Laleczki drewniane to pejzaż dzieciństwa wielu osób urodzonych w latach '70-80 XX w. i starszych. Można było kupić je w Cepelii, sklepach pamiątkarskich z krajów sąsiednich, a nawet w pospolitym kiosku Ruchu. Przywożono je z wycieczek turystycznych, były więc popularnymi upominkami. A także dekoracjami meblościanek i dziecięcymi zabawkami. Stały w biurach i przychodniach lekarskich. Krótko mówiąc: spotykaliśmy je wszędzie. Osobiście szczególnie zapamiętałam lalki z Gromady, Iłży i byłych krajów ZSRR. Zawsze budzą ciepło w moim sercu ilekroć natrafiam w sieci na ich zdjęcia. 💖
Dziś pokażę/przypomnę - bo niektórych przedstawicieli drewnianego rodu już prezentowałam na TYM blogu - zróżnicowaną kulturowo grupkę. Mamy więc japońskie Kokeshi, Chinki, Egipcjankę i oczywiście polską rodzinę!
Bohaterka dzisiejszego posta pochodzi z Peru. Jak widać po naklejce na odzieży, reprezentuje stolicę dawnego Imperium Inków, ma zatem zacny rodowód. Laleczka jest moim najnowszym nabytkiem, a konkretnie - tajemniczym prezentem. 😉
Późną jesienią udałam się wraz z zaprzyjaźnioną Fundacją Rest - Art, wspierającą osoby w kryzysie bezdomności poprzez terapię sztuką, do Muzeum Narodowego w Warszawie. Celem zwiedzania była wystawa grafik i ceramiki Picassa... Po pobudzającym zmysły wydarzeniu, gdy już się żegnaliśmy, Koleżanka pokazała mi dwie małe ręcznie robione lalki, które dostała od jednego z uczestników wycieczki. Obie były zupełnie nowe i reprezentowały skrajnie inne kultury. Byli to: krakowianin i Peruwianka.
Okazało się, że lalki zostały znalezione na ziemi, obok osób stojących w długiej, gęstej międzynarodowej kolejce przed wejściem do Muzeum. Nie sposób było odnaleźć ich właściciela. Kto też mógł nim być? I w jaki sposób znalazły się razem w tych okolicznościach? Te zagadki pozostaną na zawsze nierozwiązane.
Podzieliłyśmy się tym nieoczekiwanym prezentem. Wybrałam dziewczynę z maleństwem. Obie/oboje? - w ręcznie tkanej odzieży.
Niegdyś materiały peruwiańskie powstawały z wełny alpaki, lamy i wigonii. Ale od XX w. naturalną przędzę zastąpiła akrylowa - tańsza, łatwiejsza w obróbce i mająca większą gamę kolorów. W praktyce wielu dzisiejszych tkaczy używa również mieszanek materiałów syntetycznych z naturalną wełną. Przekonałam się o tym boleśnie, gdy kilka miesięcy temu odkryłam, co mole zrobiły z moimi lalkami z Ameryki Południowej, które nazbyt długo po przeprowadzce, przechowywałam w kartonie...😢
Obecnie Cusco zamieszkuje 497,000 osób. (dane z 2023r.)
Krótką sesję wykonałam równy miesiąc temu, na styku dnia i wieczora, 6 stycznia. Nie tylko wicher ograniczył działania fotograficzne. Podczas spaceru zadzwonił na pogawędkę Kolega, a później spotkałam ulubioną Sąsiadkę 😉.
Niezwykłej laleczce towarzyszyło oprócz mrozu i wiatru, niespotykane zjawisko: przelot kilku kluczy dzikich gęsi nad lasem. Ze względu na porę roku, był to przyrodniczy ewenement, zauważony tego dnia także w innych miejscach Polski.
Peruwianka mierzy niecałe 10 cm, wraz z nakryciem głowy.
💖💖💖xxxxxxxxxxxxxxxxxxx💖💖💖
Zainteresowanych SZTUKĄ zapraszam na krótką relację z właśnie zakończonej wystawy w warszawskiej Zachęcie. Jej bohaterem był Jerzy Nowosielski.
- na osobliwą hybrydę kulturoznawczych wydarzeń w PKiN. Czy warto organizowaćpodobne imprezy? Sami wyróbcie sobie zdanie o tym wydarzeniu i jeśli chcecie, podzielcie się nim w komentarzu.
Znowu weekend... Czas leci, jakby dali mu specjalne dotacje ;-)
Miałam ciężki tydzień, zwłaszcza w drugiej pracy, ciążyło mi też z różnych względów na duszy, ale na szczęście były też pozytywne, kolorowe dni. A nawet bajkowe 😀Udało mi się przyjechać do Warszawy na jedyną tego rodzaju wystawę, zorganizowaną w Zamku Królewskim - Pałacu pod Blachą. Szopki krakowskie to fantazje mojego dzieciństwa. Odkąd pamiętam marzyłam nie tyleż o zakupie takiego cudeńka, ale... zrobieniu własnego. I paradoksalnie, gdy technicznie już od dawna jestem w stanie zmierzyć się z taką konstrukcją, projekt gaśnie w natłoku innych działań, pomysłów lecz przede wszystkim trosk, nie będących sprzymierzeńcem ani relaksu, ani systematycznej pracy twórczej...
Szopki krakowskie, to także polski fenomen kulturowy wpisany na listę Niematerialnego Dziedzictwa Kulturowego UNESCO.
Tylko do 2 lutego, a więc do najbliższej środy można obejrzeć ich aż 50. Od prawdziwie tycich, do takich liczących kilka metrów.
Dlatego jeśli ktoś ma czas i będzie w pobliżu stolicy, niech wstąpi, bo wrażenie jest niezapomniane. Wszak, nikomu nie ujmując, ta mistrzowska sztuka, bardzo zahacza o nasze lalkowe hobby. Mamy i miniaturowe figurki i architekturę i oświetlenie...
Bilet kosztuje 20 zł. W kolejce, na zewnątrz musiałam odstać 30 min. Lecz nie kwilę z żalu. Było warto!
Dziś będzie w miarę krótko i konkretnie. Nie mam nastroju. Zdecydowanie zbyt wiele przykrości ostatnio mnie spotyka, a złe emocje ludzi obok, dodatkowo walą jak cep.
Zaś spiętrzenie absurdów wokół, przywodzi mi na myśl fabuły Barei, tylko takiego w wersji bardziej hardcore. Bo w tamtych czasach, potrafiliśmy się chociaż śmiać. "Miś" jednak wciąż jest ponadczasowy, a poniższy cytat - jak znalazł na dzisiejszą rzeczywistość.
- Powiedz mi, po co jest ten miś?
- No właśnie: po co?
- Otóż to. Nikt nie wie po co, dlatego nie musisz obawiać się, że ktoś zapyta.
Prezentowana para, to właśnie lalki z tamtych czasów. Białka Kwiaciarka, nie licząc kurzu, wyglądająca tak świeżo, jest u mnie od 1985 r. O tym, w jakich okolicznościach, dostałam ją w prezencie, piszę TUTAJ:
Chłopaka nabyłam na początku roku za 10 zł na Allegro. Chyba brakuje mu ust, a z pewnością metki pod spodem, ale i tak, zachował świetny stan. Po 35 latach, Białka wreszcie znalazła drugą połowę ;-)
Słomiane włosy i piłeczka pingpongowa obciągnięta kawałkiem pończochy. To się nazywa kreatywność! Czy ktoś dziś wpadłby na taki pomysł? Aż mnie korci, by zrobić własną impresję...
Ale zainicjowana w 1950 r. Spółdzielnia Przemysłu Ludowego i Artystycznego, zajmowała się również wyrobem przedmiotów dekoracyjnych oraz użytkowych. "Chałupnik" tworzył więc ceramikę i tkał, wyplatał kosze i produkował miotły. Jego produkty, można było znaleźć w licznych sklepach Cepelii. Cóż, dziś już chyba nawet sadownicy nie używają koszy, a z mioteł korzystają jedynie czarownice ;-)
Jak wiele naszych rodzimych inicjatyw tak i ta, przegrała z przemianami gospodarczymi po 1989 r. A sączący się przekaz "ludowe, to obciachowe", ostatecznie rozproszył klientów. W nowej Polsce, nie było miejsca dla "Chałupnika", który zakończył działalność w 1995r.
2 lata później, zespół T.Love wydał utwór "Jest super", który stał się hitem i podobnie jak "Miś", wciąż świetnie opisuje nasz świat.