nie jest dzisiaj bezpiecznie. Więc uważajcie na siebie, Kochani...

Zapraszam też TUTAJ:    simran4.blogspot.com    Naprawdę warto przeczytać!

      

niedziela, 7 sierpnia 2016

Elfów ciąg dalszy... i nowy lokator/Continued story about elves ... and a new resident.


Moje kolorowe czary, zadziałały tylko na jeden dzień... Za oknem chłód nawet, jeśli zza chmur przeziera słońce... Czas leci, a lata nie widać. Pozostaje mi tylko nałożyć skarpetki i napić się gorącej herbaty z goździkami...
W tym samym, 2004 r., oprócz opisanych poprzednio 3. zestawów małych laleczek będących uzupełnieniem do "Barbie Fairytopia", ukazał się bodaj najdziwniejszy set złożony z 4. różnorodnych sztuk.
Poniższe zdjęcie zaczerpnęłam z sieci:


Tym razem widzimy debiut kolejnych, mniejszych moldów i filigranowych ciałek (wys.11 cm). Wszystko także datowane na 2004 rok. Nieco nieśmiałe twarzyczki z kwiatowym bindi, wykorzystano jeszcze w wersji z syrenim tułowiem - przy okazji kolejnego posta na ten temat, zrobię porównawcze zdjęcie.




Fioletowa jest innym wariantem kolorystycznym, laleczek pokazanych poprzednio. Mierzy 12 cm.





Najdziwniejszym stworzeniem jest to maleństwo o moldowanych włosach (wys. 6,5 cm). Pierwotnie myślałam, że pochodzi z zestawu od ciemnoskórej Kindlee (Barbie Fairytopia 2004), bowiem do niej właśnie, dołączono taką laleczkę. Wydaje mi się jednak, że miała trochę inny kształt skrzydełek.  




Na przodzie pudełka, jak widzieliście na fotografii z netu, znajduje się jedynie napis: "Barbie Fairytopia". Zestaw na aukcjach opisywany jest jako "rare". Do mnie przybył wraz z innymi wróżkami nabytymi niedrogo na Allegro, uznaję więc, że miałam zakupowe szczęście.  


A to już nowy lokator:



Wybrałam się po tego stwora w kolorze grafitu do sąsiedniej miejscowości oddalonej 2 km. ode mnie. Przybył z domu pełnego zwierząt.


Tak wygląda jego mamusia:


Rodzeństwo, to identyczne klony. Widać super - mocne geny...
Psy żegnały go z powagą.


Z zaciekawieniem powitała Dywka... jak niegdyś ją Padlinka.


Najsłodszy, gdy śpi. Wtedy mogę spokojnie popracować ;-)



Weźmiesz mnie na rączki?


poniedziałek, 1 sierpnia 2016

Fairytopia Petal Pixies Quilla & Questina 2004


Tytuł wyjaśnia, kogo pokazuję w dzisiejszym poście. Choć o świcie obudził mnie deszcz i skutecznie zapaskudził cały ranek, chcę na przekór brzydkiemu latu przedstawić moc naprawdę intensywnych kolorów. Może rozwieją deszczowe chmury...
Na fali projektu Fairytopia, Matel dobrych parę lat wydawał chyba najbardziej niesamowite, zróżnicowane i w ogóle nie kojarzące się z Barbie lalki. Były więc motylki, wróżki, syrenki - w każdym kolorze i rozmiarze, cała pozytywna, tęczowa magia ludzkiej wyobraźni. Niektóre charakterystyczne moldy przeszły do historii firmy, inne, standardowe uzyskały niezwykłość, dzięki bajkowym aranżacjom.
Laleczki mają zupełnie nowe ciałka i twarze - wszystko datowane na 2004r. Mierzą 12 cm.
W innej odmianie barwnej wyszły w tym samym roku, pod identycznym zbiorczym szyldem: Omma i Organza. Pozwoliłam sobie zaczerpnąć zdjęcie z sieci, bowiem nie przewiduję w najbliższym czasie zakupu pozostałych:

Również nie kupię tej niezwykłości o amarantowych włosach. Na Allegro widziałam ją tylko raz.
Nie da się ukryć, że projektant popuścił wodze fantazji. Laleczka wydana wraz z uroczym motylem (widziałam w wersji rozłożonej) ma ten sam mold i ciałko, co prezentowane dzisiaj. To: Fairytopia Hue.


Kolejne miniaturki (bo wyszła jeszcze masa mniejszych laleczek i kilka z nich wpadło szczęśliwie w moje ręce) z wyjątkiem jednej, mają już inne ciałka i moldy. Występowały w tak wielu odmianach, że z trudem z grubsza ogarnęłam je myślowo. Oczywiście nie wszystkie projekty ze świata wróżek/elfów mi się podobały, ale doceniam kreatywność autorów.  


(kwiatowa podstawka)






Powyższe zdjęcia zrobiłam w kwietniu 2015r. na odwiecznych łąkach w Jabłonnie, gdzie bardzo lubię spędzać czas o każdej porze roku. Las podpadł mi ostatnio kleszczami. Pozostaje mieć tylko nadzieję, że nie rozchoruję się jeszcze bardziej. W tym roku jest plaga tych piekielnych pajęczaków, więc uważajcie na siebie, Kochani!        


Wysokość: 12 cm.
Tworzywo: plastik, guma.
Sygnatura na tułowiu: 2004, Mattel.Inc, China
Cechy szczególne: nowe ciałka i twarze.
Data produkcji: 2004.
Kraj produkcji: Chiny

A ja dziś odstraszona pogodą i pokonana własnym brakiem energii, nie będę spędzać powstańczej rocznicy z Babcią. Plany były jak co roku, tym razem Babcia chciała nawet być wcześniej w naszym miejscu, aby uczestniczyć w oficjalnych uroczystościach, choć wszystko to krucho się rysowało ze względu na Jej kondycję. Bałyśmy się, czy da radę. No, ale pogoda podjęła za nas decyzję. Lecz chciałoby się inaczej. Zawsze wolę jak coś wychodzi, niż wtedy, gdy się nie udaje ;-) Im mniej sił ma Ona, tym więcej sił powinnam mieć ja, bo w domu przybywa obowiązków. Tymczasem im więcej mam do zrobienia, tym mniej w mym ciele energii; owszem podtrzymują mnie sporadyczne sukcesy i znacznie częstsze ciepłe gesty, ale na dwa takie, zaraz spadnie jak gradowa odpowiedź pięć ciosów (niektórzy wiedzą, o czym mówię ;-)).
Dziś ponadto upłynęło 5 lat, odkąd zmieniłam miasto, mieszkanie i życie. Ludzie zmienili się sami. A jednak ta garstka Najbliższych jest bardzo daleko, do Babci też mam co 2, 3 dni, dłuuugą podróż, imprezuję również poza domem... Emocjonalnie wciąż czuję się na dorobku, a każdy dzień to stan samodzielnej walki o najdrobniejsze nawet rzeczy... I gdy pomyślę, że ostatni długi wyjazd, ostatni, który miał na celu odpoczynek, a nie załatwianie spraw, ostatni podczas, którego mogłam odłączyć ostrze codzienności, spotkał mnie... 9 lat temu, to mam ochotę ryknąć: CHOLERA JASNA!
Z drapieżnego życia, wyjmuję więc nadal drobne radości...







Zapraszam też tutaj: simran2pl.blogspot.com