Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nichelle. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nichelle. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 5 października 2020

Letnie piękności. "Model of the Moment Nichelle" i "Barbie On Location: South Beach"

Są takie dni, które zaczynają się szafirowym błękitem, a kończą wieczorną burzą i awarią sieci elektrycznej. I dosłownie i w przenośni. Tak było u mnie dziś, dlatego, by osłodzić sobie zgryzoty i choć trochę utemperować niepokój, sięgam po dwie dziewczyny Model Muse, przywołując jednocześnie najgorętsze chwile minionego już lata, a także całkiem inną estetykę Mattela... 


Rano budzi mnie coraz bardziej natarczywe ciągnięcie za bransoletkę. Dłoń podskakuje mi na śpiworze. Góra-dół, góra-dół, prawo-lewo, prawo-lewo... To odwieczna pobudka, jaką stosuje Nadzieja ;-) 

Ma rację. Poranek piękny, nie dość, że krystalicznie czysty, to jeszcze zaskakująco ciepły. Znowu, jakby ktoś pomieszał kartki w kalendarzu. Lecz nim się całkiem uruchomię - sielanka mija. Płacz dziecka z hukiem wodospadu wciska się w moje ukojone niedawnym snem uszy. 

- Ależ Wiktorku, nie płacz - słyszę łagodny głos damski - No, idź po piłeczkę. 

- Nieeee! Nieee!!!! - dzieciak zawodzi coraz bardziej histerycznie - Nie wejdę na trawę, tam jest COOOOVID!!!  


Panie Boże, czego ja dożyłam? To już trzecia podobna scenka osiedlowa jaką podsłuchałam/podejrzałam. Coraz więcej maluchów ma fobię :-( Jeszcze nie ochłonęłam z tej smutnej refleksji, a tu telefon od mojego Szefa. W jakim będzie dziś humorze? 


Uff. Dzień dobroci dla pracownika :-) Lecz, zanim ustalimy 2-tygodniowy plan pracy, rozmawiamy o terroryzujących nas na każdym kroku pesymistycznych wiadomościach, których musimy wysłuchać, przeczytać je na paskach, czy nam się to podoba, czy nie. Przy okazji dowiaduję się, że przeprowadził wywiad z profesorem onkologii, który bije na alarm: "ludzie się nie badają, nie leczą już zdiagnozowanych chorób, bo są tak przerażeni Sars Cov-2. Dziennie w Polsce jest 300 onkologicznych zgonów, ale za rok, dwa, będziemy mieć prawdziwy "sarmagedon"". Brrrr. Nawet już tyle językowych neologizmów powstało... A tak pięknie zapowiadał się dzień... 

Na sugestię, że powinniśmy więcej pisać na ten temat, zestawiać dane, uspokajać, że chodzi przecież o ludzkie życie, usłyszałam oględnie, nie bez smutku w głosie, że nie mamy zielonego światła na takie działania, bo odgórna, akceptowana narracja jest inna...  

Dżizas! A wolność słowa? A troska o zdrowie narodu? Wymarłe (na covid) pojęcia?

Korzystając z kilku wolnych godzin, postanowiłam odstresować się własną sztuką, smakując każde pociągniecie pędzelkiem, dopóki nie rozpętała się burza. Apokaliptyczne błyski wybuchały i drgały ze wszystkich stron, zlewając się w końcu z drganiem światła elektrycznego. W części pomieszczeń światło siadło dość szybko, w części później, zostawiając mnie w ciemności z posiekaną w połowie porcją papryki na leczo. Oż, do pioruna! No, dobra. Może jednak - nie pioruna... ;-)

Pozapalałam świece i powlekłam się do sypialni po laptopa, by sprawdzić, czy pojawiły się jakieś wiadomości o planowanym terminie usunięcia awarii. A tam na pierwszej stronie lokalnego serwisu "milutkie" info:  Będą próbne alarmy ostrzegające przed nalotami bombowymi. Kiedy zawyją syreny?

Okazuje się, że już od jutra. No, super. Jeszcze tylko to jest nam bezapelacyjnie potrzebne do szczęścia!


Czy Wy też tak macie, czy tylko ja zmęczona atrakcjami dzisiejszego dnia, przestaję ufać nowemu (nie)porządkowi rzeczy? 

Dziękuję, że istnieją lalki! 💖💖💖  

Dzisiejsze modelki to: 1. "Model of the Moment Nichelle" z 2004r. - już Wam kiedyś pokazywałam:

https://simran1pl.blogspot.com/2015/01/czarnoskore-lalki-mattela-czesc-4blacks.html. 




2. "Barbie On Location: South Beach" z 2006, chyba debiutuje na tym blogu, choć obie lalki znajdują się w mojej kolekcji od wielu lat... O tej ostatniej, przy okazji napiszę kilka słów. 


Trzymajcie się Kochani zdrowo i bezpiecznie. Póki można 👿


A tych z Was, którzy są zainteresowani moją ceramiczną biżuterią, zapraszam TUTAJ: 




niedziela, 18 stycznia 2015

Czarnoskóre lalki Mattela. Część 4/Blacks dolls Mattel. Part 4.



Nie chciałam być monotematyczna i z tym postem miałam się wstrzymać, ale zainspirował mnie ostatni wpis Rudego Królika, który pokazuje inną, królewską Nichelle.
Zatem zwięźle i na temat, robię nie tyle konkurencję, co uzupełnienie w dobrym tonie ;-) W utopijnym oczekiwaniu na zimę, kontynuuję gorący temat...




Jednym z ciekawszych moldów Mattela, zaprojektowanym wyjściowo dla lalek African American, jest bez wątpienia: Nichelle (2004r.).



Delikatna, zamyślona, a nawet smutna twarz, to prawdziwe mistrzostwo wyważonej ekspresji. Mold nie tylko piękny, ale i dostojny - nic więc dziwnego, że z czasem posłużył i do kultowej Piratki i najnowszej wersji Kleopatry.
Poniżej pierwsza lalka z tym moldem - zjawiskowa i szlachetna Model of the Moment Nichelle Urban Hipster z 2004r.:



Wyjściowo była ubrana w białą, zwiewną sukienkę, a całość podkreślał duży, złoty naszyjnik. Ominęła mnie okazja zakupu tej lalki w oryginalnym rynsztunku, a swej głupoty trochę żałuję do tej pory ;-) Parę lat później, trafiła mi się ta czarna piękność w przystępnej cenie, niestety już tylko w stroju ... Ewy ;-) więc przyszło mi odziać ją samodzielnie.
Tutaj zaś druga ciemnoskóra lalka z cyklu Top Model: Hair Wear Nikki (2008r.).






Parę lat temu ciałko "model muse" (2003r.) wciąż było nowinką, co w zestawieniu z tą uduchowioną, pełną godności twarzą, robiło naprawdę piorunujące wrażenie.

O, ile wiem, z moldu tego korzystano w historii Mattela 10 razy, z czego w zasadzie połowa, to lalki o jasnej skórze. Moim zdaniem mold ten dużo stracił w białych wersjach. Ale gusta, to przecież sprawa bardzo indywidualna...

Zainteresowanych zapraszam na drugiego bloga: simran2pl.blogspot.com



piątek, 18 kwietnia 2014

Czarnoskóre lalki Mattela. Część 2. Nichelle - prawdziwa czarna piękność i fantastyczny rok 1998/Blacks dolls Mattel. Part 2 Nichelle - a real black beauty and a fantastic year 1998



To prawdopodobnie mój ulubiony czarny mold w wykonaniu Mattela, a przynajmniej jeden z naj - naj. Realistyczna twarz i zamknięte, wydatne usta... Mowa o Nichelle, stworzonej na potrzeby "Shani lines", o której wspominałam jako o ambitnym projekcie promującym etniczne lalki z afrykańskim rodowodem. Shani, Asha, Nichelle i przystojniak Jamal, wiedli swoje sklepowe życie na początku lat '90. Później ich moldy funkcjonowały w oficjalnych seriach Barbie, we wszelkich możliwych aberracjach. "Odgrywały rolę" Barbie w równoległych modelach African American (dla niewtajemniczonych: Barbie wydana w tym samym stroju i z identyczną nazwą, ale pod postacią czarnej lalki - czyli poprawna politycznie alternatywa dla ciemnoskórych dziewczynek). Zastępowały dotychczasową czarną przyjaciółkę Barbary - Christie. Dla przykładu, jako ciekawostka: w 1993 r. zamiast Christie pojawiła się w plażowej serii Sun Jewel po prostu... Shani, towarzysząc Baśce, jej młodszej siostrze, Azjatce Kirze, brunetce Teresie oraz obu facetom, z charakterystycznym dla Mattela brakiem konsekwencji i nieprzewidywalnością. Nichelle, która jest bohaterką dzisiejszego odcinka, raz została wydana w edycji plażowej - Florida Vacation Christie w 1998r.



Samo imię pożyczyły kiedyś czarne Generation Girls (na moldzie Asha). Zaś właśnie Asha żyła najdłużej, jako czekoladowa towarzyszka Barbie, a partnerował jej adekwatny facet Steven, w którego wcielił się dawny Jamal. Cóż... cały Mattel. Całkiem, jakby co chwilę pojawiał się nowy minister finansów i rozpisywał nowy budżet, dysponując jednakże tą samą kwotą :-)
A etniczna Nichelle o łagodnym spojrzeniu i zmysłowych, pełnych ustach? Bez wątpienia należał do niej rok 1998, kiedy to pojawiła się w kilku ślicznych odsłonach. Wraz z moją ówczesną, lalkową przyjaciółką, sądziłyśmy wtedy, że to ona będzie teraz etatową Christie. Mold już znałyśmy jako Kenijkę (1994) w łaskawie sprowadzonej do stolicy serii "Dolls of the World" (patrz: wcześniejszy wpis o czarnych lalkach).




Wreszcie mogłyśmy podziwiać prawdziwą Murzynkę! Tyle lat zajęło Mattelowi wykreowanie tak rdzennej postaci. Trzeba przyznać, że to duży postęp od czasu pierwszej czarnej Barbie (jako Barbie) osadzonej na moldzie Steffie :-)
W 1998 wyszła seria Pretty in Plaid, ciekawa z kilku względów. Dla Polaka dlatego, bo wszystkie 4 lalki, leżały powszechnie dostępnie na półkach w supermarketach! Wszystkie były starannie wykonane i delikatne w wyrazie, co po latach mattelowskiego kiczu, było jak estetyczna odwilż. Z wyjątkiem czarnej na moldzie Nichelle, wyprodukowano jeszcze białą blondynkę, rudą i brunetkę. 3 pozostałe miały twarze typu "Mackie", czyli z zamkniętymi ustami.




W głowie poczułam chaos, gdy zobaczyłam, że na pudełku nie ma imion personalnych, do których człowiek był przyzwyczajony: Barbie, Migde, Teresa, Christie. Wszystkie 4 nazywały się po prostu... Barbie! Oto czarnulka z tej serii (oczywiście w mojej aranżacji):




Nie mogłam znieść tylko jednego w Pretty in Plaid. Badziewnych włosów! Cienkie, proste, załamujące się już w  pudełku. Produkowane chyba tylko po to, by mama po tygodniu musiała kupić dziecku nową lalkę. Innego uzasadnienia dla takiego sabotażu nie widzę. Zmora każdego kolekcjonera, która wiele lat szpeciła często bardzo piękne lalki. Dlatego, co wieczór, oglądając telewizyjne wiadomości, brałam moją Nichelle do ręki i zaplatałam po 2 - 3 warkoczyki, tak, jak swego czasu na studiach plotłam sama sobie, aż konsekwentnie zaplotłam na całej głowie :-)







Z czasem trafiła mi się jej bliźniaczka i tę już zostawiłam z fryzurą w oryginale:




W tym samym roku do Polski sprowadzono mini serię "Florida Vacation". Niestety, tu już o Murzyneczce można było tylko sobie pomarzyć. Dlatego z radością powitałam wybawione egzemplarze na Allegro, przywiezione z innych krain. Uznałam też, cierpiąc na chroniczny niedosyt tego moldu, że będą z niej fajne OOAK -i. Dlatego korzystając z okazji, także tych cenowych, kupiłam więcej. Dopiero podczas porządków okazało się, że warto jednak dokonać redukcji pogłowia :-) Kiedy zgromadziłam aż 4, nie pamiętam...




OOAK zrobiłam za to taki:





Oprócz loków, wszyłam lalce również rzęsy, realizując swoje odwieczne marzenie o rdzennej Afrykance. Kiedyś poświęcę jej i innym czarnulom w moim wykonaniu, odrębny wpis.

Do Polski także, nie dotarła ta wyjątkowa, jasna Nichelle z 1998r - Angel of Joy (też na osobny wpis, bo to bardzo piękna i ciekawa postać):



Nie sprowadzono również, co w tym wypadku nie dziwi, wersji African American - Happy Holidays Barbie z 1998r. W oryginale w czarnej, ciężkiej, aksamitnej sukni z brokatem. Poniżej w mojej lekkiej i letniej
 aranżacji.




Leżała wprawdzie na sklepowych półkach, Barbie z kontrowersyjnej serii Butterfly Art z tego samego roku, w pomysłowym, topie z włóczki i dżinsowej mini (szum poszedł o małe tatuaże z niewinnymi motylkami, które miały lalki), lecz Christie z moldem Nichelle, nie sprowadzono. Choć taka piękna i łagodna...






Pozostaje tylko żałować, że rok 1998 trwał  tylko... rok :-)

OK. Oderwałam się trochę od nowych trosk. A także od wspomnień o tych, których nie będzie obok w nadchodzące dni...
Wszystkim życzę mokrego kurczaka i wesołego zająca!