Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Native American. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Native American. Pokaż wszystkie posty

sobota, 8 lipca 2023

Pretekst...

 


Nie wiem, co napisać po tylu miesiącach nieobecności TUTAJ... Chciałoby się wiele -  ale nie dzisiaj. Zdjęcie ze stycznia 2023 zaprezentowane na początku lata, jest świadomym, symbolicznym znakiem upływu czasu ;-)

Duuużo działo się w moim życiu przez ostatnich 8 miesięcy. 💥Gdyby nie jeden komentarz i dawniejszy mail, świadczący o tym, że ktoś mnie jeszcze pamięta - nie wiem, kiedy i czy w ogóle - doczłapałabym się na strony "starego medium" - jakim bez wątpienia są dziś hobbystyczne blogi. Dziękuję serdeczne Duszyczki Lalkowe za ciepły sygnał. 💖

Dwie z Was regularnie śledzą moje prywatne i zawodowe losy na FB. Komuś wysłałam ongiś zaproszenie do grona znajomych, ale rozumiem, że w karuzeli pseudonimów, skrótów i tożsamości internetowych, czasem trudno się zidentyfikować. 😉  

Chciałam Wam wszystkim zaglądającym TU czasem powiedzieć, że pięknie wspominam blogosferę. To były cudowne lata i świat wykreowany na lepszy od tego, który mamy obok, codziennie. Świat alternatywny, nie bojący się wrażliwości i fantazji. Czasem za nim tęsknię - podobnie, jak za wspaniałymi Osobami, z którymi dzięki lalkom splatały się moje losy. 💖

Przesyłam moc serdeczności! 💖💛💚👍

piątek, 26 lutego 2021

Spirit of the Earth. Normalna lalka w nienormalnych czasach.

Idę za ciosem wobec postu poprzedniego i prezentuję drugą Indiankę z ponadczasowego tryptyku: „Native Spirit Collection”. Miała być tylko nazwa lalki. Ale podtytuł doczepił się samoistnie, po tym, jak odnalazłam tutaj, przekopując się przez setki postów - pierwszy (i jedyny pełny wpis) poświęcony tej zjawiskowej postaci. To był rok 2014:



http://simran1pl.blogspot.com/2014/05/spirit-of-earth-lalka-ktorej-miaam-nie.html

Osobiście początek nowego życia; dziś, z perspektywy lat: czas trudny, ale ustabilizowany i progresywny. Optymistycznie myślałam, że najgorsze za mną. W tamtym okresie też, nadal pojawiały się w moim zbiorze liczne niezwykłe lalki – zarówno te wymarzone, jak i przypadkowe, ale radujące każdą komórkę moich zmysłów. „Duch Ziemi” z serii zainicjowanej w 2001r. był dla mnie wtedy ziszczeniem snów.



Podobnie, jak w poprzednim poście wyrażę zdziwienie, że Mattel tak stawiający ostatnio na trendy etniczne, dyskryminuje rdzenne Amerykanki. Jak zwróciła na to uwagę jedna z Was w komentarzu pod poprzednim wpisem, nawet w bogatej serii multikulturowej „Fashionistas”, nie ma bohaterek i bohaterów z tej grupy. Smutne, że mamy Azjatki, całe serie ciemnoskórych dziewczyn, Muzułmanki... nawet syreny i kosmitki - ale o promocję Indianek nikt nie dba :-( Znamienne też, że nigdy w serii Lalki Świata (zapoczątkowanej w 1981r.), Mattel nie zdobył się na odwagę i nie zaprezentował... Rdzennej Australijki. 

Widać: są równi i równiejsi. Nawet w świecie plastiku.  



Niniejsza sesja powstała w styczniu br. Do jutra, Kochani 😊   

sobota, 20 lutego 2021

Duch Wody nad jeziorem w Wieliszewie. Spirit of the Water


Dziś obudził mnie powiew wiosny. W bieli na trawnikach zaczęły pojawiać się kałuże odbijające błękit nieba. Z odległego bloku, zamiast disco-polo, niosły się tony pieśni ukraińskich przez dobre pół godziny. A później, wśród radosnego śpiewu leśnych ptaków, zabrzmiał klangor żurawi. Czy trzeba dodawać coś więcej?... 😊

A jeszcze 2 dni temu było tak:



Zapowiadali tę odwilż, być może już koniec zimy, chyba od weekendu, choć jeszcze niedawno wieszczyli powrót tzw. „bestii ze wschodu” 😉 O dziwo słoneczny i mroźny czwartek na Mazowszu, udało się specom od pogody przewidzieć trafnie, więc wsiadłam w autobus vis a vis mojego osiedla i już 12 minut później byłam nad wieliszewskim jeziorem, w obszarze chronionego krajobrazu.




Jabłonowskie łąki zabudowano prawie całe, więc przestałam tam jeździć, by nie zadawać sobie dodatkowych cierpień. Las obok mnie rżną w pień odkąd w Polsce zmieniła się władza. W ciągu prawie 10. lat, jak tu mieszkam, deweloperzy zabudowali 90% wolnych przestrzeni: zagajników, podleśnych polan i pozostałości unikalnego na skalę powiatu - krajobrazu wydmowego. Nie raz pisałam o tym na blogu: „Człowiek tu był”. Wieliszew też znika pod betonem, ale to co dziś zobaczycie, niemal na pewno pozostanie.  


Jedną z 2 dziewczyn, które zabrałam na wyprawę rekreacyjno-fotograficzną, była piękność na moldzie Lara/Ana zapoczątkowanym przez serię Generation Girls. 




Tę drobną twarzyczkę poznaliśmy w 1999r. Więcej o tej konkretnej twarzy pisałam (pokazując po raz pierwszy Ducha Wody), w 2017r. TUTAJ:  

http://simran1pl.blogspot.com/2017/01/spirit-of-water.html

Przez 20 lat, Mattel nie miał ambicji, aby choćby dorównać etnicznemu tryptykowi „Spirit Collection”, wydanemu dla sieci TOYS RUS. Co gorsza, od dobrych kilku lat, nie powstają w ogóle nowe rdzenne Amerykanki! 



Uważam to całkiem serio za powód do - uwaga!!! - pokojowej prezentacji stosownych transparentów na ulicach USA. Bez ofiar, ran, rozbijania witryn sklepowych… Czy Rdzenni Amerykanie nie dość wycierpieli z rąk swoich Białych braci? Ich nie obejmuje polit-poprawność, hę? Nie mają widocznego, słyszalnego lobby??? No, dobra, ja też zamilknę. Bo jeszcze mi bloga cenzorzy zamkną.




Kochani, trzymajcie się zdrowo. Ja sama czuję się niepokojąco marnie, jakby brała mnie grypa. Oby nie. Miniony rok, był jedynym od ponad 20 lat, gdy to dziadostwo mnie ominęło. Chyba sobie nie przypomniało, że żyję… 😉

A TU: http://simran4.blogspot.com/2021/02/miedzynarodowy-dzien-kotagiornata.html jeszcze serdeczne pozdrowienia dla Kociarzy i ich Kotów z okazji minionego Dnia Kota!   


sobota, 21 listopada 2020

Pocahontas by TOTSY


 Ci których dzieciństwo przypadło na lata ’80-90 XX w., mogą je znać, choć w Polsce nie były tak popularne, jak Barbie z Kenem, Petra i Sindy w kolejnej odsłonie, Diana, Steffi, czy tym bardziej holenderska Fleur. Nie licząc całej masy kloników, czerpiących z serii Mattela, dostępnych m.in. w „Komisach”, do których Totsy bez wątpienia należą. To nie pierwsza prężna linia klonów Barbie, która mimo płodności taśmy produkcyjnej, nie posiada rzetelnej dokumentacji, a Kolekcjonerzy na własną ręką ustalają poszczególne modele Sandi z rodzinnymi przyległościami. Ale nie o niej, jako takiej, chcę dziś pisać. 

Gdy 3 dni temu, szłam do lasu w ostatni jak sądzę w tym roku dzień z temperaturą + 16 stopni, muskający policzki nie listopadowym ciepłem, na chybił trafił sięgnęłam do witryny po lalkę, której tu jeszcze nie pokazywałam: „Indian Princess. Legends of Yesteryear Series. 20 Piece Gift Set.”

Do mnie dotarły tylko fragmenty zestawu, choć lalka ma swój kompletny strój z mokasynami (zapinanymi, uwaga: na rzepy😊), etniczną tekturką ? i nosidłem dla dziecka (u mnie użytkuje je mattelowski maluch).



Lalka ma obrotową talię; gumowe, lekko giętkie rączki i nóżki zginane na standardowe 2 x klik. Tworzywa odznaczają się wysoką jakością i konsystencją bez przebarwień.

Żałuję, że z pośpiechu nie chwyciłam jej małżonka, znajdującego się w drugim pokoju (z projektu: „Indian Brave”), ani mocno sfatygowanej, latorośli - lecz zapowiadali u nas nagłe załamanie pogody – co skłoniło mnie do redukcji poczynań… Mam  nadzieję, że nic straconego i kiedyś ze szczegółami przedstawię całą rodzinę, a także inne Totsy, które zawitały pod mój dach.

Na fali kultowej „Pocahontas” Disneya, chyba wszystkie lalkowe firmy, wypuściły swoje własne wersje postaci nawiązujących do amerykańskiej legendy. Choć z wyjątkiem Mattela, nie miały licencji na produkcję twarzy z tej niepowtarzalnej animacji, śmiało nadawały swoim śniadym, czarnowłosym lalkom odlewanym na standardowych moldach, imię: Pocahontas. „Totsy” made in China, choć z USA, wykazała się tutaj nie lada rozmachem. Nie bawiłam się w szczegółowe liczenie serii, ale w oko wpadło mi kilkanaście Pocahontas: solo i w setach – z ubrankiem na zmianę, dziećmi i/lub akcesoriami, mężem, koniem, teepee, nie licząc odrębnych zestawów garderoby oraz samotnych wojowników. Takiej fantazji nie wykazała nawet Kid Kore, która także na fali kreskówki „Pocahontas”, uruchomiła bardzo bogatą, tematyczną produkcję, bijącą Mattela na głowę.

Poszperajcie sobie w sieci – naprawdę warto!     

Załamanie pogody dopadło mnie w środku lasu. Ostatnie rodziny z dziećmi, pognały przed siebie mimo połowy dnia i tygodnia: małolaty nie w szkole, rodzice nie w pracy… Jakbym znalazła się w jakimś filmie….Błękit nieba, zeżarła gęsta szarość. Ciepły wiatr zmienił się w lodowaty. Ostatnie podgrzybki pachniały wyjątkowo aromatycznie w reklamówce, a lalka nieśmiało wystawiała łeb z plecaka. Tak pożegnałam sezon długich wędrówek. Od 2. dni powietrze zionie mrozem…  


Na zakończenie, dziękuję tym z Wam, którzy zamieścili pod moim poprzednim postem ciepłe i życzliwe komentarze. Trzymajcie się zdrowo, mimo szalejącego wokół nas chaosu, który opisuje ten utwór - z miesiąca na miesiąc mniej metaforyczny, a bardziej dosłowny (co nie odziera go z sytuacyjnej satyry):

Oraz ten – choć sprzed 10. lat - jak znalazł na dziś:  

Wysokość: ok. 29 cm.

Sygnatura na głowie: TOTSY 1992

Tworzywo: plasik, guma.

Cechy szczególne: lalka inspirowana disneyowską animacją „Pocahontas” z 1995r.

Kraj produkcji: Chiny

poniedziałek, 28 września 2020

Brown Eagle - Carlson Dolls

To już bodaj 12-y wpis od początku istnienia tego bloga, dotyczący ikonicznych lalek z Ameryki Północnej, sygnowanych przez istniejącą ponad 50 lat (od 1946r.) firmę Carlsona. Od pierwszej Native American Girl w zamszowym stroju, rozpoczęłam nie tylko moją blogową sagę, ale kolekcję lalek w ogóle! Jak zwykle odsyłam Was do starszych wpisów, gdzie pokazuję jak z wiedzą i zamiłowaniem tematu, można było tworzyć przedmioty pokazujące wszelkie odcienie starożytnej kultury. 

Dziś chcę podzielić się z Wami moim najnowszym nabytkiem, znalezionym na Allegro jakieś pół roku temu. Laleczka ta jest dla mnie cenna potrójnie. Po pierwsze: to raptem drugi chłopak N.A. w moim licznym babińcu. 



Po drugie: trzecia postać na tej formie - unisex - jak widać dziewczyna ma ten sam kształt ciała i twarzy (rozbawiły mnie moldowane włosy pod doklejonym irokezem :-)). 

Po trzecie, wreszcie: lalka ma oryginalną metkę! Musiała przestać kilka dekad u kogoś na półce, jako szanowana pamiątka regionalna...   


Jeszcze w sobotę było u nas +25 st. C, choć już tchnące wilgotnym chłodem w cieniu. Koty nie chciały wracać do domu, Nadzieja, jak zwykle uwaliła się pod tują, 


a ja w bluzce z krótkim rękawem, do wieczora siekałam warzywa na leczo. Rano obudziła mnie ulewa, a temperatura przez cały dzień nie przekroczyła +10 st. Patrzę na to, co dzieje się w Polsce i w świecie. Nieprzewidywalność unosi się niewidoczna, ale namacalna jak czad. A dla mnie koniec września do połowy października, to czas rocznic, martwych urodzin, ciepłych wspomnień... Minione życie w pigułce pamięci. 

Pospieszna sesja powstała ponad tydzień temu, jako skutek uboczny grzybobrania, czego kulminacją, było wdrapanie się na największą znaną mi skarpę w naszym lesie. 

Trzymajcie się zdrowo, Kochani :-) Do następnego! 


Wysokość: 15 cm

Sygnatura: CARLSON MANUFACTIRING CO., Maple Lake, Minnesota

Cechy szczególne: strój lalki wykonano ręcznie

Data: prawdopodobnie lata'70. XX w. 

Kraj produkcji: USA