Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sekiguchi. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sekiguchi. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 28 stycznia 2016

Śnieżka Momoko w Krainie Śniegu. Twarzą w śnieg/Momoko in the Land of Snow. Total collapse.


Wreszcie zrobiłam to, o czym marzyłam od początku - to jest od momentu, w którym pierwszy raz ujrzałam tę Momoko, wystylizowaną przez projektanta na Śnieżkę. Wzięłam ją ze sobą w mroźny poranek do lasu i odurzona białym czarem mojej ulubionej pory roku, rozpoczęłam sesję. I na dobrą sprawę, nie musiałam się wysilać nad kompozycją kadrów. Filigranowa laleczka i śnieg, który spadł w nocy półtora tygodnia temu, to jedyni autorzy tego, co teraz oglądacie. Oczywiście jest jeszcze drugoplanowy bohater, czyli las. Od dwóch dni huczą tam piły, co nie stanowi dla mnie dużej niespodzianki. Na początku roku, na wiele drzew człowiek wydał wyrok śmierci, znacząc je jaskrawo zieloną farbą. Cóż, pewnie znowu doznam szoku, gdy udam się tam na najbliższy spacer. A może wprost przeciwnie? Może właśnie przywyknę do faktu, że nie tylko do ludzi, zwierząt, miejsc, siebie samej, ale też... do drzew przyzwyczajać się nie należy? ;-)



O tej konkretnej lalce i producencie, pisałam wyczerpująco w sierpniu ubiegłego roku dlatego też zamiast powtarzać tamte informacji, gorąco odsyłam Was do posta sprzed kilku miesięcy...






A u mnie ugruntował się już nowy rok. Ugruntowały się też jego stare - nowe bolączki. Tu nie ma żadnego zaskoczenia, bo nie miałam żadnych postanowień. Po prostu kontynuuję to co zwykle i jak zwykle dostaję po łbie. Na odmowę dalszej współpracy z "Charakterami", musiałam czekać aż 3 miesiące! I to ile maili z prośbami o jasną informację przyszło mi napisać, ile telefonów musiała wykonać Osoba współpracująca z miesięcznikiem, a wspierająca mnie ze wszystkich sił! Podchody godne lepszej sprawy... Oczywiście, że nadziei wielkich nie miałam, gdy odkryłam, że zleceniodawcy to ludzie, którzy sami zajmują się grafiką w tym periodyku ;-). Dlatego szukając innego punktu zaczepienia w tej branży, doczekałam już bez emocji baaaardzo uprzejmej odpowiedzi na piśmie, z której dowiedziałam, że mój styl odbiega od stylistyki preferowanej przez w.w. I, że ciekawi są jak rozwinie się w przyszłości. Hmmm. Dosyć dziwne tłumaczenie jak na pismo, które własnego stylu nie posiada, bo każdy ich rysownik ma inną kreskę, inną plamę, krótko mówiąc - inną technikę. I poziom też różny (jego oceną nie będę dzieliła się publicznie). Zaś co do dalszego rozwoju, to życzcie mi bym nie została niedorozwinięta i po kolejnym ćwierć wieku machania pędzelkami, była jeszcze bardziej odległa od poziomu moich skądinąd grzecznych byłych zleceniodawców ;-)
Oberwało mi się też za treść moich cv i to nie z ust przyszłego pracodawcy, tylko osób, które amatorsko dawały mi rady. W pierwszej kolejności usłyszałam, że choć osiągnięć mam dużo, to dokument jest tak nieciekawie sformułowany, że nikogo nie zainteresuje. Dodatkowo brak w nim zdjęcia! Broniłam się, że nie aplikuję na stanowisko prezenterki telewizyjnej, ani sprzedawcy bezpośredniego, ponadto dla jednego moja twarz wyda się zachęcająca, a przy drugim spalę sobie szanse na potencjalną rozmowę kwalifikacyjną ;-) Kolejny krytyk przeszedł moje doświadczenia z krytyką, uznając całkiem serio za główną wadę, nadmiar wymienionych kwalifikacji/kompetencji ;-)) Ale nie wskazał wprost, które umiejętności powinnam przemilczeć ;-).





Miałam też platoniczny romans z pewną renomowaną galerią, do której wprowadzić z własnej inicjatywy, usiłowała mnie przyjaciółka bliskiej Osoby. Ale choć doczekać się mnie nie mogli, ich renomowanie tak im w głowie nasrało, że ja dla odmiany odpowiedzi się nie doczekałam, a przyjacielskie monity tym razem nie odniosły żadnych skutków. Jakże polska jest ta pogarda i jak bardzo nieprofesjonalna na tle zachodniej Europy.... I to nie jedyne groteskowe kwiatki ostatnich 3 tygodni, jakie przyszło mi wąchać. Doszły różne sprawy osobiste, oraz przymus wykonania zaległych spotkań. I właśnie z jednego z nich wychodziłam krańcowo umęczona, ze świadomością, że od rana jest mi mocno nie tak, a do tego szlag jasny by trafił całą tę syzyfową użerkę, że już dużo bardziej chce mi się płakać niż śmiać, że najchętniej wstąpiłabym teraz gdzieś na herbatę, ale nie mam do kogo, bo Babcia poza domem, a moja stolica stała się obca jak jaskinia dla debiutanta - grotołaza, że... I nagle... jeb. Miłosiernie film mi się urwał. Zemdlałam. Zimny śnieg szybko mnie otrzeźwił, a życzliwe ręce usadziły na tyłku. Nic mi się nie stało. Nie miałam aparatu, nikt mnie nie okradł. Szczęście w nieszczęściu. Ale parę dni dochodziłam do siebie i układałam zmęczone myśli w głowie, dopóki nie trafił mnie wirus grypopodobny, który dopiero dziś odpuścił ;-).
Morał z tej historii? Czołgaj się do celu nawet jeśli jest ruchomy ;-D.            







Wysokość: 27 cm.
Tworzywo: guma, plastik.
Cechy szczególne: lalka o silnym, emocjonalnym znaczeniu dla mnie.
Data produkcji: 2006.
Kraj produkcji: Chiny.

Height: 27 cm.
Material: rubber, plastic.
Special features: doll with a strong emotional importance to me.
Date of manufacture: 2006.
Country of origin: China.

piątek, 21 sierpnia 2015

Momoko wyszła na wolność. Kira - Marina szuka nowego domu./Momoko came to freedom. Kira - Marina looking for a new home.


Zacznę od kilku słów merytorycznych, żeby nie było na "dzień dobry" osobiście ;-)
Japońskie lalki Momoko, narodziły się w 2001r. Delikatne, w pełni artykułowane (znak rozpoznawczy azjatyckich lalek) o subtelnych buziach z charakterystycznym, zadartym noskiem. O ile teraz kojarzą nam się jednoznacznie z firmą Sekiguchi (znaną u nas od wczesnych lat '80, dzięki małpkom Monchhichi, które nieliczni szczęśliwcy w epoce PRL - u mogli kupić w Pewexie za dolary), o tyle firmą matką, która je stworzyła jako poboczny projekt, była Petworks. W 2004 r. produkcję po pewnych modyfikacjach pierwotnego zarysu przejęła właśnie Sekiguchi. Laleczki mają 27 cm i przy Barbie, choć raczej należy je porównywać ze względu na artykulację do FR, czy Dynamite Integrity Toys, wyglądają jak drobne, młodsze siostrzyczki. Do możliwości ruchowych Momoko, powrócę jeszcze w innym poście.


Co ciekawe Petworks ponoć nadal produkuje swoje lalki (są ściśle limitowane, ja nie zagłębiałam się w szczegóły do ilu sztuk), jednak z wyjątkiem identycznego ciała, mają różnice w makijażu, a nawet w kształcie głowy. Także Sekiguchi wydała edycje limitowane - m.in. Gainax Girls, w stylu dziewczyn z anime. Zetknęłam się jeszcze z produktem, który słabo mnie do siebie przekonał, a mianowicie, nazbyt karykaturalne: Mame Momoko.
Z grubsza, to by było wszystko na początek w tym temacie ;-)


Moja Momoko 5 lat przestała w swoim oryginalnym pudełku. W witrynie wprawdzie, ale zamknięta jak w trumnie za młodu. Pewnie, gdyby nie lobby wielu z Was, nadal by tak tkwiła, przypominając smętny słup w polu...







Jej pudełko, jak widać, to po prostu opakowanie transportowe, bez ambicji graficznych, żeby lalkę eksponować wraz z nim, na co bardzo zwraca uwagę Mattel w swych kolekcjonerskich wydaniach Barbie. Ale los sprawił, że lalka została uwikłana niczym człowiek, w moje życiowe burze. Gdy po takiej właśnie "trąbie powietrznej", która zatrzymała mnie w pewnym punkcie, otrzymałam finansową nagrodę za jeden z tekstów, z błogosławieństwem mej Mamy kupiłam sobie bez ekscytacji, bowiem zbyt wielkie spiętrzenie tragedii nas dotknęło, 3 drogie lalki: Perukową, białą Esme, Gabby i właśnie Momoko. Esme była moim pierwszym kontaktem z Tonnerką. Kupiłam to, co się trafiło i już po przeprowadzce, mając inne, piękniejsze Tonnerki, sprzedałam ją bez żalu, bowiem życie utemperowało moje sentymenty. Pozbyłam się też Gabby, co wiecie z tego bloga. Ale Momoko była moim zaczarowanym marzeniem. Dlaczego zaczarowanym? Bo gdy listonosz przyniósł do domu wielkie pudło i wydobyłam na zewnątrz opakowanie z Momoko, mnie i Mamie zachwyt dosłownie zakneblował usta. Żyłyśmy wtedy bardziej niż kiedykolwiek na paczkach, zawieszone pomiędzy moją rekonwalescencją, szukaniem nowego lokum (z tego odzyskanego przez właściciela miałyśmy bezpardonowe wymówienie), a początkiem choroby mojej Mamy.        
- Jaka ona piękna - zachwyciła się Mama.
- Wyjąć? - zapytałam.
- Nie trzeba. Po co ma się kurzyć. Powinna stać w witrynie.
- Kiedyś będzie - odparłam optymistycznie.
- Tak (Mama nazwała mnie wtedy moim tajnym, pieszczotliwym imieniem ;-), ale ja już tego nie zobaczę.


I dlatego, gdy postawiłam w nowym mieszkaniu pierwszą witrynę, z namaszczeniem włożyłam tam Momoko. W pudełku. Bo chciałam byśmy rozpakowały ją razem.
Później miałam zrobić to z przyjaciółką, która odpłynęła z mego życia do bardziej korzystnych lądów, a później w jakiś Nowy Rok, a później w urodziny, choćby te ostatnie, gdy była jeszcze Padlinka, ale zabrakło już nastroju. No i deszcz lał cały dzień, więc światło było brzydkie. A dwa dni temu zdjęłam zaklęcie. Rozpakowałam Momoko, tak zwyczajnie, bez żadnych ceregieli, pretekstu, czy rocznicy. Jedząc serek naturalny, pstrykając fotki każdemu etapowi uwalniania lalki i walcząc z innym już kotem, który też chciał brać we wszystkim udział...      
Teraz wiecie, czemu lalka spędziła w siermiężnym, zwykłym pudelku aż 5 lat, choć było to całkiem wbrew mojej woli.








- Oj, naprawdę mogę wreszcie rozprostować nogi?...


- Teraz muszę nauczyć się stać o własnych siłach!                                                                                   



- Nadzwyczajne, oczom nie wierzę, że oglądam świat nie przez szybkę pudełka ;-)                    


- Czy ktoś z Was jest w stanie to przeczytać? :-D



Na szczególną uwagę zasługują dodatki: prawdziwy metal i autentyczne owalne lusterko, do tego przykryte jeszcze cieniutką folią niczym szkiełko drogiego zegarka...





- A teraz czeka mnie dłuuuugie, mam nadzieję, że szczęśliwe życie na wolności ;-)


Wysokość: 27 cm.
Tworzywo: guma, plastik.
Cechy szczególne: lalka o silnym, emocjonalnym znaczeniu dla mnie.
Data produkcji: 2006.
Kraj produkcji: Chiny.

Height: 27 cm.
Material: rubber, plastic.
Special features: doll with a strong emotional importance to me.
Date of manufacture: 2006.
Country of origin: China.

PS. Czy ktoś chce w cenie 25 zł, przygarnąć inną Azjatkę, tę oto Kirę z 1995r.( "Sparkle Beach")? :





Maleńki defekt: