Palec pod budkę, która z Was marzyła kiedyś o koniu Barbie? 😉
Oj, były ich całe stada. Konia miała też Mulan na licencji Disneya, a Herkules
otrzymał zabawnego pegaza poruszającego skrzydłami przy odpowiednim
zamachnięciu się figurką. Są to jednak projekty całkowicie poboczne, nie
związane z otoczeniem Basi, choć ona też mogła poszczycić się własnym pegazem. A my w latach'80? Miałyśmy... głównie pragnienia.
Gdybym chciała napisać rzetelną monografię na temat koni Barbie – bodaj najpopularniejszych zwierząt kultowej lalki amerykańskiej, musiałabym spędzić kilka tygodni na drobiazgowym zbieraniu i chronologicznym porównywaniu zdjęć. A też nie gwarantuję, że ogarnęłabym całość tego obszernego tematu 😉 Mattel doskonale wybadał fascynacje małych dziewczynek, dlatego już na samym początku lat ’70 XX w. piękna, wysportowana Barbara w kowbojskim stroju otrzymała swojego rumaka – (Barbie Doll Horse Dancer 1971). Np. na fotografii z 1977r. Dancer Horse niósł na swoim grzbiecie Barbie, siedzącą w pozie retro - po damsku 😊
Pierwsze konie Barbie miały nogi artykułowane w biodrach, kolanach i nadgarstkach/kostkach. Wyobrażacie to sobie? Jedynym mankamentem tego konia o posturze Araba, była moldowana grzywka i ogon. Gdyby w miejsce plastiku wstawili włosy, figurka byłaby perfekcyjna. Ale tej modyfikacji dokonano dopiero na początku lat ’80. Niestety mimo, że jeszcze poprawiono figurę konia czyniąc ją bardziej doskonałym Arabem z ogonem i grzywą do czesania, jednocześnie pozbawiono plastikowe zwierzę artykulacji. Czemu? Jeden Mattel to wie…
Pierwsze konie Barbie zobaczyłam w katalogu u koleżanki z równoległej klasy. Książeczka o pogiętych rogach, należała do jej starszej siostry. Jasny Dallas (1980r.) i ciemny Midnight podbiły moje serce. Miały tę cudowną figurę, którą posiadał pierwszy koń Barbie sprowadzony do Polski, czyli Western Fun/Suncharm (1989r.) To jego ujrzałam na żywo u Przyjaciółki z klasy. Tym koniem wybawiłam się do woli, a z czasem jego 2 nieco zmarnowane egzemplarze trafiły pod mój dach. Jeden z nich wciąż stoi w mieszkaniu Babci, w moim dawnym pokoiku, z nałożonym przez Nią zabawnym, słomkowym kapeluszem. Nadal nie śmiem go tknąć. Nie pytajcie, czemu… ? Bohater dzisiejszego posta oparty jest właśnie na tej matrycy, używanej do początku lat 2000.
Boticelli and Carriage od Barbie as Rapunzel z 2002 r. - jak sama nazwa wskazuje występował w zestawie z karetą, będącą szczytem kiczu nawet jak na chińską zabawkę dla dziewczynki. Konia kupiłam na Allegro w stanie jak widać na fotkach, w 2009 r. Nie pamiętam, ile kosztował, wiem tylko, że zamierzałam przechować go w domu do następnej wiosny i wykorzystać do sesji zdjęciowej we floxach śnieżnych, przebiśniegach i innym białym kwieciu na naszej działce. Mieszkanko miałyśmy wtedy malutkie, więc liczył się każdy centymetr, a tu nagle taszczę z poczty… taką kobyłę.
Wiosna nadeszła, owszem, a wraz z nią wszystkie nieszczęścia, które można sobie wyobrazić. Tak więc sesja nigdy nie powstała, a koń przeniósł się ze mną do nowego mieszkania i zawalał 10 lat tył jednej z witryn. Kołatały mi się wprawdzie po głowie strzępki planów, by zrobić mu fotki w śniegu, ale nim się do tego zabierałam, już było po zimie. Udało się dopiero w tym roku, nie bez przygód. Stare spodnie strzeliły mi na siedzeniu, a ręce przemarzły od podrzucania śniegu, mimo, że zaraz nałożyłam na nie dwie pary suchych rękawiczek, które miałam ze sobą. Po dziś dzień czuję te ekscesy w stawach z czego wniosek, że w moim wieku bawić już się nie wypada 😉
Dzisiejsze konie, choć producent znów łaskawie, przywrócił
im artykulację, mają przysadziste figury bez zaznaczonych mięśni i muminkowe
głowy z bezmyślnymi błękitnymi oczami. Czy to się podoba dzieciom? Są
produkowane i sprzedawane, więc chyba tak. Z drugiej strony, gdy nie ma się
wyboru…
Moim zdaniem najbardziej udane konie, łączące wszystkie dodatnie cechy powstały w 2004 r. w serii Barbie Cali Girl Horseback Riding.
Rozumiem, że każdy nowy projekt, to po prostu kasa dla pomysłodawcy, ale czy naprawdę nie można było bardziej wzorować się na Cali? Bo te właśnie konie czerpią żywo z artykułowanej wersji rumaka Dallas (była też i wersja sztywna) powstałego w 1981r. Praktycznie już wtedy w kwestii konia Barbie wymyślono wszystko: naturalną figurę i kolor, pełen zakres ruchu, oraz rootowane włosie. Idąc dalej można było albo zatrzymać się na tym modelu i urozmaicać dodatki, albo zacząć eksperymentować i … stopniowo pierniczyć to, co już osiągnięto.
Więc dziś było o koniach. O lalce ani słowa, bo znacie ją doskonale. To bodaj najczęściej pokazywana postać na tym blogu, moja dyżurna podróżniczka. W zeszłym roku, jak wiadomo z Luną nigdzie nie jeździłam. Nie wiem, jak będzie dalej. Jeśli wprowadzą paszporty dyskryminujące, być może nie my jedne radykalnie ograniczymy nasz zasięg. Wierzę jednak w moc ludzkiego rozumu i poszanowanie wolności, które zatriumfuje nad tym globalnym szaleństwem.
Bądźcie zdrowi, Kochani!
Zainteresowanych, zapraszam TUTAJ: http://simran4.blogspot.com/2021/02/nie-opowiedza-nam-swoich-snow.html