Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Asia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Asia. Pokaż wszystkie posty

środa, 29 grudnia 2021

Chabel - hiszpańska Licca - chan/Yukko - chan

To będzie trochę przewrotny wpis. Bo rzadko przedstawiam historię jakiejś lalki, nie posiadając własnego egzemplarza. Ale Chabel, od dawna siedzi mi w głowie ze względu na osobiste, dość zabawne wspomnienia. Nawet dziś bardzo trudno jest znaleźć tę lalkę w Polsce.

Jako doskonały punkt odniesienia pokażę Wam najprawdopodobniej Liccę – chan (rudowłosa)

- pisałam o niej kilka lat temu TU: http://simran1pl.blogspot.com/2016/09/licca-chan-najpopularniejsza-japonska.html#comment-form

I po raz pierwszy postać, która na 99% jest blondwłosą wersją Cycling Cheri/Yukko – chan, wydaną przez Tomy w 1973r. 

Chabel, to oficjalny klon właśnie tych laleczek.  


Sesja pochodzi z lipca i września 2020 r. Długo zbierałam się do podjęcia tego wątku, ale z każdym miesiącem mam mniejszy napęd do dzielenia się lalkową wiedzą i własnymi przemyśleniami na blogu. Rozumiem, że wszyscy mamy dosyć ciekłokrystalicznych ekranów, a ponadto odzwyczailiśmy się od relacji i interakcji. Lecz dla mnie te 2 ostatnie elementy stanowiły siłę napędową przez prawie 9 lat do prowadzenia tego hobbystycznego zakątka. Ale nie o tym jest ten post…

Pretekstem do zamieszczenia niniejszej krótkiej sesji zdjęciowej, stało się spostrzeżenie, że na żadnym znanym mi blogu, nie widziałam Licci w wersji hiszpańskiej, bo właśnie tak chyba można nazwać Chabel…

Żal, by było, gdyby ta informacja zmarnowała się w moim archiwum, bo może ktoś, kogo dzieciństwo przypadało na lata ’80 XX w. uśmiechnie się do własnych wspomnień? 😉 Taaaak. Chabel znacie zapewne z naklejek i obrazków, których dostarczały gumy balonowe dostępne na straganach oraz w białych budkach ze słodyczami. Powinnam gdzieś mieć i różowe opakowanie i naklejkę… O albumie nawet mi się nie śniło. Jak przez mgłę kojarzę dwa. Widziałam je u koleżanki. Wow, to było przeżycie, bo przecież w Polsce tamtych czasów, nie można było kupić sobie lalki Chabel zwyczajnie w sklepie. Pozostawało więc marzyć oglądając obrazki. 😉


Pamiętam motto: „Zbierz komplet nalepek z Chabel, wklej do albumu, a może wygrasz Fiata 126 P”. W domu obśmiano ten pomysł. „Dziecko, wierzysz w takie bajki? Samochód by ci dali za gumy do żucia? A co my, jakieś partyjne układy mamy?” No, niestety. Zaś argument, że oprócz auta można wygrać też lalkę, również nie znalazł poklasku. „Przecież ty wolisz zabawki dla chłopców”. Ech! Ale przebierać, stylizować i szyć, to ja bardzo lubię. Znów trafiłam kulą w płot. Do tego miałam już kupioną w Pewexie holenderską Fleur 😊

Zresztą nalepki z Chabel w roli głównej, bardzo przypominały obrazki z mini-katalogów dodawanych do Fleur. Fotograficzna scenka w tle i dziewczyna w tematycznym stroju. Także jej proporcje kojarzyły się z niderlandzką panienką i może dlatego celnie trafiały w moją estetykę. A może jednak te duże oczy z „blikami” jak u dziewczynek z azjatyckich piórników i innych szkolnych produktów? Filmy typu anime, były wtedy w Polsce rzadkością.  

Tę estetykę zapoczątkowaną przez japońską lalkę Takary - Licca Chan w latach ’60 XX w. – z powodzeniem kontynuowała 22-centymetrowa Chabel Febera, którą europejski producent, wykupiwszy prawa od pomysłodawcy w latach ’80, podobnie jak jej wschodnią bliźniaczkę, zaopatrzył w liczne dodatki, co ponoć nie spotkało się z entuzjazmem rodziców mieszkających w ciasnych lokalach 😉 Niemniej europejskie dzieci widziały w niej odbicie lepszego świata i odwzorowanie ich marzeń końcówki XX w.   

W latach 1988-1992, Chabel doczekała się ponad 10-u bloków tematycznych. Miała swoją bogatą garderobę i dopracowane akcesoria z czego najbardziej kultowym był niezapomniany Supervan. Sama lalka, standardowo była m.in.: sportsmenką, licealistką i postacią z bajki – Kopciuszkiem. Najbardziej oryginalnym - i zapewne gdyby to stało się dziś - wywołującym skandal wcieleniem Chabel, było to nawiązujące do wokalistki Madonny. Garderoba i biżuteria lalki, zostały zainspirowane wschodzącą gwiazdą muzyki pop.

W 1990 r. w życiu Chabel pojawiają się rodzice oraz młodsze rodzeństwo: Melli i Zos. Niestety, tak jak niesłychanie szybko europejska Licca – Chan wkradła się w serca ówczesnych dziewczynek, równie szybko, zaczęła znikać z rynku. Pod koniec 1992 r. nie emitowano już reklam, a ostatnie lalki opuszczały sklepowe półki. Nie dysponuję danymi, co było przyczyną tej sytuacji – wygasła licencja, czy może Europa szybko nasyciła się produktem?

Jakby ktoś z Was miał do odsprzedania Chabel za znośną cenę, a zwłaszcza chciałby się na coś wymienić, proszę o info. 

Dziś jeszcze powiem Wam - DO ZOBACZENIA...

niedziela, 28 lutego 2021

Russian Silkstone Barbie Doll/Piękno rosyjskiej kultury – okiem Amerykanina

Też to macie, prawda? 😉 Poczucie, że wszyscy jesteśmy zmęczeni kontaktami on-line… Minął rok zarazy, a świat się zmienił o tyle, że ludzie wokół nas nadal chorują mimo przestrzegania zaleceń, które zdestabilizowały społeczeństwa. ☹ ☹ ☹ Znajomi wpadli w depresję, zaś gospodarka kwili, jak przydeptana mysz. Choć coraz więcej rzeczy nas dziwi, a sprzeczności mnożą się w tempie moli zbożowych – przestaliśmy już zadawać pytania. A to nie rokuje dobrze, oj nie...



Atmosfera dotknęła również hobbystyczne blogi. Lalki smutno kiwają głowami. Nich lepiej nie rwą włosów z łepetyn, bo nie każdy umie wykonać reroot… Milę z bajecznymi warkoczami, już poznaliście – przedstawicielka projektu „Russian Collection” z 2011r. pokazała swoje wdzięki w jednej niedługiej sesji. 

A, że pogoda była wtedy mało fotograficzna, uwieczniłam lalkę ponownie podczas wyprawy do sąsiedniego Wieliszewa. Jak widzicie – było warto!




Autorem zapadającej w pamięć kolekcji liczącej 4 postacie żeńskie i jedną męską - jest Robert Best. Oprócz wspomnianej Mili, oddającej charakter najsłynniejszej rosyjskiej lalki: Matrioszki, projekt obejmuje wyrafinowaną Daryę nawiązującą do estetyki Imperium Rosyjskiego, rudowłosą Ekaterinę limitowaną (dla członków Barbie Fun Club) i dostojną Verushkę w godnej czerni. Paniom towarzyszy bardzo udany młodzieniec - Nikolai. Adekwatnie i ciut nonszalancko reprezentuje wschodni krąg kulturowy. Może i on, jakimś cudem kiedyś przytupta do mnie? Choć patrząc na aktualnie kosmiczne ceny tej serii, to marzenie z półki cudów 😉. Ale czyż te nie zdarzają się czasem?...



piątek, 15 stycznia 2021

Fashionistas nr 145. Współczesna Kambodżanka

Mattel od kilku lat promuje wśród lalek Barbie - świat multi-kulti, okraszony współczesnymi trendami w modzie. Akcentuje niedoskonałość urody, a nawet niepełnosprawność. Stworzył postacie dotknięte bielactwem, czy chorobą onkologiczną. Poszczególne edycje plastikowych pań i panów, charakteryzuje szeroka, indywidualna różnorodność. "Ludzie w miniaturze", stoją obok siebie na sklepowych półkach w pacyfistycznym szeregu. Bez uprzedzeń, pogardy, agresywnych gestów... Stanowią doskonały wzorzec dla współczesnych najmłodszych. Tylko czy oni faktycznie zechcą zbudować na tych inspiracjach lepszy świat? I czy świat im na tę budowę pozwoli, nie gasząc zawczasu zapału, wtłaczając w mniej lub bardziej polityczne, ideologiczne meandry???...




Choć projekt Fashionistas poszedł na tzw. "taniochę wykonawczą" - sam zamysł jest bardzo szlachetny. Mnie także udało się zdobyć trochę lalek z tej niezwykłej serii. Najnowszy nabytek jest jesiennym prezentem, który pośrednio dotarł do mnie z Wrocławia :-) 



Barbie Fashionistas nr 145 ma afrykański mold Mbili, zaprojektowany w 2001 r. i filigranowe nastoletnie ciałko "petite", będące odpowiednikiem dawnej Skipper - młodszej siostry Barbie. Jak wszystkie współczesne lalki z tej serii, posiada niezginalne rączki i nóżki (niepojęty regres!!!). Nadzwyczajna uroda tej lalki wynika z połączenia azjatyckiego rysunku twarzy i jasnego jej kolorytu z rysami o charakterze afrykańskim. Niepowtarzalności i realności trąconej "defektem" dodają jej 4 pieprzyki: 2 na czole, 1 na policzku i 1 na brodzie, tuż pod ustami. Jeszcze dekadę temu, nikt nie pomyślałby, że można zrobić taką lalkę! :-) 

Fashionistas nr 145 najbardziej przypomina dziewczynę z Kambodży. 





Nowy rok nie zaczął się dla mnie zbyt pozytywnie... Za to w centralnej Polsce spadł 3 dni temu prawdziwy, zimowy śnieg. Nie cienka warstwa mąki, nie biała chlapa, która się stopi za 2 godziny, ale autentyczna, styczniowa pokrywa! Przykryła szare chodniki i smętną, mokrą ziemię w lesie. Skorzystałam z tej okazji i zaaranżowałam adekwatną do pory roku sesję na godzinę przez zapadnięciem mroku...







Jednocześnie z żalem odnotowałam fakt - jak szybko i bezwzględnie deweloperzy wgryzają się w przyrodę: wyżynają drzewa na obrzeżach i zawalają betonowymi klocami ostatnie puste przestrzenie. Ich nie dotyczy epidemia i kryzys gospodarczy... 


A Lasy Państwowe wtórują temu zniszczeniu. Tną na potęgę aż wióry lecą. Niepomne na to, że w każdym lesie są ulubione miejsca rekreacji lokalnej społeczności: mam z dziećmi, młodzieży, sportowców-amatorów. Nasze drzewa mkną na eksport. Wszak trzeba czymś zatkać gigantyczną dziurę budżetową...       



Zapraszam też TUTAJ: https://simran2pl.blogspot.com/2021/01/ach-te-karty-czesc-1.html

na opowieść o starych kartach świątecznych, na których często odnajdujemy zabawki,(w tym lalki), przedmioty rękodzielnicze i ówczesne ozdoby choinkowe.