Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zapf Creation. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zapf Creation. Pokaż wszystkie posty

piątek, 13 sierpnia 2021

Flory i Sally, czyli 14-centymetrowe dziewczynki z "Missy Milly"

Łapię się na tym, że w ostatnich miesiącach zrobiłam bardzo niewiele lalkowych zdjęć... 

Może wynika to z faktu, że w centralnej Polsce, było wyjątkowo kapryśne lato - i jeśli już temperatura sięgnęła lub przekroczyła + 30 stopni (czyli mój komfort termiczny), zaraz niebo zasnuwały burzowe chmury, a ktoś w górnych partiach świata odkręcał na full prysznic 😏???...

A może po prostu, miałam więcej pracy, zaś wolne chwile pochłaniało zmęczenie i niemoc lepka jak kisiel? Pewnie wszystkiego po trochu...

Te chłodniejsze dni w ogóle były nie do przyjęcia dla fotografa! Szarość i porywisty wiatr to elementy, które nawet wytrawnego spacerowicza o temperamencie morsa mogły zniechęcić do dłuższej aktywności fizycznej. Zaś lalki? 

No, ustawcie którąś do wymarzonego kadru gdy wieje, wyje, siąpi i jeszcze aura pożera całe nasycenie kolorów. Brrr. Lepiej wylegiwać się w domu z ciekawą lekturą, której mi ostatnio nie brakuje 😄

Sięgam zatem po komplet zdjęć z lipca ubiegłego roku. Takich zaszufladkowanych sesji, powstałych przy pięknej aurze, ale w epokowo i osobiście trudnym czasie - mam pokaźne ilości! 


  
"Missy Milly" - niemiecki serial animowany z 2005 r. emitowany był na kanale Super RTL. 7-minutowe odcinki, adresowano raczej do starszych dzieci. Grafika jest dość uproszczona, a fabuła opiera się na klasycznym schemacie: kilkoro dziewczyn o rozmaitym typie urody, jeden biały chłopak + zwierzę. Bieżące okoliczności, współczesna moda i odrobina magii. 


Zapf Creation, firma (istniejąca od 1934 r.) najlepiej dziś znana z lalkowych niemowląt Baby Born, w prześliczny sposób zwizualizowała dzieciaki z kreskówki. 



Niestety, nie spotkałam się z tym, by te liczące 14 cm lalunie, doczekały się własnej strony lub bloga. Nie wiem więc, czy ukazały się tylko w wersjach podstawowych, a akcesoria można było dokupić osobno, czy były dostępne również zestawy droższe i tańsze? Tak, czy inaczej, ubranka z bucikami sprzedawano oddzielnie. 

Flory, którą dołączyłam do mej kolekcji kilka lat temu, to jedyna ciemnoskóra dziewczyna w tym projekcie. 


Trafiła mi się nowa, choć bez pudełka; z katalożkiem i akcesoriami. Brakuje jej tylko bransoletki. 

Sally, jest u mnie jeszcze dłużej. Tę lalunię wylicytowałam za parę złotych. Ubranko wydziergał jej poprzedni właściciel.  

Moi Mili - udanej końcówki lata!!! 😀 

PS. TU https://simran2pl.blogspot.com/2021/08/tym-razem-patrzyam-jak-inni-tworza.html zaś dzielę się Wami moją piękną przygodą - po raz pierwszy prowadziłam zajęcia z ceramiki dla dzieci!


niedziela, 24 czerwca 2018

Teresa Butterfly Art (Tattoo)


Krótkie wyjazdy i problemy zdrowotne, to główne przyczyny oprócz pracy, które sprawiły, że znowu narosły mi blogowe zaległości. Sięgam więc na chybił-trafił, po pierwszy z brzegu materiał, umieszczony w "wersjach roboczych"...


W 1998 r., także do Polski dotarła choć w wersji mocno okrojonej seria "Barbie Butterfly Art". W sumie liczyła 6 lalek, ozdobionych tatuażami: Barbie z drobno karbowanymi włosami  pełnymi ciemniejszych pasemek i kolorowym motylem na brzuchu, otwierała ten plażowy cykl. Towarzyszyła jej brunetka Teresa o równie karbowanych włosach, Afroamerykanka Christie i Azjatka Kira. Brunet Ken i Afroamerykanin Steven, mieli włosy moldowane, (czyli uformowane odlewem na gumowej czaszce i pomalowane - to informacja dla świeżych lalkowiczów ;-). Charakterystyczną cechą dziewczyn z tego projektu, której w ciągu kolejnych 20. lat, Mattel nie odświeżał, były szydełkowe kostiumy kąpielowe i dżinsowa mini spódniczka. Coś tak uroczo realistycznego, że braku kontynuacji wypada tylko żałować...
Koniec wieku, w dziedzinie mattelowskich lalek, obfitował w same objawienia. Po kilku latach, produkowania masowej tandety, która wyglądała jak kiepska podróbka samej siebie, amerykańska firma, wróciła do tego, co najlepsze - staranności i imitacji realizmu.
Do serii Butterfly Art, dołączono tatuaże zmywalne - kalkomonie. Według wielu amerykańskich rodziców, taka ozdoba wystawczyłaby w pełni. Lalki wzbudziły dużą nieufność i oczywiście... kontrowersje. Pamiętam z tamtych czasów informację o tym, że pojawiła się edycja bez tatuaży, specjalnie skierowana na amerykański rynek, ale przyznam, że nigdy nie udało mi się jej zweryfikować. Może wiecie coś na ten temat?


Barbie kupiłam wtedy, 20 lat temu, za pieniądze odłożone z kieszonkowego i sprzedaży rękodzieła. Teresę i Christie zdobyłam wreszcie kilka lat temu na Allegro. Obie pochodzą z drugiej, a może nawet z trzeciej ręki, ale Teresa nie dość, że ma włosy w świetnym stanie, zachowała oryginalne ubranko i nawet plecioną tasiemkę na szyi. Motylek na piersiach, to właśnie kalkomonia. Ten na nodze, to "tatuaż właściwy" - niezmywalny nadruk.Niestety, sporą część moich lalek popakowałam w ostatnim czasie do pudeł, na rzecz zmiany ekspozycji i nie dałam tym razem rady zrobić im rodzinnego zdjęcia. Zamiast tego, na spacer w upalne popołudnie kilka tygodni temu, zabrałam adopcyjną córeczkę ;-) Miss Milly


i jej piegowatą koleżankę, która przyjechała na wakacje z Szydełeczkowa - obie firmy Zapf Creation.



Czyż małe w szydełkowych ubrankach hand-made nie komponują się pięknie? Towarzyszy im kocur (uwierzcie, jest tak realistycznie odwzorowany, że ma nawet przyrodzenie ;-) Belzebub. To moja pierwsza figurka firmy Schleich. Jej wykonanie, choć masowe, budzi podziw i szacunek.


 Dziś seria Butterfly Art, to uosobienie słodkiej niewinności, a przy tym śliczne lalki o delikatnych twarzach. Kto po wytatuowanych dziewczynach z kolejnych edycji Hard Rock Cafe, czy tym bardziej Tokidoki, gorszyłby się kolorowym motylkiem?
Chociaż... Totally Stylin' Tattoos Barbie, z 2009 r. znowu wystraszyła rodziców... Na szczęście, lalki "zbyt dorosłe" dla dzieci, niemal zawsze znajdują uznanie w oczach Kolekcjonerów :-)



Zainteresowanych folklorem, zapraszam TUTAJ:  simran2pl.blogspot.com 



A świadomych konsumentów żywności: TU - https://simran4.blogspot.com/2018/06/uwaga-sciema.html

Dobrego tygodnia :-)

wtorek, 27 października 2015

Edeline


Z różnych względów, dziś prawie bez słów...
Zresztą wierzę, że czasem macie chęć odpocząć od mojego gadania ;-)
A zatem tylko niezbędne informacje: bohaterka wczorajszej sesji to Edeline, z pospolitej, ale interesującej serii lalek bez aspiracji kolekcjonerskich - "Barbie i 12 Tańczących Księżniczek" (2006r.) Jest chyba najciekawszą postacią z całego zespołu i bardzo lubianą przez Zbieraczy.



Moja ma zmienione ciałko (ingerencja poprzedniej właścicielki), więc nie umieszczę dzisiaj tradycyjnej legendy pod spodem wpisu, co robię zawsze gdy prezentuję jedną lalkę.
W oryginale miała zwiewną, morelową sukienkę i różowe, zdejmowalne baletki.
Kompozycyjnie kadrów dopełnia malutka Zapf Creation.



Za to na poniższej fotografii, płomienne kwiaty "grudnia", który wczoraj sprawił mi swym rozkwitem sympatyczną niespodziankę. Prawie jak w raju...  



A tu już jako ciekawostka - porównanie z Lenarą ("Fairytopia", 2005r.)
Prawda, że był to piękny okres dla lalek nurtu "playline"? Dziś niejedna droga, kolekcjonerska pozycja może pozazdrościć im poziomu wykonania.