Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ken. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ken. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 13 marca 2022

Wojna, faceci Mattela, dekapitacja

Wybaczcie absencję na Waszych blogach (nadrobię! - jak również zaległą korespondencję prywatną). Musiałam okrzepnąć, złapać zdrowy dystans. Szczęśliwie nawet najgorsze rzeczy i zdarzenia możemy zazwyczaj, choć w elementarnym stopniu - oswoić. Wielu z nas adaptuje się do nowej sytuacji. Ja także, choć ludzkie nieszczęście dotyka mnie ilekroć przyjeżdżam do drugiej pracy w ŚDSS.

Dzieci już ogarnięto edukacyjnie (zresztą zaobserwowałam, że najlepiej to znoszą), ale uchodźczynie zakwaterowane w pokojach pracowniczych i domkach dla wczasowiczów, siedzą co rano na fotelach w głównym hallu zatroskane i żywo dyskutują. W korytarzu na piętrze wciąż ktoś nerwowo rozmawia przez telefon. W przejściu do drugiego budynku, panie prasują ubrania. Zrobiło się ciasno, chaotycznie i smutno. Na potrzeby pierwszej pracy, rozmawiałam dwa dni temu z osobą ze Lwowa. Duch walki nie opuszcza tamtejszych mieszkańców, a wolontariusze mają niespożyte pokłady energii… Obiecaliśmy sobie wspólną herbatkę po wojnie.

Czy naprawdę musieliśmy dożyć takich czasów w sercu Europy w 3. dekadzie XXI w. ? Czy w epoce dobrobytu, nowych technologii, nie dało się drogą dyskusji rozwiązać naszych pretensji?

Cóż…  Ja wraz z moimi lalkami, które znowu przygarniam do serducha - postanowiłam być neutralna, choć zawsze kibicuję słabszym. Ale współczuję jednakowo, bez wyjątku WSZYSTKIM ofiarom tego szaleństwa. Oraz innych konfliktów trwających aktualnie w świecie.

Ech, nie pojmuję też różnych idiotycznych działań… Nawet plastikowa lalka ma więcej rozumu!

Zakaz prezentacji kotów rosyjskich niebieskich na wystawie zwierząt, czy nowe przepisy Allegro (od 14 marca nie wystawisz ofert z rosyjskimi i białoruskimi produktami) – przypomina bitwę w piaskownicy. Naprawdę systemowe mszczenie się na kocie (niby nie moja broszka, bo Nadzieja jest brytyjką, a Hołota persem (Jezu – znienawidzony Iran 😉))… jeszcze gorzej) ma powstrzymać atak Putina na szpitale? A fakt, że ja, czy Wy nie wystawicie na aukcji lalki białoruskiej serio zaprowadzi pokój???? 

Powinnam zapytać mojego Czarnobyla, co myśli o tym pudrowaniu bezsilności świata… Póki co spokojnie drzemie na krześle w przedpokoju.

W sesji, która przekornie była zaplanowana jako II część love story na Walentynki udział wziął Ken z pierwszej edycji BMR 1959, uznany za wyautowanego, wyemancypowanego geja, oraz kolejna odsłona Liama, z Flavas Dolls (2003). 

Mimo stylu odwzorowującego konkretne środowisko, mężczyźni Flavas, byli wtedy wśród sztywnych Kenów, mistrzami artykulacji z tym ruchomym pasem pod klatką piersiową! Bo rootowane włosy miał w tamtych latach chyba każdy osobnik – od plażowego drętwoty, po księcia w stroju nieudolnie imitującym dawne epoki. 

W głowie się nie mieści, że można było tak uwstecznić produkcję. Ale patrząc na plany zubożenia krajów rozwiniętych pod pretekstem ochrony klimatu, dochodzę do wniosku, że człowiek chętniej się cofa, niż kroczy przed siebie. 

Ken BMR ma tyle samo zwolenników, co przeciwników. Zważywszy na to, że jest lalką kolekcjonerską, adresowaną do dorosłego nabywcy – makijaż i pomalowane paznokcie, nie budzą aż tak ostrego sprzeciwu rodziców, co ongiś kolczyk w nosie Chelsea (Generation Girls 1999), czy uliczny styl Flavasek. On zresztą świetnie zazębia się z estetyką BMR. Bardziej wyrafinowaną, ale nadal naśladującą współczesne trendy. Nie mam danych na temat, jak ów Ken, którego ochrzciłam Augustynem, jest odbierany w USA poza tęczowymi środowiskami, ale u nas ma najniższą cenę spośród innych lalek BMR. 

Wielu Kolekcjonerów kupuje go tylko ze względu na artykułowane ciałko w opalonej barwie, co prowadzi do dość smutnej refleksji. Nie chciałabym być jednostką nawet plastikową, którą ktoś wybiera, przynosi do domu, rozpakowuje i zamiast się bawić lub ustawić w witrynie… dokonuje brutalnej dekapitacji. 

Zielonowłosa główka ląduje na pokracznym sztywnym jak manekin ciałku za 30 zł, a prężna reszta otrzymuje nową głowę tego lub owego Kena Fashionistas w tonie dopasowanym do BMR-kowych członków ☹

Obyśmy jednak mieli tylko takie smutki 😊 Chciałbym zrobić kolejny wpis bez wątków dot. Zarazy, wojny, czy głupoty polityków. Niech będzie wreszcie lepiej!   

środa, 20 stycznia 2021

Projekt Fashionistas: A mogło być tak pięknie...

Po tygodniowej zimie, dziś rozpoczęła się odwilż. Śmiać mi się chciało, gdy czytałam prasowe nagłówki: "Kiedy koniec mrozów?" Cóż, może pisali to bardzo młodzi ludzie? Bo ja pamiętam ten czas, gdy śnieg i mocno ujemne temperatury były normalką już 1 listopada, a taka aura ciągnęła się nie raz do początku marca... 



Hmmm, koniec mrozów właśnie nastąpił. 


Tak, czy inaczej, łącznie z poprzednią sesją, udało mi się 4 razy pobawić lalkami wśród białego puchu.

Tym razem, pokażę Wam dla przeciwwagi 2 stare lalki Fashionistas. Tak, moi Kochani, dekada zleciała jak śnieg z gałęzi. Ken Fashionistas Sporty pochodzi z 2010 r. 


Modowe, w pełni artykułowane lalki, zapowiadały wtedy prawdziwą rewolucję. I choć dziewczyny miały większe główki, nieco zbyt mocne makijaże, bazowały na dosłownie kilku (z jednym wyjątkiem) białych moldach i były znacznie mniej naturalne od lalek z przełomu wieku - Mattel obdarzył je indywidualnymi imionami, kontynuując własną tradycję nadawania niepowtarzalnych cech i charakteru. Dużo lepiej i realistyczniej wyglądały Keny, choć znowu tylko białe. Ale taka artykulacja w przypadku facetów, stanowiła krok siedmiomilowy. Zachwycał też sam kształt ciała, wreszcie pasujący do młodego chłopaka, nie tak zwalisty i kanciasty jak ongiś. A do tego powrót rootowanych włosów, ułożonych modnie i naturalnie! :-) 

Jeszcze kilka słów o Artsy/Nikki (na moldzie Adria/Desiree - nie tak dawno pisałam o nim TUTAJ: 

http://simran1pl.blogspot.com/2020/09/barbie-albinoska-czesc-1-desiree-adria.html )- jedynej kolorowej dziewczynie w tym projekcie. Nikki Fashionistas z psem (2011) - bardziej wyglądającym jak plastikowa zabawka (tu kompozycje kadrów uzupełnia inny), jest jedną z moich ulubionych faszek tamtych czasów. W oryginale ma kolorową mini z błyszczącymi indiańskimi motywami i adekwatny turkusowy wisiorek. Lecz z przyczyn humanitarnych, nie wypadało wygnać jej na -14 stopni (podawali, że odczucie zimna wynosiło - 20) w plażowej, mattelowskiej kreacji. 




Obie moje lalki (zdobyte z 2 ręki) posiadają oryginalne ubranka, ale odziałam je w naprawione już sweterki z Netto, znalezione w wyprzedażowym koszu (-70%). 
Śnieg był tak zmrożony, że rodzina pozowała bez większych problemów. I to jak naturalnie!



No, właśnie. Porównajcie sobie możliwości dzisiejszych sztywnych niczym truposze Fashionistas z ich ślicznymi multikulturowymi buziami, oraz Kenów z realistycznymi obliczami, które pokrywa ... gumowy glut zamiast włosów.

Na tej samej zasadzie można by kazać nam wrócić do łuczywa. Tylko po co?   


Tak, wiem. Kogo stać, ten kupi sobie ciałko artykułowane, a sztywne wyrzuci. I Mattel musi zdawać sobie sprawę z tego, jak wygląda sytuacja. Zabawne, że zabrania się pakowania artykułów spożywczych w torebki foliowe, a nie zabrania się produkcji niefunkcjonalnego plastiku. Jakieś dbanie o planetę? Wolne żarty!

I na zakończenie moje ukochane zimoluby. W dzień, czy wieczorem, chodzą wietrzyć futra. Cała siódemka poczuła w sobie zew północy...




Trzymajcie się, Kochani. Póki można.   


sobota, 18 lutego 2017

Dzień Lalki Męskiej. Cem Yilmaz. Wielkie śledztwo/Day Dolls Men. Cem Yilmaz A great quest.


Nawiązując do dzisiejszego Dnia Lalki Męskiej, postanowiłam przedstawić naprawdę rzadkiego osobnika. Bo choć panowie to silnie rozbudowana gałąź mojej kolekcji (niestety zbyt słabo prezentowana na tym blogu, sama na nie wiem dlaczego), ten charakterny przystojniak wyróżnia się nawet na licznym tle mych testosteronowych celebrities. Przy okazji odsyłam wszystkich do etykiety: "Ken", jeśli chcecie sobie przypomnieć moich niektórych lalusiów.




Co ma wspólnego THY OPET, producent paliw lotniczych i olei mineralnych z naturalnie uśmiechającym się panem?



Jak się okazuje - nawet więcej niż sporo!


THY OPET założona w 1992r., produkuje paliwo dla tureckich i światowych linii lotniczych, posiada m.in. 1200 stacji beznzynowych. Zasługuje na uwagę nawet niezainteresowanych tematem, ponieważ postawiła sobie za cel, aby być przyjazną dla środowiska i szerzyć świadomość ekologiczną w społeczeństwie - zdobyła certyfikat Green Airport. Ale OPET nie stroni też od produkcji zabawek, o których przypuszczam większość z nas w Polsce ma w najlepszym razie blade pojęcie.
W 2006 r. wyszły 3 niesamowite postacie męskie: Mike Usta, Mike i Peluś, sygnowane przez OPET. Mój lalek to właśnie Peluś! Kiedy kupiłam go na polskim Allegro, nie miałam żadnej świadomości, odnośnie nowego nabytku. Zaczęłam od wysłuchania pięciu zdań, które wygłasza po naciśnięciu guziczka na plecach. Bez problemu zidentyfikowałam język jako turecki, dosyć się go obsłuchałam, gdy jako nastolatka pomieszkiwałam w... Holandii.    
Sygnatury na plecach okazały się bardzo trudne do identyfikacji, bowiem na dobrą sprawę nie byłam nawet pewna, czy promieniste "o", to w istocie "o". Poszukiwania odesłały mnie do wspomnianych paliw, ale za groma nie znalazłam tam informacji, że firma ma coś wspólnego z produkcją zabawek. Numer produktu też zaprowadził mnie donikąd. Próbowałam także wpisywać słowo "pelus", odpuszczając sobie oczywiście dolną kreseczkę przy s. Ale przekierowało mnie tylko do jakiejś archaicznej gry komputerowej. Więc znowu pudło. Niestety, nie umiem rezygnować ;-) Gdy niezrażona w drugim dniu poszukiwań, przypadkiem wpisałam po raz kolejny "pelus", lecz zaczynając wielką literą, zaraz odesłało mnie do filmiku reklamowego z branży motoryzacyjnej. Facet, wypisz wymaluj kopia mojego przystojniaka, wygłasza w nim również nagrane w mechanizmie lalki kwestie. Poszperałam na tureckich stronach stronach internetowych i okazało się, że kampania reklamująca zabawki okazała się dla niektórych zainteresowanych kontrowersyjna, ponieważ firma rdzennie turecka, zaczęła produkcję swoich wyrobów w... Chinach. Ech, jak widać Chińczyk i Turka wygryzie z własnego terenu ;-S
Ogólnie rzecz biorąc, materiałów było niewiele, nigdzie nie znalazłam informacji na temat aktora/statysty, a może kierowcy, który wziął udział  w reklamie i doczekał się własnej lalki. Dlatego czekam na te informacje od osób mieszkających w Turcji - może są takowe odwiedzające tego bloga?...

Aya w Świecie Lalek, odpowiedziała na moje pytanie! :-) Dziś już wiem, że pierwowzór mojego plastikowego faceta to turecki aktor komediowy: CEM YILMAZ.



Ayu, bardzo Ci dziękuję! :-)

Lalka oprócz tego, że została w skromnym stopniu obdarzona darem mowy ;-), zgina nogi w kolanach i kostkach. Strój oraz biżuterię ma oryginalną i idealnie odwzorowaną względem ubioru aktora.





W mojej sesji partneruje mu pierwsza i jedyna Ana z serii "Generation Girls" (1998). Inne wykorzystanie tego moldu, możecie obejrzeć w poście otwierającym ten rok: "Spirit of the Water". W kolejnych 2. odsłonach projektu, Anę zastąpiła Azjatka Mari.







Wysokość: prawie 31 cm.
Tworzywo: plastik, guma
Sygnatura na tułowiu: opet, PRODUCT NAME: Pelus, PRODUCT CODE: 100206-3, MADE IN P.R.C. Cechy szczególne: twarz kampanii reklamowej
Data produkcji: 2006.
Kraj produkcji: Chiny

Height: almost 31 cm.
Material: plastic, rubber
Signature: opet, PRODUCT NAME: Pelus, PRODUCT CODE: 100206-3, MADE IN P.R.C.
Special features: face advertising campaign
Date of manufacture: 2006.
Country of production: China