Pokazywanie postów oznaczonych etykietą curvy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą curvy. Pokaż wszystkie posty

sobota, 28 maja 2022

Fashionistas no 179 - Daisy. Wiosna. Osobiście.

Kończy się kolejny bardzo zimny maj. W Polsce to już norma. Cieszę się, że pada deszcz, bo susza ostro dawała o sobie znać, ale nie pojmuję tych marcowych temperatur, depresyjnych chmur, które wyglądają jak szare, rozdęte słonie, przemieszane z kupą gruzu. Fuuu!

Siedzę owinięta śpiworem z Belzebubem wciśniętym pod pachę i Czarnobylem, przytulonym do kolana. Recydywa mruczy ze zwojów mojego polara, rzuconego na oparcie kanapy. Najmłodszym członkom ogoniastej rodziny odpaliłam poduszkę elektryczną. Kiedyś bym nie pomyślała, że gdy za niespełna miesiąc dni zaczną się skracać - ciepła wciąż będzie jak na lekarstwo, a ortalionowe kurtki na podręcznym wieszaku, nie ustąpią miejsca letnim sukienkom i przewiewnym szarawarom...  


Ostatnie dni dodatkowo, były dla mnie zdecydowanie smutne. Zmarło dwóch Wielkich Ludzi ze świata muzyki, którzy swoimi kompozycjami i wykonaniem, towarzyszyli mi od końca podstawówki: Vangelis i Andrew Fletcher. Jeśli macie jakieś prywatne wspomnienia/refleksje/byliście może fanami w.w. - proszę o komentarz. 

Osobiście przepracowuję niepojęte, bolesne sytuacje w mojej pracy. Szkoda, że przy takim potencjale inwencji i duchowości, Polacy noszą w sobie tyle zawiści. Że nie potrafią wybaczyć najmniejszych nawet sukcesów😭

Ale dosyć smędzenia! 😉 Ten miesiąc wymagał ode mnie ciągłego ruchu. Wir spraw i drobinki wolnego czasu sprawiły, że o dziwo powstało kilka fajnych sesji lalkowych. Konsekwentnie, w miarę możliwości, łapałam, każdą słoneczną godzinę. 

3 tygodnie temu udało mi się odwiedzić Park im. Rydza-Śmigłego w Warszawie - miejsce bliskie memu sercu przez 30 lat (włączając te, w których Mama wiozła mnie tam w wózeczku). Obszar rekreacyjny powstał tuż po II Wojnie, na ruinach budynków Powiśla i ogrodów Frascati. Jeszcze jako licealistka znajdowałam w ziemi po deszczu: guziki, stare kałamarze, fragmenty XIX-wiecznej chińskiej porcelany, itp.


Aktualnie zabezpieczone resztki ruin budynków - kiedyś wabiły nieletnich amatorów mocnych wrażeń, poszukiwaczy skarbów i ... groźnych użytkowników różnych środków. 


W Parku Rydza po lekcjach toczyło się moje życie przyjacielskie - bo każdy kto odbył staż w relacji - był prowadzony do tego parku, tam szeptane były sekrety, rodziły się prywatne legendy, niosły się westchnienia miłosne, podejmowane były decyzje życiowe; tam też zwyczajnie jako dorosła kobieta szłam dla relaksu poczytać książkę, ale też nabrać sił do konfrontacji z rzeczywistością. 😉  




Gdy wszystko u mnie uległo losowym zmianom - przynajmniej 5 lat, nie byłam w stanie odwiedzić tego miejsca. Dziś niewiele się tu zmieniło, co odkryłam z pozytywnym zaskoczeniem. Owszem, widać brak miejskich funduszy, ale moim dziewczynom to nie przeszkadzało. Wszak pojawiły się tu po raz pierwszy. 

Granatowowłosą Fashionistas nr 143 z 2020 r. już u mnie widzieliście. Pokazywałam ją w grudniu ubiegłego roku (choć sesja z września). http://simran1pl.blogspot.com/2021/12/powrot-daisy.html Całkiem przypadkowo tuż po tamtym poście, otrzymała artykułowane ciałko i nowe ubranko. 

Od tamtej pory jeszcze bardziej polubiłam mold "Daisy" (projekt: 2015 r.). Cieszę się, bo w dzisiejszych czasach, przy tych wszystkich zmianach, kolejne lalkowe twarze poddane ciągłym przetasowaniom estetycznym - tracą swój charakter. I mnie zdarza się pogubić. Lecz Daisy pięknie się broni. 


Jest cudownie uniwersalna, a jednak mimo różnych wcieleń, zachowuje indywidualizm. Pulchna Fashionistas nr 179 z 2021 r. w typie bliskowschodnim, to moja 5. laleczka na moldzie Daisy. (Kolejna wymianka: lalka za rękodzieło ;-)) Roboczo dałam jej imię Cleo. Na dzień dzisiejszy, jeśli nie pomyliłam się w rachubie to już 25. Daisy, którą wyprodukował Mattel. Bardzo podobają mi się jej siwe pasma w kruczej czuprynie. Takie naturalne. 



W sesji przetykanej wspomnieniami dłuższy czas towarzyszyła nam uporczywa niczym dron - wrona (też siwa, zresztą) .



Kochani, życzę Wam wreszcie słonecznej, cieplejszej niedzieli. 

Ps. Jako ciekawostka: gdy opuszczałam park, dostrzegłam porzuconą w zaroślach połówkę "matrioszki". Dołu lalki niestety nigdzie nie było. Po zastanowieniu, nie zabrałam jej do domu, choć różne emocje kłębiły mi się w głowie. Nie miałam pomysłu na rekonstrukcję całości. Żal, że lalki także padają ofiarami politycznych rozgrywek...

Zapraszam Was również na pierwszą część rajskiej wyprawy do warszawskiego Ogrodu Botanicznego UW:



http://simran4.blogspot.com/2022/05/ogrod-botaniczny-uniwersytetu.html

A miłośników malarstwa surrealistycznego i murali na spotkanie z Tytusem Brzozowskim. To jeden z ostatnich wpisów przed zamknięciem bloga: "Odkryte":

https://simran2pl.blogspot.com/2022/05/tytus-brzozowski.html


piątek, 19 kwietnia 2019

Ładna inaczej


Ten post naprawdę nie ma szczęścia ;-) Lepię go z miesiąc wydobywszy wpierw z archiwum. Wciąż wprowadzam jakieś aktualizacje w wolnych chwilach. A później... buuum. Znowu coś się u mnie, albo obok - wali. I klikam tylko: "zapisz". Nie wiem, skąd to fatum, bo nie pokażę Wam nic świeżego - zresztą, dopiero kilka dni temu, zrobiłam pierwsze po przerwie lalkowe zdjęcia (ostatnie robiłam w listopadzie 2018) - ani zbyt oryginalnego... Kto się interesuje lalkami Fashionistas, doskonale zna tą panią z 2016 r. ;-) 

Ale cóż. Czas pędzi, a ja wciąż muszę odpierać ataki ponurej rzeczywistości i walczyć widząc, że człowiek, człowiekowi stał się wilkiem... ;-S Jeden, drugi szpital, Babci wypadek, personel medyczny rodem z rzeźni, który wypuszcza do domu krwawiącą pacjentkę bez przemycia rany (i jeszcze dziwnym trafem śpiącej w korytarzu kobiecie znika z portmonetki 100 zł); pielęgniarka środowiskowa, która wydzwania z awanturą po kilka razy w tyg. dopóki wreszcie się nie obrazi i nie odmówi wizyt, bo wg niej, to moim obowiązkiem jest robić zastrzyki; opiekunka złodziejka; przerzucanie obowiązków urzędowych na obywatela; skargi ustne, skargi pisemne, moje tłumaczenia, wyjaśnienia, a pomiędzy tym zgrzytanie zębów z bezsilności, że tak bardzo zdziczało nasze społeczeństwo, że to już coś więcej niż tylko wygodna moda na egoizm, wynikająca z dobrostanu. A to przecież zaledwie mała cząstka spraw, w których uczestniczę bezpośrednio i pośrednio. Brrrrrrrr. Wrrrr!....
Nic dziwnego, że czasu i sił na ukochane hobby - brak! 

Aż chciałoby się zbuntować i krzyknąć:


Tylko, kto ma być adresatem???

Mikołaj Gogol
O gustach staram się rozmawiać zawsze ostrożnie. To bardzo śliski i niejednoznaczny grunt ;-)
Zresztą od dobrych dwóch dekad, trwa dyskusja na temat zmian kanonu kobiecej urody, który faktycznie pod koniec XX w. powędrował bocznymi drogami i wydobył to, co wcześniej było ukrywane. Z duchem czasu podążył Mattel i od kilku lat w seriach Fashionistas, prezentuje nam całą galerię tych, które nie reprezentują już klasycznej urody, za to są w swej niedoskonałości, wreszcie prawdziwe. Są więc i szczupłe i puszyste; kruszyny i zbyt wysokie; piegowate, z pieprzykami; dziewczynki i chłopczyce; białe, czarne, żółte; przeciętne i bardzo oryginalne. Słowem - przekrój europejskiej, czy amerykańskiej ulicy w każdym większym mieście. I za ten realizm ogromnie cenię Fashionistas, choć nie mogę pogodzić się z nędzną artykulacją cofającą lalkę typu Barbie, do lat 60. XXw.    




Niniejsze fotografie leżały w materiałach roboczych od sierpnia ubiegłego roku... Wtedy to, wracając od lekarza, dostrzegłam niesamowite tło. Nazajutrz, po pracy - budynek znajduje się niedaleko - szybciutko ustawiłam tam modelkę. Wybrałam postać w moim odczuciu najlepiej dopasowaną kolorystycznie...
Poniżej w różowościach floxa szydlastego. Obawiam się, że padł w ciągu zimy, bo nie daje oznak życia, a już powinien...


Jest to zaledwie druga w mym dotychczasowym zbiorze lalka  z ciałkiem typu "curvy". Puszyste kształty świetnie harmonizują z jej pełną buzią o dość dziwnych rysach, które trudno dopasować mi do konkretnego typu etnicznego. Mold zwany "Zig&Zag" (2016), spotkałam po raz pierwszy, ale ponieważ wkręcona w różne sprawy, nie śledzę ostatnio nowych lalek, nie mam pojęcia, czy został użyty od tamtej pory ponownie. A Wy macie jakieś informacje? 
Usta, nieco karykaturalnie pociągnięte jaskrawą szminką, nie wprawiają mnie w zachwyt, ale zdecydowałam się zachować lalkę w oryginale i nie usunęłam farby.  





Jednoznacznie za to zachwyca mnie asymetryczna, modna fryzura. Gdyby ktoś w dzieciństwie powiedział mi, że tak będzie wyglądała kiedyś Barbie, nie uwierzyłabym ;-)

Poniżej Nadzieja, (sprzed mniej więcej roku temu), z czaszką lisa znalezioną kiedyś w lesie.


A to już jej córka - Żywija z dn. 15 IV 2019. 


Która ładniejsza? ;-) 

Ukończony post zapisałam w "roboczych" wczesnym poniedziałkowym popołudniem, nim dowiedziałam się czegoś bardzo smutnego od Osoby, najbliższej mi zaraz po Babci;
 nim prawie na mych oczach, zmarła lokatorka na osiedlowej ławeczce;
 nim radiowe komunikaty i internetowe obrazy nie zmroziły nieoczekiwną, ale jakże symboliczną w aktualnym czasie skalą destrukcji. ;-(((( 



C'est la vie, chciałoby się rzec - z tym, że czasem naprawdę zbyt mocno daje w kość... 

Zapraszam też tutaj na wspaniałą, trwającą do 9 VI wystawę, pozwalającą przenieść się w czasie:





A TU zapraszam tych z Was, którym trudno jest pogodzić się z bezsensownym niszczeniem zieleni...