Zanim pokażę Wam, moje kolejne, egzotyczne, unikalne
„szmacianki” hand made, chcę przypomnieć
o popularnej linii lalek, które kiedyś były dla mnie bardzo ważne. Nadal
stanowią sporą, tematyczną część mego zbioru, choć raczej go już nie pogłębiam.
Co było do zdobycia w Polsce – zdobyłam 😉 Reszta pozostała póki co - w sferze marzeń.
Bieżące pozycje nie budzą kolekcjonerskiej namiętności. Na szczęście dla
portfela.
O ile bardzo cieszyłam się, kiedy proporcjonalne, drobniutkie
Kelly/Shelly, zajęły miejsce (w 1995r.), nieco już archaicznych dzieciaczków
Heart Family, opartych na wzorcu Rosebud z lat ’70 XX w. o tyle ich
„podrośnięte” wcielenie w postaci Chelsea (ur. 2010r.) , po dziś dzień, budzi
we mnie sprzeczne uczucia.
Zbyt szczupłe nogi, niezgrabne ręce, za duża w
stosunku do ciała głowa. Do tego bardzo nienaturalnie siadają!
Tylko buzie zrobiono
im wdzięczne: różnorodne kolorystycznie i etnicznie mimo raptem dwóch podstawowych
moldów. A jednak Chelsea sprzed dekady, choć w mniejszym stopniu niż Kelly,
zaskarbiły sobie przychylność Kolekcjonerów. Wprawdzie nie miały wielu odsłon
adresowanych bezpośrednio do Zbieraczy (Kelly często produkowano z myślą o
dorosłych miłośnikach lalek) – podbiły wiele serc rozkochanych w drobnych
formach plastikowych 😉
Nie mam za to danych, jak wygląda sytuacja ze współczesnymi,
ale obawiam się, że to produkt adresowany do kieszeni rodziców odbiorców w
wieku… 3-4 lat. ☹
Nic dziwnego, że najnowszych Chelsea, nie zbieram. Ze
względu na kolorowe włosy, wypatrzyłam bardzo okazyjnie tylko 2 i więcej mi do
szczęścia(kolekcji) nie trzeba.
Makijaże i wielkie oczy, zniosłabym jeszcze jako miłośniczka
komiksów, ale wmoldowane bluzki – już nie. Plastikowe zbroje, czynią lalki podobnymi
do figurek. Gdzie w tym projekcie przestrzeń dla zabawy w przebieranie,
należnej KAŻDEJ bez wyjątku lalce? A zabawa w kąpiel, plażę, układanie do snu, etc.?
Czyżby współczesne dzieci nie miały już takich potrzeb?
Cóż, Mattel brnie w jednofunkcyjność i brak realizmu, zahaczający
o kicz. A takie piękne dziewuszki były… (odsyłam do moich starych wpisów pod
tagiem Kelly/Shelly).
Ciemnowłosa, licząca 13,5 cm. wielkanocna Chelsea (2010/2011),
znajduje się w mojej kolekcji od kilku lat. Zdobyłam ją po walecznej licytacji
na Allegro mimo braków w oryginalnym odzieniu. Wybaczyłam jej perłowe nogi,
zamiast nakładanych rajstop. Adidasy pożyczyłam od Kelly.
W serii wyprodukowanej dla Walmart, wystąpiły 3 laleczki z
nakładanymi, króliczymi uszami i plastikowymi koszyczkami. Włożone były w kiepskie
tekturki, jak lody do wafelka. Bez przezroczystej osłonki, bez firmowego imienia.
Obraz nędzy i rozpaczy! Tylko logo Barbie, wskazywało na producenta. I walmartowskie
„ONLY AT”, sygnalizowało, że to nie klon. Za to sama nazwa serii, była pokazana
tak nieczytelnie – pocięta – że do tej chwili nie udało mi się jej rozszyfrować.
Może, gdybym miała w ręku oryginalne pudełko, a nie tylko posiłkowała się nielicznymi
fotografiami z sieci…
A tak bawiliśmy się ponad tydzień temu na moich urodzinach.
Zaraza nie pozwoliła na zorganizowanie domówki. Nigdy nie wiadomo, czy jakiś „życzliwy”
sąsiad nie doniesie o nielegalnym zgromadzeniu.
Żywia i Północ.
od lewej: Hołota, Północ, Nadzieja, RecyDywa.
Zaprzyjaźniona Dusza Lalkowa, przysłała mi taką oto fotkę,
znalezioną w sieci 😉
Koleżanka zaś opowiedziała o scence rodzajowej na trawniku. Stały tam zamaskowane dziadki, w przepisowej odległości i prowadziły żywą dyskusję. Nagle jeden z nich zawołał: „Gestapo!”. Staruszkowie szybko jak na swój wiek się rozproszyli, bowiem uliczką jechał… patrol Straży Miejskiej 😉
Koleżanka zaś opowiedziała o scence rodzajowej na trawniku. Stały tam zamaskowane dziadki, w przepisowej odległości i prowadziły żywą dyskusję. Nagle jeden z nich zawołał: „Gestapo!”. Staruszkowie szybko jak na swój wiek się rozproszyli, bowiem uliczką jechał… patrol Straży Miejskiej 😉
Oby jak najszybciej nastała normalność. I to ta dobrze nam
znana, nie nowa, jak głoszą popularne hasła. Na nowe normy potrzeba lat, jeśli
nie dekad. Oczywiście, jeżeli mają być faktycznie akceptowalnymi normami. Też
odnosicie czasem wrażenie, że tu w trybie kilku tygodni usiłuje się wkręcić nam
jakiś kit?
Niezmiennie życzę Wam: Zdrówka!
