Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Alaska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Alaska. Pokaż wszystkie posty

piątek, 26 lutego 2021

Spirit of the Earth. Normalna lalka w nienormalnych czasach.

Idę za ciosem wobec postu poprzedniego i prezentuję drugą Indiankę z ponadczasowego tryptyku: „Native Spirit Collection”. Miała być tylko nazwa lalki. Ale podtytuł doczepił się samoistnie, po tym, jak odnalazłam tutaj, przekopując się przez setki postów - pierwszy (i jedyny pełny wpis) poświęcony tej zjawiskowej postaci. To był rok 2014:



http://simran1pl.blogspot.com/2014/05/spirit-of-earth-lalka-ktorej-miaam-nie.html

Osobiście początek nowego życia; dziś, z perspektywy lat: czas trudny, ale ustabilizowany i progresywny. Optymistycznie myślałam, że najgorsze za mną. W tamtym okresie też, nadal pojawiały się w moim zbiorze liczne niezwykłe lalki – zarówno te wymarzone, jak i przypadkowe, ale radujące każdą komórkę moich zmysłów. „Duch Ziemi” z serii zainicjowanej w 2001r. był dla mnie wtedy ziszczeniem snów.



Podobnie, jak w poprzednim poście wyrażę zdziwienie, że Mattel tak stawiający ostatnio na trendy etniczne, dyskryminuje rdzenne Amerykanki. Jak zwróciła na to uwagę jedna z Was w komentarzu pod poprzednim wpisem, nawet w bogatej serii multikulturowej „Fashionistas”, nie ma bohaterek i bohaterów z tej grupy. Smutne, że mamy Azjatki, całe serie ciemnoskórych dziewczyn, Muzułmanki... nawet syreny i kosmitki - ale o promocję Indianek nikt nie dba :-( Znamienne też, że nigdy w serii Lalki Świata (zapoczątkowanej w 1981r.), Mattel nie zdobył się na odwagę i nie zaprezentował... Rdzennej Australijki. 

Widać: są równi i równiejsi. Nawet w świecie plastiku.  



Niniejsza sesja powstała w styczniu br. Do jutra, Kochani 😊   

sobota, 20 lutego 2021

Duch Wody nad jeziorem w Wieliszewie. Spirit of the Water


Dziś obudził mnie powiew wiosny. W bieli na trawnikach zaczęły pojawiać się kałuże odbijające błękit nieba. Z odległego bloku, zamiast disco-polo, niosły się tony pieśni ukraińskich przez dobre pół godziny. A później, wśród radosnego śpiewu leśnych ptaków, zabrzmiał klangor żurawi. Czy trzeba dodawać coś więcej?... 😊

A jeszcze 2 dni temu było tak:



Zapowiadali tę odwilż, być może już koniec zimy, chyba od weekendu, choć jeszcze niedawno wieszczyli powrót tzw. „bestii ze wschodu” 😉 O dziwo słoneczny i mroźny czwartek na Mazowszu, udało się specom od pogody przewidzieć trafnie, więc wsiadłam w autobus vis a vis mojego osiedla i już 12 minut później byłam nad wieliszewskim jeziorem, w obszarze chronionego krajobrazu.




Jabłonowskie łąki zabudowano prawie całe, więc przestałam tam jeździć, by nie zadawać sobie dodatkowych cierpień. Las obok mnie rżną w pień odkąd w Polsce zmieniła się władza. W ciągu prawie 10. lat, jak tu mieszkam, deweloperzy zabudowali 90% wolnych przestrzeni: zagajników, podleśnych polan i pozostałości unikalnego na skalę powiatu - krajobrazu wydmowego. Nie raz pisałam o tym na blogu: „Człowiek tu był”. Wieliszew też znika pod betonem, ale to co dziś zobaczycie, niemal na pewno pozostanie.  


Jedną z 2 dziewczyn, które zabrałam na wyprawę rekreacyjno-fotograficzną, była piękność na moldzie Lara/Ana zapoczątkowanym przez serię Generation Girls. 




Tę drobną twarzyczkę poznaliśmy w 1999r. Więcej o tej konkretnej twarzy pisałam (pokazując po raz pierwszy Ducha Wody), w 2017r. TUTAJ:  

http://simran1pl.blogspot.com/2017/01/spirit-of-water.html

Przez 20 lat, Mattel nie miał ambicji, aby choćby dorównać etnicznemu tryptykowi „Spirit Collection”, wydanemu dla sieci TOYS RUS. Co gorsza, od dobrych kilku lat, nie powstają w ogóle nowe rdzenne Amerykanki! 



Uważam to całkiem serio za powód do - uwaga!!! - pokojowej prezentacji stosownych transparentów na ulicach USA. Bez ofiar, ran, rozbijania witryn sklepowych… Czy Rdzenni Amerykanie nie dość wycierpieli z rąk swoich Białych braci? Ich nie obejmuje polit-poprawność, hę? Nie mają widocznego, słyszalnego lobby??? No, dobra, ja też zamilknę. Bo jeszcze mi bloga cenzorzy zamkną.




Kochani, trzymajcie się zdrowo. Ja sama czuję się niepokojąco marnie, jakby brała mnie grypa. Oby nie. Miniony rok, był jedynym od ponad 20 lat, gdy to dziadostwo mnie ominęło. Chyba sobie nie przypomniało, że żyję… 😉

A TU: http://simran4.blogspot.com/2021/02/miedzynarodowy-dzien-kotagiornata.html jeszcze serdeczne pozdrowienia dla Kociarzy i ich Kotów z okazji minionego Dnia Kota!   


czwartek, 11 czerwca 2020

Carlson dolls - ponownie


Dawno nie pisałam nic o lalkach Carlsona. Trochę z tego względu, że temat ten przedstawiałam już wielokrotnie, a częściowo dlatego, że nie miałam nowej przedstawicielki gatunku, która posłużyłaby jako pretekst do podjęcia wątku.
Oto - jest :-)


To panienka z majowej paczki od Porcelanowej Ewy.



Tak, macie rację, że już gdzieś widzieliście to spojrzenie nieśmiałej dziewczynki ;-)
Ponad 2 lata temu, Ewa przysłała mi ją:


(Czarnobyl wyglądający jak wielka mysz ;-))


Początkowo nie byłam pewna, czy to faktycznie Carlson - choć z pewnością firma znamienita, a nie podróbka - bo byłam przyzwyczajona do innych rozmiarów tych lalek. Ale porównanie tworzywa, włosów, wykonania - wyglądało mi tylko na Carlsona. Ostatecznie, istniejąca od 1946 do 1997 r. firma w szczycie swoich możliwości, przypadającym na lata '60 XX w. produkowała aż 500 rodzajów różnych lalek! Z ledwością mieści się to w mojej głowie.


Odsyłam do wcześniejszych wpisów, gdzie oprócz historii firmy, pokazuję także chińskie klony. Tak, tak... To właśnie zalew tanich podróbek, bezczelnie żerujących na formie Carlsona, wykończył właściwą produkcję. Jak dobrze wiemy, wiele firm lalkowych, zabawkowych i nie tylko, zostało identycznie zniszczonych przez tego szkodnika.   


Laleczka poszła ze mną na spacer pod las, gdzie pasły się sarny. Był to jeden z nielicznych w tym roku, słonecznych i ciepłych dni majowych. Z ulgą mogłam zsunąć maskę, bez lęku, że narażę się na nieadekwatną do wykroczenia karę grzywny. Cóż, z mojego zasiłku postojowego, długo by ściągali należność ;-) wolałam jednak mieć się na baczności.
Cieszyła i koiła mnie świeża zieleń, oraz tych parę chwil swobody, ale niedawne zdarzenia, przywoływały smutek. Słuchając ptasiego koncertu myślałam o Babci i wtedy przed sobą na ziemi zobaczyłam rozsypane paski do glukometru. Kilkanaście kroków dalej, kolejna porcja. Ileż to razy kupowałam podobne paski. A od dobrych dwóch lat, każdą wizytę u Babci zaczynałam od mierzenia jej poziomu cukru we krwi. Dziwnie mi się zrobiło. I jeszcze bardziej nostalgicznie...
Laleczce partneruje uroczy źrebak od Barbie z 1983 r. "Dixie".



Na zakończenie: Ona i Koci Łeb :-)


Trzymajcie się ciepło, Kochani.

sobota, 22 września 2018

Pierwszy chłopak Carlson Dolls


I tak, w ciągu niespełna doby, temperatura spadła o blisko 20 stopni. Poczułam się tak, jakbym nagle zmieniła strefę klimatyczną. Szok termiczny odebrał mi wszystkie siły i potraktował niezbyt silnym, ale nieustępliwym bólem głowy. Krótko mówiąc: dzień wypadł z życiorysu. Podnośnikiem, by mnie nie wyciągnął z domu, ale wieczorem przypomniałam sobie, że przecież ta niedziela jest dniem wolnym od handlu i chcąc, nie chcąc musiałam skonfrontować się z późną jesienią, choć kalendarz oznajmił dopiero jej początek. Cóż, w pierwszych dniach kwietnia, lato przyszło niespodziewanie, zajmując miejsce wiosny. Po wyjątkowo długiej, jak na Polskę rezydencji, odpłynęło z dnia na dzień, zostawiając mnie z masą kolorowych sesji fotograficznych...




Przy okazji, po raz kolejny przekonałam się, że już nie jestem entuzjastką wolnych niedziel. To, co świetnie sprawdzało się w moim dzieciństwie, w XXI wieku, kiedy to człowiek jest przepracowany do granic utraty zdrowia, a w tygodniu wiele miast i miasteczek w Polsce stoi w korkach, wolne niedziele - moim zdaniem - nie przystają już do współczesnej rzeczywistości. Wymuszają na zabiegnym konsumencie jeszcze większą samodyscyplinę oraz pośpiech...
Na osłodę, jeden z nielicznych mych nabytków, minionego lata. Wypatrzona na Allegro, parka Carlsona ;-) Laleczki, czego nie dało się całkiem ukryć na zdjęciach, są widocznie nadgryzione zębem czasu. Dziewczyna ma nieusuwalne zabrudzenia na buzi i stroju, a chłopak uszczerbek w plastiku z boku głowy. Nic to jednak wobec faktu, że mam pierwszego Native w wersji męskiej! :-D. Mold ma wprawdzie identyczny, jak kobieta, a i jego figura gdy odchylą się poły kamizelki, każe się zastanowić nad tym, czy to nie Ewa była przypadkiem dawcą owego żebra dla Adama ;-) Wszystkie te obserwacje, pokazują jedynie oryginalność tej lalki.




Oboje różnią się jednak nieco od moich pozostalych Carlsonów (odsyłam Was do starszych postów). Choć mają standardowy wzrost (19 cm), nie posiadają obrotowych główek, ani nakładanych mokasynów. Zamiast nich, oboje mają pomalowane na czarno stopy. Brak im plastikowych rzęs, a ręce są w innym kształcie, nieco masywniejsze.
Powstały w 1946 r. Carlson Dolls, miał różne etapy w swojej liczącej niemal pół wieku historii. W okresie świetności, czyli w latach '60, produkował aż 500 wariantów lalek! Dlatego z pewnością, jeszcze nie raz zostanę zaskoczona jego Indiankami i zainspirowana do bardziej szczegółowych  poszukiwań.




Jako ciekawostkę, pokażę Wam jeszcze to, co odkryłam w pobliżu miejsca, w którym powstawała powyższa sesja:






Czyżby współczesne obozowisko??? ;-)