wtorek, 5 lutego 2013

Łowiczanka - ikona polskiego folkloru i moje niespełnione marzenie z przedszkola/Lowiczanka - Polish folk icon, and my unfulfilled dream of kindergarten



Traf chciał, że całe swoje warszawskie życie, (to jest prawie całe, dotychczasowe w ogóle), przemieszkałam niemal vis a vis Cepelii. Była ona drugim, tak atrakcyjnym sklepem dla małej dziewczynki, oprócz Veritasu, z jego połyskliwym sprzętem liturgicznym, budzącymi respekt ikonami i gipsowymi aniołkami, które chętnie potraktowałabym jak zabawki.
I w jednym i w drugim, robiłyśmy czasem z Babcią zakupy. Veritas działał na wyobraźnię, Cepelia na zmysł artystyczny. Trudno było odciągnąć mnie od wystaw z dioramami wiejskich chałup, ceramicznych wazoników, na nabycie których pozwalał czasem, zawsze skromny budżet domowy, drewnianych koników (o, ludzie, ale o takim bezskutecznie marzyłam!), czy szopek krakowskich.



Obiecałam sobie nawet, że szopkę taką, po pierwsze kiedyś kupię, po drugie, spróbuję zrobić. Co ciekawe, gdy teoretycznie mogłam pozwolić sobie na podobny zakup, nie miałam już potrzeby. A na działalność artystyczną z takim rozmachem, może i znalazłby się już ślad jakichś umiejętności, ale czasu nadal brak. No i skąd zdobyć teraz barwną folię aluminiową?
W Cepelii, było jeszcze coś, doprowadzającego mnie do obłędu: stroje ludowe dla dziewczynek. Nie mogłam się zdecydować, który zachwyca mnie bardziej: krakowski z kwiecistą spódnicą i kamizelką upstrzoną cekinami? Czy łowicki z pasiastą zapaską, obszytą u dołu czarną aksamitką ze zdobieniami? Doszłam do wniosku, że góra bardziej podoba mi się w wersji krakowskiej, a dół - w łowickiej. Dlatego też, zapytałam w domu, czy można by nabyć taki zlepek na zabawę karnawałową. Dowiedziałam się, że trzeba by, kupić oba, a dla nas zakup nawet jednego, stanowił wydatek z innej galaktyki ekonomiczej. Poddałam się i zaproponowałam kompromis: "Kupcie mi chociaż, lalkę w stroju ludowym". Usłyszałam bezlitosne: "Przecież ty nie bawisz się lalkami". Nie drążyłam więc tematu. Zabrakło mi rzeczowych argumentów...
Niespodziewaną rekompensatą, stały się zerówkowe występy artystyczne w specjalnie wypożyczonych na tę okazję, strojach krakowskich. Z niecierpliwością odliczałam dni i zanim nastał ten właściwy, z przerażeniem wyplułam dwie górne, mleczne jedynki. No, też nie miały kiedy wypaść! Taka niegodziwość!
I to by było na tyle historii.



Lalkę w stroju łowickim, kupiłam, niespełna 2 lata temu. Swoją estetyką, przywodzi na myśl te, które pamiętam z przełomu podstawówki i liceum (lata '90 XXw.). Cała ta komiksowość twarzy, przypomina grafikę "firm polonijnych", królującą zwłaszcza na opakowaniach słodyczy, okładkach zeszytów, czy naklejek, wzorowanych na wczesnym Disney'u.
Dla przykładu: Pinocchio z 1940 r.  





Nie można jednak odmówić mojej laleczce, dobrze wykonanych detali stroju, mimo pewnego ich uproszczenia. Trudno się jednak dziwić. Jest niedużą postacią - liczy tylko 16 cm. Jak na taki drobiazg, ma prawdziwą jedwabnicę, czyli kwiecistą chustkę wiązaną do tyłu; bielunkę, to znaczy koszulę z rękawami w kształcie dzwonów, które jednak powinny być ozdobione haftem, a nie tasiemką; korale, niestety nie naturalne, a z plastikowych perełek; oraz zapaskę, czyli spódnicę z pasiastego samodziału, wykończoną aksamitką. Najgorzej, wprost po partacku, wypadła góra: aksamitny stanik, zwany kiecką, lub wełniakiem - powinien być ozdobiony barwnym haftem. A, że lalka przyszła do mnie z drugiej ręki, za pośrednictwem Allegro, brak jej trzewików; dla porządku dodam, wysokich do połowy łydki.


Pierwsza warstwa, z wierzchu i ze spodu:



Druga warstwa:


I to, co pod nią :-)


Laleczka wykonana jest z plastiku, a głowę ma z miękkiej gumy.
Jak, napisałam, jej estetyka trąci już myszką. Podobnie, jak i opis aukcji, w którym przeczytałam: "Lalka, którą każda polska dziewczynka powinna mieć w domu".
Dziś w domu jest zazwyczaj tylko Barbie, lub Monster High. Oba rodzaje lalek są oczywiście w mojej kolekcji i bardzo je lubię. Ale ja stawiam na różnorodność. Zawsze można było i nadal można, znaleźć u mnie wszystko. Prawo porównania i wyboru.
Jestem z rocznika, pamiętającego jeszcze, jak wygladał świat, w którym wyboru nie było...


Wysokość: 16 cm.
Czas powstania: lata '90 XX w.
Tworzywo: plastik, guma.
Cechy szczególne: estetyka wczesnej animacji Disney'a.
Sygnatura: brak.
Kraj produkcji: Polska.

Height: 16 cm.
Period: '90 years of the twentieth century
Material: plastic, rubber.
Special features: the aesthetics of early Disney animation.
Signature: no.
Country of production: Poland.

niedziela, 3 lutego 2013

An Indian product - made in China.




Tytuł mówi sam za siebie. W tej formie jest tak wymowny, że niepotrzebny mu żaden polski odpowiednik. Śmiało mogłabym napisać o miejscu w jakim żyję tu i teraz: ŚWIAT MADE IN CHINA. A ponoć lalkę jej poprzedni właściciel, przywiózł z jednego z Rezerwatów...


Została kupiona za prawie 9 dolarów. Zabawne, że ja odkupiłam ją na Allegro za jakieś 3 złote :-)




Tuż po licytacji, otrzymałam od Sprzedawcy maila, w którym pisał, że skoro zbieram takie etniczne gadżety, to dorzuci mi jeszcze oryginalne rzemienie do warkoczy, jeśli dopłacę kolejne 3 zł. Ochoczo zgodziłam się w ciemno, bo włosy znów mi odrosły i warkocze przy tej ich długości, stanowią najwygodniejszą dla mnie fryzurę.





Sama laleczka twarz i kończyny, ma wykonane z porcelany. Wśród innych moich Indianek z tego tworzywa, prezentuje się najskromniej. Pewnie dlatego, bo i sama jest skromnej postury - liczy niespełna 21 cm. O jej stroju nie ma co pisać, choć by się chciało: jest wprost ascetyczny, a jedyne zdobienia to zwykła, fabryczna tasiemka... made in China. Typowy, współczeny souvenir. Nie wiem też, czy Chińczyk w założeniu wysilił się na jakieś obuwie. Mała Indianka jest bosa i taką też posłałam ją na sesję zdjęciową w duży śnieg i mróz sprzed tygodnia. Wierzę, że zdążyła już przyzwyczaić się do braku obuwia.
Tymczasem po czystej bieli pozostało wspomnienie, a z bałwana na osiedlowym trawniku, tylko kawałki marchewki moczące się w kałuży. Przypomnijmy sobie zatem, jak ładnie było...



Moja mała, chińska Indianka najbardziej wymowne ma oczy. Lekko wystraszone, pasujące do twarzy bez uśmiechu. Przypomina dziewczynkę, błądzącą po lesie, która zbyt daleko odeszła od rodzinnej wioski.






Wysokość: 21 cm.
Czas powstania: po roku 2000.
Tworzywo: porcelana.
Cechy szczególne: pamiątka z indiańskiego rezerwatu.
Sygnatura: brak.
Kraj produkcji: Chiny, oczywiście :-)

Height: 21 cm.
Period: after the year 2000.
Material: porcelain.
Special features: a souvenir of an Indian reservation.
Signature: no.
Country of origin: China, of course :-)

piątek, 1 lutego 2013

Bollywood Legends - Priyanka Chopra (2)


Priyanka Chopra nie pochodzi z aktorskiego rodu, może za to poszczycić się tytułem Miss World, który zdobyła w 2000 roku. To, automatycznie dało jej przepustkę do branży filmowej. Znam tylko jeden obraz z jej udziałem, zatem nie czuję się uprawniona do oceny umiejętności aktorskich najpiękniejszej kobiety świata.
Jedno powiem z czystym sumieniem: lalka wydana przez Spin Master, w przeciwieństwie do Kajol, idealnie oddaje podobieństwo Priyanki.






"Parametrów technicznych" nie będę powielać, bo o wadach i zaletach miniaury indyjskiej piękności, napisałam w poprzednim poście dotyczącym Kajol.
No, dobra, o zaletach mogę jeszcze raz. Tego nigdy dosyć!
Piękne, realistyczne detale, prawdziwe bindi na tkaninie i brokat, oraz bransolety z jhumką.





Kolczyk niestety, odpadł mi zaraz po zakupie. Cóż, bywa. Całe szczęście, że istnieje klej "kropelka", niezawodny na każde brakoróbstwo.


Obiecałam, że napiszę, za co lubię i cenię specyficzne kino Bollywood. Choć nie od początku tak było. Ale świadomy uczestnik kultury powiniem chcieć poznać różne gatunki, nawet takie, do których intelekt go nie ciągnie :-). Bo właśnie prostota, schematyczność i oderwanie od rzeczywistości (często nie tylko indyjskiej) dość długo mnie zniechęcały. Przyciągnęła oprawa estetyczna i choreografia. Lubię gdy obraz filmowy wzbogacony jest o śpiew i taniec, co zachęciło mnie do tej kinematografii. Odkryłam z zaskoczeniem, że przenikanie się prawie wszelkich możliwych gatunków, gwarantujące nagle zwroty akcji... po ludzku, wciąga mnie w fabułę. To jeszcze nie uwiodło, a dopiero zainteresowało. Ale już nie byłam nastawiona tak negatywnie, jak do jaskrawych, sztucznych wiązanek przed cmentarzem. Poległam na emocjach, bo te aż kipią i czasem nawet wygrywają z banalnym scenariuszem. Uświadomiłam sobie, jak dalece rozrywkowe kino europejskie i amerykańskie od tych emocji odeszło - jak je zdewaluowało szybkim seksem, wulgarnym językim, pastiszem. I jeśli ktoś mówi, że Bollywood to: "Taki kicz, a fu, szkoda kasy i sprzętu", ja mogę to samo powiedzieć o zdecydowanej większości tzw. "komedii romantycznych", w których nie ma ani nic romatycznego, ani śmiesznego, czy prawie całej współczesnej sensacji, zalanej krwią, pełnej dewiantów, wykopanych chyba z podręcznika psychiatrii.

W bollywoodzkim kinie jest to, czego boimy się najbardziej - prawdziwe uczucia, wierność i zaangażowanie. Że o szacunku do rodziców nie wspomnę. W "naszej" kinematografii o rodzicach  wspomina się marginalnie. Nie są potrzebni fabule, no może tylko po to, żeby w jakimś epizodzie ciasto podać i zadać kilka płytkich pytań.
OK. Bollywood to kolorowa bajka. Ale nich mi ktoś powie, że uczy złego!
I w którym współczesnym filmie amerykańskim ginie główny bohater? Wprost przeciwnie: każdy jest cyborgiem odpornym na ostrzał i ciosy. Jak trzeba, w pojedynkę ratuje świat. W bollywoodzkim filmie, niczym w życiu - wszystko jest możliwe, śmierć także. Wcale też nie łatwo dojść do celu.
I choć nie mamy rozbuchanych scen erotycznych (od niedawna są w ogóle jakiekolwiek), całość nasycona jest aluzjami, podtekstami, które z luźnym uśmiechem wychwytuje się w tekstach piosenek i zawoalowanych scenach.

Mogłabym dłuuuugo jeszcze pisać, analizować, porównywać. Zamiast tego, zachęcam do obejrzenia np. "Salaam namaste", filmu zrozumiałego w każdym kręgu kulturowym.



Wysokość: 29 cm.
Czas powstania: 2006.
Tworzywo: plastik.
Cechy szczególne: lalka ma twarz indyjskiej aktorki.
Sygnatura: 2006 BLC LTD
Kraj produkcji: Chiny (jak wszystko, dzisiaj)

Height: 29 cm.
Period: 2006.
Material: plastic.
Special Features: doll has a face of Indian actresses.
Call: 2006 BLC LTD
Country of origin: China (as every thing today)








środa, 30 stycznia 2013

Bollywood Legends - Kajol (1)


Przepraszam. Dziś nie miało być znowu o Indiach. Ale tak wyszło :-) Akumulator w aparacie siadł i uniemożliwił mi uwiecznienie postaci z bliższej nam krainy. Jest zatem Kajol - lalka wyprodukowana na cześć gwiazdy współczesnego kina indyjskiego w 2006 r.
Cztery lalki z serii: "Bollywood Legends" są tworem Spin Master (firma produkująca znane w Polsce lalki Liv z pełną artykulacją, szklanymi oczami i wymiennymi perukami) oraz Funskool (India) Ltd. Niemniej, na plecach mają napisane to, co wszystkie współczesne piękności: Made in China :-)


Lalkowa Kajol prezentuje strój z najdłużej wyświetlanego w Indiach filmu: "Dilwale Dulhania Le Jayenge", znanego u nas pod tutułem: "Żona dla zuchwałych".


W biografii Shah Rukh Khana, partnera Kajol w tej historii, (autorka: Anupama Chopra, gdyby ktoś chciał znaleźć - polecam!) czytam: "DDLJ miał premierę 20 października 1995 roku. Po kilku latach widownia w kinie Maratha Mandir składała się głównie z ludzi oglądających film po raz kolejny. W miarę jak rozwija się akcja na ekranie, widzowie wznoszą głośne okrzyki, powtarzają na głos dialogi i śpiewają razem z aktorami. Projekcja przypomina przedstawienie dobrze wszystkim znanej mitologicznej opowieści na wioskowym placu. Koniki przed kinem mówią o stałych klientach, którzy widzieli film dwadzieścia, lub trzydzieści razy. Niektórzy przychodzą spóźnieni o pół godziny, inni wychodzą z kina po zakończeniu ich ulubionej sceny czy piosenki. (...) Powszechnie przyjmuje się jednak, że "DDLJ" zarobił 600 milionów rupii (13,5 miliona dolarów)." Niemało, jak na kolejną historię miłosną!


Kajol znam jeszcze z poważniejszej w tonie, choć równie baśniowej opowieści o niewidomej dziewczynie: "Fanaa", gdzie wzrusza swą kruchością i bezbronnością. A także z najpopularniejszego u nas i wcale nie mojego ulubionego (hitu również w innych krajach europejskich): "Czasem słońce, czasem deszcz". Do kina bollywoodzkiego wrócę w następnym odcinku, przy prezentacji drugiej lalki. Ale gdybym miała w jednym zdaniu powiedzieć, za co lubię Kajol, powiem, że za to samo, za co cenię całe rozrywkowe w końcu, kino bollywood: Za autentyzm emocji.
Czy lalka jest podobna do aktorki? Oceńcie sami.




Sama lalka jest wysokości Barbie. To bardziej figurka do ustawienia w witrynie (nie zgina nóżek, nie kręci główką, rączki ma tak zamocowane, że mogą wyskoczyć przy ustawianiu :-), ale jest dużo efektowniejsza oraz staranniej w sferze wizualnej wykonana, niż Hinduski z "Dolls of the World" Mattela. Kolejne odsłony mattelowskich lalek z Indii (w "Księżniczkach" i "Festivales") są już porównywalne z BL. Ale stroje i ozdoby, mimo wszystko wygrywają w tym przypadku!

bransoletki z jhumką


bindi na materiale


Co ciekawe, lalka Kajol na wszystkich zdjęciach, jakie widziałam, łącznie z moimi, wychodzi mniej korzystnie niż w rzeczywistości. Widać, w przeciwieństwie do swojego ludzkiego pierwowzoru, nie lubi blasku fleszy.


Ja też nie lubię, choć bez wątpienia artystyczne stylizacje są mi miłe. Gdy przyjaciółka z dzieciństwa (ta od pomocy w moich tajnych, lalkowych zakupach), zrobiła mi kiedyś sesję a la Bollywood, choć boom na ten rodzaj kinematografii w naszym kraju dopiero nieśmiało się rozpoczynał - oczy mnie rozbolały autentycznie od felernej lampy błyskowej, która świeciła nie wtedy kiedy powinna, spowijając scenografię to w lekko trupiej poświacie, to w mroku dla kreta. A gdy z góry spadła gigantyczna tekturowa belka, przytrzymująca tkaniny w tle i palnęła w mój łeb z siłą rakiety, sesja naturalną koleją zdarzeń, dobiegła końca :-)




Wysokość: 29 cm.
Czas powstania: 2006.
Tworzywo: plastik.
Cechy szczególne: lalka ma twarz indyjskiej aktorki.
Sygnatura: 2006 BLC LTD
Kraj produkcji: Chiny (jak wszystko, dzisiaj)

Height: 29 cm.
Period: 2006.
Material: plastic.
Special Features: doll has a face of Indian actresses.
Call: 2006 BLC LTD
Country of origin: China (as every thing today)




poniedziałek, 28 stycznia 2013

Arctic Barbie 1996





Dziś z kolorowych, gorących Indii, wracam na chwilę do rzeczywistości, przedstawiając mieszkankę arktycznych rejonów Ameryki Północnej, Grenlandii i Półwyspu Czukockiego. Bo to, co od wielu dni obserwuję z okna, znacznie bardziej przywodzi na myśl, tamte krainy.
Na szczęście, choć pewnie jestem w mniejszości, ja osobiście uwielbiam zimę z jej krótkimi dniami, koronką nagich drzew i śniegiem skrzypiącym pod butami. Ależ to działa na wyobraźnię!  Nie ma bardziej magicznej pory roku, w której niemal wszystko trzeba sobie dopowiedzieć. Żadnej dosłowności, konkretnych kwiatów, czy jaskrawych liści. Świat śpi - ja nie. Zaryzykuję wyznanie, że od kilku lat, to w ogóle moja ulubiona pora roku. Wyraz tej sympatii dałam wczoraj, wychodząc na spacer z bohaterką dzisiejszej opowieści. Tak zmrożony śnieg ma tę zaletę, że nawet oporne lalki stoją na nim grzecznie, nie przewracając się i nie zapadając.  




Lista książek mojego wczesnego i późnego dzieciństwa, jest niemal tak długa, jak liczna jest kolekcja moich lalek. Znajduje się na niej także, osadzona w realiach współczesnej Kanady: "Anno, pojedziesz na Północ" Haliny Ogrodzińskiej. Pozostaje tylko żałować, że nie wznawia się takich tytułów. Cóż, nie ma tam sensacji i wulgarności. Jest za to ładny, normalny język i mądra fabuła. Dlatego z góry należy założyć, że by się nie sprzedała :-)


Poprawność polityczna w pierwszej kolejności reformuje nazewnictwo. Dziś już nikt cywilizowany nie nazwie publicznie Roma - Cyganem, Afroamerykanina - Murzynem, czy Inuity - Eskimosem. Ta ostatnia nazwa znaczy tyle, co "zjadacz surowego mięsa". Słowo inuit, to po prostu: "ludzie".
Moglibyśmy nauczyć się od nich, na przykład, silnego poczucia solidarności. Bo gdy u nas, co i raz wybuchają przepychanki w temacie domów dziecka, rodzin zastępczych, czy procedur adopcyjnych, u Inuitów nie istnieje problem sierot - dzieci, które straciły rodziców, natychmiast przechodzą pod opiekę sąsiadów.
Gdy firma Mattel wydała w serii: "Dolls of the World", 2 pierwsze, dziewczyny z Północy, nazwała je: "Eskimo Barbie". Dopiero w 1996r., prezentowaną tu trzecią odsłonę Inuitki, wypuściła w ukulturalniony świat pod szyldem: Arctic Barbie.    






Po raz trzeci Mattel do Barbie z Północy używa moldu Kira, zarezerwowanego w seriach etnicznych, tylko dla Azjatek. Po raz pierwszy strój jest brązowy, a nie biały jak w dwóch poprzednich edycjach. Ogólnie, lalkę oceniam, jako bardzo udaną.



Wysokość: 29 cm.
Czas powstania: 1996.
Tworzywo: plastik.
Cechy szczególne: zmiana nazwy na pudełku.
Sygnatura: Mattel Inc.
Kraj produkcji: Malezja.

Height: 29 cm.
Period: 1996.
Material: plastic.
Special features: change the name on the box.
Signature: Mattel Inc.
Country od production: Malaysia