Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Egypt. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Egypt. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 18 lutego 2024

18 lutego - Dzień Lalki Drewnianej

Laleczki drewniane to pejzaż dzieciństwa wielu osób urodzonych w latach '70-80 XX w. i starszych. Można było kupić je w Cepelii, sklepach pamiątkarskich z krajów sąsiednich, a nawet w pospolitym kiosku Ruchu. Przywożono je z wycieczek turystycznych, były więc popularnymi upominkami. A także dekoracjami meblościanek i dziecięcymi zabawkami. Stały w biurach i przychodniach lekarskich. Krótko mówiąc: spotykaliśmy je wszędzie. Osobiście szczególnie zapamiętałam lalki z Gromady, Iłży i byłych krajów ZSRR. Zawsze budzą ciepło w moim sercu ilekroć natrafiam w sieci na ich zdjęcia. 💖

Dziś pokażę/przypomnę - bo niektórych przedstawicieli drewnianego rodu już prezentowałam na TYM blogu - zróżnicowaną kulturowo grupkę. Mamy więc japońskie Kokeshi, Chinki, Egipcjankę i oczywiście polską rodzinę!

Które najbardziej Wam się podobają? 😊

 







poniedziałek, 31 sierpnia 2020

Barbie Fashionistas nr 144 - Koniec ery ruchu - Ciąg dalszy sagi Mattela...

Dzisiejszy wpis, dedykuję w szczególności, ciepłolubnym Czytelnikom…

Po lodowatym maju i deszczowym czerwcu z temperaturami poniżej średniej krajowej, optymistycznie liczyłam na to, że jednak lato przesunie się trochę na dalsze miesiące. Niestety – nie wiem jak u Was, ale u nas w centralnej Polsce już od tygodnia, na dobre trwa zaawansowana jesień. Z dnia na dzień jest bardziej szaro, mokro i chłodniej… Synoptycy nie pozostawiają złudzeń: „Letnie sukienki schowajmy do szafy” – czytam na stronach popularnego serwisu.

Nie daję zgodny na taki stan rzeczy, ale co zrobić? Jak wiemy – to był epokowo skopany rok!

No, niech mi tylko ktoś powie, że klimat się ociepla. Usłyszy zdecydowane: Wrrrr. Cóż, bez wątpienia, mamy zmiany, ale czy w środkowej Europie JEST CIEPLEJ??? Wierzę, że starsi Czytelnicy, sytuację ocenią według indywidualnych spostrzeżeń…

Żeby nie skrzeczeć więcej, chcę przekazać Wam trochę niedawnego słońca i kolorów. A więc przypominam/kontynuuję refleksję na temat nadzwyczajnej serii Barbie, która zadebiutowała ponad dekadę temu (2009r.), mając wielkie aspiracje rynkowe.

Niestety, szybko okazało się, że nowatorskie ambicje, zostały skurczone do masowego zysku.Zamiast modnych, w pełni plastycznie artykułowanych lalek, mamy masę etnicznych/multikulturowych moldów, zanurzonych we współczesnej estetyce, jednak osadzonych na tanich, sztywnych ciałach…  


Plusem projektu, są realistyczne figury lalek. Prawdziwym hitem, okazały się puszyste postacie w typie: curvy... Jedną z nich jest - Barbie nr 144 z br. na moldzie, który pokazałam Wam w ostatnim poście, czyli: "ALEC",

Lalka bardzo zyskała w zmienionym stroju (względem firmowego-pudełkowego).

Kto by pomyślał, że twarze na tej samej matrycy mogą się aż tak bardzo różnić...?... 

Zwróćcie uwagę na różnice w makijażu, jakie cechują lalki z poszczególnych lat... 

O Lakshmi (jednej z pierwszych Fash, na moldzie "Goddess"- 2015r.), pisałam m.in.: TUTAJ:

 http://simran1pl.blogspot.com/search/label/Fashionistas?updated-max=2017-03-06T10:20:00-08:00&max-results=20&start=7&by-date=false

Letnią, plażową sesję zaaranżowałam w miejscu, usytuowanym raptem kilkanaście minut spacerem od mojego domu...

Jeszcze rok temu rosły tam wielkie brzozy, połacie wrzosów i w jesiennym sezonie - smakowite kurki. Przez komórkę, informowałam Babcię o statystykach zbiorów. Choć już nie wędrowała z łubianką obok mnie, i tak miałyśmy wielką frajdę z tej telefonicznej relacji... 😀 W końcu od czego jest pamięć i wyobraźnia!?

Niespodziewanie, wystarczył dzień, by las przekształcił się nagle w plażę. Z czasem, siadałam tu z telefonem i pośród miniaturowych sadzonek dębów/brzóz/świerków, rozmawiałam z przyjaciółmi, lub... 

fotografowałam lalki.





Tamtego dnia, przy blisko 40 stopniach na 
+ (C), moim artystycznym działaniom, z oddali przyglądał się młody jeleń...  



To było jedno z tych cudownych, upalnych popołudni, w których w lesie spacerowały jedynie mrówki. Ciepłolubna kobieta z lalkami i z aparatem, miała szerokie, bezludne pole do popisu! :-D  

(to był mój 444 post 😀)

Tutaj zaś, zapraszam Was do przeczytania historii prawie kryminalnej 
- zwłaszcza tych, którzy nie znają jeszcze tożsamości owej pięknej ćmy o opalizujących skrzydłach...



sobota, 6 stycznia 2018

Fulla


Zanim życie niespodziewanie, znokautowało mnie trzema zręcznymi ciosami, aż na 4 miesiące, miałam kilka ciekawych wpisów do dopracowania w tzw. "wersjach roboczych". Jeden z nich dotyczył swoistego fenomenu: lalki będącej muzułmańskim odpowiednikiem Barbie. 
Jedocześnie przy okazji informuję nielicznych posiadaczy mojego adresu mailowego na wp, że jest on już nieaktualny. Dlatego, jeśli coś pisaliście do mnie wtedy prywatnie, wiadomości tych nie mogłam odebrać.


OK. Pozwolę sobie, wrzucić cały zaległy wpis bez aktualizacji i modyfikacji, jako znak czasu, w którym choinki i fajerwerki, wydają się mentalnie równie odległe co Dubaj od Warszawy...






Od początku lata, deszcz leje uparcie, wprowadzając w zakłopotanie kalendarz. Nie ma błękitu nieba, nie ma ciepłych wieczorów. A ja nie mam gęstej sierści, by przesiadywać mimo to w loggi ;-) Zresztą, praca nie pozostawia mi wiele czasu na byczenie się z kotami i książką. Lampki solarne nie włączają się po zachodzie słońca. Cud jakiś, że pośród tej apokaliptycznej aury, dojrzewają pomidory. Prawie co dzień obcinam liście i pacyfikuję mszyce, by ocalić plony. Ot, proza życia... Ale oddajmy wreszcie głos Fulli, sfotografowanej w jeden z nielicznych słonecznych dni tego dziwnego lata.




Fulla pojawiła się na sklepowycych półkach, 15 lat temu (2003r.). Czy wygenerowała ją radykalizacja poglądów religijnych wielu społczeństw islamskich, czy spontaniczna potrzeba lokalnego rynku, znudzonego uniwersalnym asortymentem?.. Naprawdę nie wiem. Cóż, jako alternetywa dla amerykańskiej Barbie bardzo mi się podoba. Oczywiście wyłącznie jako alternatywa dla wymagających, a nie bezwzględne zastępstwo. I choć feministki oraz ateistki będą się burzyły ze względu na odniesienia do kultury tradycyjnej, powiem przekornie, że życiors nadany lalce przez pomysłodawcę z Dubaju, czyni osobowość nastoletniej Fulli momentami milszą i bardziej pogłębioną niż jej amerykańskiej, konsumpcyjnej rówieśniczki. Ale to tylko moja subiektywna opinia!

W zależności od kraju, w którym jest dystrybuowana, Fulla nosi albo czarną abaję i nakrycie głowy, albo pastelowe okrycie i biały szal. Pod spodem, jak widać ma współczesny strój, choć daleko mu do ekstrawagancji, promowanej przez Barbie. Spódnica obowiązkowo kończy się poniżej kolan, jak przystało na muzułamańską dziewczynę.




Garderoba Fulli nie zawiera też kostiumów kąpielowych. Wykonanie ubranek, pozostawia wiele do życzenia, ale małym adresatkom chyba to nie przeszkadza, bowiem Fulla zawojowała rynek zabawek w wielu krajach. Cóż, z pewnością rodzice wyznający tradycyjne wartości, mogą spać spokojnie: Fulla nie ma chłopaka, bo jak wiadomo w jej kulturze nieślubne związki nastolatków, wpisane są co najwyżej w sferę marzeń. Ma za to pogodną, emapatyczną osobowość, bardzo szanuje swoich rodziców, wolne chwile spędza z przyjaciółmi, uwiebia też szyć i gotować. W odróżnieniu od innych lalek, kreator, wpisał w jej życiorys wątek religijny - zamiast biegać po dyskotekach, Fulla poświęca czas modlitwie ;-) Promuje wybór takich zawodów dla dziewczynek jak: nauczycielka i lekarka.


Lalka posiada standardową artykulację i mniejszy biust względem jej amerykańskiej rówieśniczki. Jest bohaterką licznych gadżetów i artykułów szkolnych. Umiejętny marketing, zwłaszcza z udziałem telewizji, zagwarantował jej niebywały sukces.     
Fulla sprzedawana jest m.in.: w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, Egipcie, Indonezji, a nawet w Chinach.

Wysokość: 29 cm.
Tworzywo: plastik, guma.
Sygnatura na plecach: New Boy; Made in China

Miłośników rękodzieła - zapraszam też TUTAJ: http://simran2pl.blogspot.com/2018/01/prezenty-prezenty-upominki-czesc-1.html



poniedziałek, 21 września 2015

Monster High - kolorowe upiorki. Część 10. Cleo de Nile i jej toaletka /Monster High - colored ghosts. Part 10. Cleo de Nile's Vanity Playset.


Ze względów tak osobistych, że trudno o osobiste jeszcze bardziej, od dziecka byłam zafascynowana Starożytnym Egiptem. Pierwotnie przejawiało się to w zachwycie nad wyrazistą sztuką, pod koniec podstawówki oraz liceum - historią i literaturą tematu; na studiach zaintrygowała mnie epizodycznie współczesność, po to, by jako bardzo dorosła baba... skupić się ostatecznie na lalkach ;-) Widać: lepiej późno, niż wcale! Na wszystko w życiu jest miejsce, a że czasem kolejność nie taka... Kto by się martwił drobiazgami ;-D
Kiedy Monster High okazały się niezwykle opłacalnym produktem, Mattel postanowił stworzyć swoim fantastycznym bytom, adekwatne otoczenie. I tak powstały wyjątkowe zestawy mebelków i akcesoriów dla tych magicznych lalek, odpowiadające pochodzeniu, preferencjom oraz estetyce kolorowych "upiorków". O ile mebelki dla Barbie dopiero po 2000 r. utraciły swoją nachalną różowość, obejmującą w skrajnych przypadkach nawet quazi artykuły spożywcze i zaczęły nareszcie wyglądać realistycznie (do historii przeszły mebelki od My Scene i rewelacyjny domek), o tyle te dla MH od początku odpowiadały ich bajkowemu wizerunkowi i z realizmem nie miały wiele wspólnego. Awangarda i fantazja, to słowa, które najlepiej je opisują. Niejednego projektu, nie powstydziłby się Salvador Dali! Niejeden też stał się przedmiotem mojego pożądania. O egipskiej toaletce dla Cleo de Nile, zamarzyłam, odkąd ją ujrzałam. Pojawiła się pod sam koniec 2011 r. i zwaliła mnie swą historyczną estetyką oraz perfekcyjnie wykonanymi drobiazgami. Zwaliła także ceną, dlatego wiele wody w Wiśle i Nilu musiało upłynąć, bym nabyła ją okazyjnie, a do tego ze wszystkimi dodatkami. Nie zliczę, ileż to razy zasadzałam się przy monitorze komputera o różnych porach doby, biorąc pod uwagę tylko używane, a więc tanie egzemplarze. Niestety wciąż czegoś im brakowało: a to czarnych kotów przy nogach,



a to małego złotego, a to znowu Sfinksa.



Że o miniaturowych kosmetykach nie wspomnę...



I tak uparłam się - wszystko, albo nic. Więc wytresowana przez własne życie, nauczona kamiennego uporu, oraz konsekwencji... czekałam... czekałam... czekałam... i doczekałam!!!  






"Nie potrzebuję magicznego zwierciadła, które mi powie, że jestem piękna" - czytamy na pudełku.
Czy taka postawa Cleo, istotnie rozwija w młodych panienkach próżność, czy po prostu redukuje ich kompleksy?
Nie będę się nad tym głowić! ;-)    





A na co dzień, wszystkie aspekty Cleo oraz jedna Nefera ze sklejoną na stałe nóżką - grzecznie i bardzo zwyczajnie, mieszkają... tutaj: