Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Africa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Africa. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 18 lutego 2024

18 lutego - Dzień Lalki Drewnianej

Laleczki drewniane to pejzaż dzieciństwa wielu osób urodzonych w latach '70-80 XX w. i starszych. Można było kupić je w Cepelii, sklepach pamiątkarskich z krajów sąsiednich, a nawet w pospolitym kiosku Ruchu. Przywożono je z wycieczek turystycznych, były więc popularnymi upominkami. A także dekoracjami meblościanek i dziecięcymi zabawkami. Stały w biurach i przychodniach lekarskich. Krótko mówiąc: spotykaliśmy je wszędzie. Osobiście szczególnie zapamiętałam lalki z Gromady, Iłży i byłych krajów ZSRR. Zawsze budzą ciepło w moim sercu ilekroć natrafiam w sieci na ich zdjęcia. 💖

Dziś pokażę/przypomnę - bo niektórych przedstawicieli drewnianego rodu już prezentowałam na TYM blogu - zróżnicowaną kulturowo grupkę. Mamy więc japońskie Kokeshi, Chinki, Egipcjankę i oczywiście polską rodzinę!

Które najbardziej Wam się podobają? 😊

 







wtorek, 22 września 2020

SPRZEDAM 3 Barbie Fashionistas...

Dziewczyny, które Wam zaraz zaprezentuję, nie cieszyły się u mnie bujnym życiem lalkowym...

Pewnie większość z Was, przynajmniej raz w życiu, zorientowała się, że jakiś zakup został dokonany pochopnie - że macie już podobną postać w kolekcji, albo wystarczającą ilość danego moldu i nie potrzebujecie kolejnej sztuki. 

To się zdarzyło również mnie ;-) 

5 lat temu człowiek nie mógł przewidzieć, że seria Fashionistas będzie się rozwijała w takim tempie i dostarczy tyle niesamowitych postaci. Stąd u mnie: Mbili na ciałku petite i Desiree - Nikki.  


Ta pierwsza, ma koloryt niczym Chandra z serii "SIS", a nie jest to moja jedyna Chandra! 

Skusiła mnie niższa od sklepowej cena, bo poprzednia właścicielka sprzedawała ją bez kolczyków, oraz drobne ciałko. I choć z Chandrą wyglądają jak siostry - mogę wygonić ją do nowego domku :-)




Także Desiree-Nikki, to zakup z drugiej ręki, tym razem w pełnym rynsztunku. Ma nawet zegarek! 


Szkoda, że współczesne Fashionistas są już pozbawione tak fajnych dodatków. Podczas porządków, zaczęłam liczyć lalki na tym moldzie, znajdujące się w moim zbiorze. Mimo, że nie mam ich nie wiadomo jak wiele, to i tak zbyt dużo jak na postać z twarzą, którą lubię, ale nie do szaleństwa.   



Obie dziewczyny po raz pierwszy wykorzystałam w sesji, 10 dni temu w bardzo ciepłe jak na tę porę roku popołudnie. 



Sesja z Chandrą powstała 4 dni później, w iście upalny dzień i zakończyła się atakiem kleszczy. Ale o tym przy okazji. 

I wreszcie trzeci, ubiegłoroczny nietrafiony zakup:



Ta piękna Kim/Kassandra, okazała się bardzo podobna do lalki, którą już mam. Niestety, internet w sporym stopniu przekłamał kolory i stąd owa niewiasta znalazła się pod moim dachem. Niepotrzebnie. Jeśli chcecie którąś odkupić, napiszcie na priv. (Mbili: 38 zł, Desiree 39, Kassandra NRFB 40)    

Jak u Was wyglądał Pierwszy Dzień Jesieni? Ja wyszłam w szarawarach, sandałach, bluzce z krótkim rękawem i było mi w sam raz :-) Lecz kalendarz zrzuca kartki nieubłaganie... W minioną niedzielę, gdy spacerowałam leśną drogą, usłyszałam z prawej strony charakterystyczny klangor. 


W samą porę udało mi się wyjąć obolałymi po ostatnim wypadku dłońmi, aparat. Udało się też zrobić zdjęcia. 


Żurawie sunęły dostojnie, prowadząc podniebną konwersację. Ich krzyk bardziej szlachetny od gęsiego klangoru, niósł się jeszcze dłuższy czas, przechodząc w różne tony. Kołowały wśród wierzchołków drzew nad niedużą polaną. Pewnie chciały przysiąść tam na zlotowisko, ale ostatecznie ich jesienna melodia ucichła. Poleciały dalej, w kierunku pól Poniatowa, a ja pomachałam im na pożegnanie, życząc szczęśliwej podróży... bez paszportu, bez maseczek, bez perspektywy kwarantanny ;-) 

poniedziałek, 9 marca 2020

Tijani Babangida



To złożona opowieść. O zagadce, moim stosunku do piłki nożnej i lalce, która trafiła w ręce prawdziwego sadysty. Tak, tak… ☹ Nie chodzi mi o małe dziecko, które jeszcze nie umie bawić się lalkami, ani o dziecko z jakąś dysfunkcją, które nie wie, jak w zabawie używa się lalki…


Pamiętam siebie z podstawówki i liceum. Jako 9-10 latka, po lekcjach z pasją grałam na szkolnym boisku w piłkę z chłopcami. Oczywiście wtedy, kiedy nie pisałam w domowym zaciszu moich „powieści” i nie przemykałam po dachach i piwnicach, karmiąc dzikie koty. Nie każda dziewczynka widziała mnie jako swoją wymarzoną towarzyszkę zabaw. Tym bardziej, że miałam masę polskich zabawek zdobytych przez Babcię po znajomości, ale tych zagranicznych – jak na lekarstwo. A Fleur i Lego, stanowiły wtedy przepustkę na szkolne salony. O Barbie – nie wspomnę. Chłopcy byli bardziej hałaśliwi, ale nie tak snobistyczni, jak dziewczyny. Z czasem w TV nie odpuściłam żadnego meczu. Uwielbiałam drużynę argentyńską, ale na dobrą sprawę, zachwycał mnie głównie D. Maradona. Za to Włochów za ich styl, temperament, zaskakujące zwroty akcji – kochałam miłością bezwzględną. Całościowo. Ale… przyznaję… Roberto Baggio, był moim absolutnym idolem! 


Dorastałam jako miłośniczka sportu: lekkoatletyki, jazdy figurowej na lodzie, skoków narciarskich. Od kolejnych dyscyplin, odciągały mnie skandale dopingowe. Piłka nożna zmierziła mnie dodatkowo tzw. „kupowaniem” zawodników. Odkryłam, że sport, nie ma już nic wspólnego z patriotyzmem. Liczy się wyłącznie kasa. Koniec uroczej różnorodności! Nie podziwiamy już stylów kulturowych, nazwisk właściwych dla danego państwa, typów etnicznych. W zamian mamy stawki. Ten i ten, kopie tu i tu, za kwotę, która mogłaby wyżywić spore miasteczko. A po zakończeniu kontraktu, idzie kopać tam, gdzie mu zapłacą jeszcze więcej. Dobry chirurg tyle nie zarabia mimo, że ratuje ludzkie życie!
Dziękuję. Nie będę temu kibicować… I tak, wyrosłam z piłki nożnej.


 To, co wypatrzyłam ok. 3 lat temu na Allegro, za zaledwie 10 zł, wołało o pomstę do nieba. A jednocześnie budziło litość. Strój był ciemnobrązowy z brudu. Wyglądało to, jak zaschnięta krew. Wzbudziło we mnie takie obrzydzenie, że dwoma palcami zdjęłam firmowe szmaty z lalki i wrzuciłam do miski z wodą i trzema garściami proszku. Cóż, szczęśliwie nie krew, to była, a kawa 😉 Brud puścił szybciej niż myślałam. Wtedy odkryłam logo ABN-AMRO i po nim mogłam zidentyfikować postać. (niestety, ciuch krótko po wysuszeniu, gdzieś mi się zapodział)

Utytłany strój – to nic. Ani wytarta część czupryny.


Moje farby akrylowe, szybko naprawiły ten ubytek.

Lalka ma górną część prawej strony twarzy, zniszczoną na skutek wysokiej temperatury. Nie wiem, czy ktoś go trzymał nad ogniskiem, czy zgasił niedopałek. Z pewnością, nie są to ślady normalnego użytkowania. Mimo szczerych chęci, wobec tego rodzaju uszkodzenia, nie mogłam zrobić zbyt wiele. 


Jeśli macie doświadczenia z takim rodzajem renowacji lalek, proszę – podzielcie się ze mną. Podmalowałam oczy, brwi, gdzieniegdzie wygładziłam nierówności lakierem. Ale to jak puder na rany oparzeniowe… 

Tijjani (Tijani) Babangida, urodził się 25 września 1973r. w Nigerii. Z informacji znalezionych w sieci dowiaduję się, że jest niemal mojego wzrostu: 169 cm. Swoją działalność sportową rozpoczął w 1990 r. Baba znany był ze swojej szybkości - większość kariery spędził w kultowym Ajaxie, z którym zdobył mistrzostwo Holandii oraz krajowy puchar. Grał w pięciu państwach na trzech różnych kontynentach. Rozegrał 37 meczów w narodowej reprezentacji, w tym cztery na Mistrzostwach Świata w Piłce Nożnej 1998 we Francji. Wziął udział w dwóch turniejach o Puchar Narodów Afryki i zdobył złoto olimpijskie w 1996. Po dwóch latach rozbratu z reprezentacją, został powołany do przygotowania nigeryjskiej drużyny w Portugalii w do Pucharu Narodów Afryki 2004. 




Lalka jest wykonana bardzo starannie. Ma standardowe, gumowe nogi, zginające się na porządne dwa kliknięcia. Lekko ugięte rączki, unosi na wysokość łopatki. Dodatkowym atutem jest skrętna talia. Współczesne Fashionistas Mattela, mogą mu tego tylko pozazdrościć.
Dodatkowym atutem jest bardzo starannie odwzorowana twarz. Facet ze zmarszczkami na czole i małą, naturalną blizną przez jego środek, nie gra przystojniaka, ale jest wzruszająco realistyczny.
Zdjęcie, zaczerpnęłam z tej strony:



Kiedy półtora roku temu, zidentyfikowałam mój pokiereszowany nabytek, natknęłam się na tę lalkę w internecie. Niestety, zaufałam pamięci i nie spisałam namiarów firmy. Dziś – jak kamień w wodę. Nie ma śladów ani po postaci, ani po produkcji. Na karku ma wyraźne logo: Made in China. Na krzyżu, już bardzo delikatne: M & C CHINA.  I to jedyne jego parametry. Wtedy zidentyfikowałam lalkę chyba po ABN-AMRO. Wiem, że mieli jakiś konflikt. Może to stało się przyczyną wyczyszczenia sieci? Żadna konfiguracja haseł, nic nie daje. Co ciekawe, lalka, jakby w ogóle rozpłynęła się w czarnej dziurze. Nie znalazłam jej na Ebay, Etsy, blogach fanów sportu i tematycznych gadżetów. Pomożecie mi w tym dochodzeniu? 😉



Sesję wykonałam w Choszczówce, pod koniec września, pamiętnego 2018 r. kiedy lato niemal nieprzerwanie trwało ponad 6 ms-cy. Płot, który na pewno ma ze 100 lat, stał się wspaniałym tłem. 


Niestety, piękna, klimatyczna willa, która jeszcze w kwietniu wyglądała bardzo przyzwoicie, 



została podpalona (częsta praktyka) i we wrześniu, niczym mój Tijani, wołała już tylko o pomstę do Wyższych Sfer na ludzką niegodziwość.




(w praktyce, willa stoi po dziś dzień)




Tak klimatycznej, ziemnej piwniczki dawno nie widziałam. 

(kwiecień)



(wrzesień)


Miejsce na długo zatrzymane w czasie, choć nieuchronnie osuwające się w niebyt…







A jeśli jesteście ciekawi, jak Warszawiacy bawili się z Kołami Gospodyń Wiejskich w Dniu Kobiet, zapraszam TUTAJ: https://simran2pl.blogspot.com/2020/03/dzien-kobiet-na-ludowo-w-warszawie.html