Długi, krótki, nastroszony jak szczotka, lub uformowany w kolce. Czarny, blond, kolorowy. To oczywiście… irokez. Ta odważna i czasochłonna fryzura przeszła długą drogę od stylizacji etnicznej sprzed kilkuset lat, poprzez kontestującą, przypisaną subkulturom (głównie punkowym), a skończywszy na powszednim cięciu, o które chętnie prosiły fryzjera zarówno młode pracowniczki biur, jak też panie ok. 50. W większych miastach Polski, w latach 2015-2019, co trzecia niewiasta, minimum raz zdecydowała się na taką fryzurę w wersji klasycznej, czyli z bardzo krótko przyciętymi, lub nawet wygolonymi bokami.
Dla tradycjonalistów to jedyny dopuszczalny irokez, dla innych – jeden z wielu jego wariantów. Dziś włosy można zaczesać po bokach i podpiąć do góry, którą tapirujemy i usztywniamy lakierem, lub zapleść w warkoczyki typu „cornrows”. To dobra opcja dla osób, które boją się radykalnej i długotrwałej ingerencji w swój wizerunek. Ale przyznacie chyba, że efekt nie ma wiele wspólnego z pierwotnym irokezem, jaki wykreowali mieszkańcy dawnej Rosji (300 lat p.n.e.), a kontynuowali Kozacy z XVI w. czy rdzenne plemiona Ameryki Północnej opisane w XVIII w. Znamienne jest także to, że ongiś irokezy były tylko męską fryzurą...
Na irokezy zdecydowały się też nowoczesne amerykańskie gwiazdki. Mowa oczywiście o Baśkach. Tak, seria naśladująca rzeczywistość, czyli Fashionistas, wykreowała Barbie, które z blondwłosą, klasyczną damą o zadartym nosku, nie mają nic wspólnego.
Przedstawiam Wam wdzięczną punkową małolatkę Fashionistas 124 z 2018 r. na zmodyfikowanym moldzie Skipper z 2010r;
Fashionistas 44 z 2015 r. na moldzie Kayla/Lea z 2000r.
oraz Fashionistas 95 z 2017r. na moldzie Goddess z 1998r.
A Wy mieliście/miałyście kiedyś irokeza? Ja ok. 2 lat byłam wierna tej efektownej fryzurze. Odcięcie od fryzjera na skutek Zarazy sprawiło, że moje włosy zaczęły żyć własnym życiem. A gdy nowa praca nie pozwalała mi już na pielęgnacyjne wizyty co 6 tygodni, chciał nie chciał, po latach znowu zapuściłam włosy. Mniej wygodnie, ale bez kosztów. No i niektórzy twierdzą, że tak jest mi do twarzy 😉
Ten wpis ulepiony kilka tygodni temu miał pójść wczoraj, ale spontanicznie podjęłam decyzję, korzystając z pretekstu jakim stał się Dzień Babci i zrobiłam post o Steffie. Obie sesje pochodzą z lata 2021 r. - odpowiednio czerwca i lipca. Oglądając moje ostatnie posty, można dojść do wniosku, że przeniosłam się w inną strefę klimatyczną, gdzie nie istnieje zima ;-)
Miłośników sztuki naiwnej zapraszam TUTAJ: https://simran2pl.blogspot.com/2022/01/bez-ludzi-nikifor.html na wystawę czasową Nikifora, którą możecie jeszcze obejrzeć w stolicy.
A tutaj już na sam koniec - zabawny bonus. Tak się zdarzyło, że półtora tygodnia temu, otrzymałam niespodziewany prezent: jabłka z prywatnej uprawy i jajka z własnej hodowli oraz słodycze. Skrzynka nim trafiła do mnie, musiała stać w miejscu odwiedzanym przez koty, bowiem moje Czwórnogi mało nie oszalały. Poziom ekstazy narastał z każdą chwilą...














