czwartek, 20 sierpnia 2015

Czarna Iman z serii City Shine.


Szybciej niż przypuszczałam mam wolne. I niestety przez to dwudziestostopniowe ochłodzenie, gdy większość Polaków odetchnęła z ulgą, ja zdołałam już się zaziębić… 
;-) . Coś na rozgrzanie?



Idea Barbie Basics, która narodziła się w 2009 r. po dziś dzień ewoluuje w barwnej, profesjonalnej kontynuacji. Perfekcyjne w swoim realizmie, godne bogini, ciałka „Model Muse”. Urozmaicone, różnorodne moldy zaczerpnięte z historii Mattela, zazwyczaj z wprawionymi rzęsami i drobiazgowym malunkiem oka. Skromne, ale jakże eleganckie kreacje. Oto znak rozpoznawczy tej linii. Linii, będącej nieco „biedniejszą krewną”, pozycji super – ekskluzywnych, za dziesiątki dolarów, przeciwstawionej jak zwykle tanim „playline’om”, niegdyś zwanym „pink box”. Rzec można, że to produkt adresowany do tzw. „klasy średniej”. The Barbie Look Red Carpet (2013-2014), czy The Barbie Look City Shine (2014). Dla mnie są fantastyczne i w swoim pięknie – ponadczasowe! Co ważne, każda lalka ma w pudelku certyfikat autentyczności i stojak. Ciekawostką jest brak wygrawerowanego napisu z logo firmy na plecach, za to na wysokości krzyża, dziewczyna niczym dziwaczny tatuaż - szyfr, nosi trzy rzędy numerów.



Tylko dzięki Ewie z bloga „Porcelanowe Lale” mam to cudo na moldzie genialnej lalki prezentowanej ostatnio -  to znaczy: Mbili (2001r.).



Od Ewy dostałam wiosną cynk, że sklep internetowy w odległej dzielnicy Warszawy, ma wybitnie okazyjną wyprzedaż. Kliknęłam bez większych wyrzutów sumienia, skoro mogłam odebrać towar osobiście i dodatkowo zaoszczędzić na paczce. Wyprawa okazała się prawie oniryczną przygodą na kraj świata, przez całą trasę warszawskiego tramwaju 18… Dodając czas dojazdu do samej stolicy i moją topograficzno – logistyczną niewiedzę (nie obeszło się bez planu), muszę powiedzieć, że zaliczyłam prawdziwą podróż ;-).



W serii City Shine, znajdują się 4 postacie. Wszystkie zjawiskowe, idealne…


Do domu przytaszczyłam jedną, choć chrapkę miałam na dwie. I dwie właśnie czekały odłożone na mnie. Ale ja zmylona błędnym zdjęciem w necie, oczekiwałam dodatkowo delikatnej Mulatki w złotej sukni. Zamiast niej, podano mi damę na moldzie Steffie z nowszej edycji. Kiedyś, przygarnęłabym to cudo z radością, ale czas, okoliczności – weryfikują wybory. Steffie mam już satysfakcjonującą ilość. Pozostałam przy tej, hebanowej pannie, której jako drugiej w mojej kolekcji, nadałam imię: Iman… Ewo, dziękuję za pamięć!!!


A tu już kilka zjawiskowych zdjęć naszej cudownej Wisły w centrum Warszawy, którą z jej rekordowo niskim poziomem wody, uwieczniłam wczoraj. 









I jeszcze na drugim blogu zbliżony klimat: nowe oblicze starej doniczki.  simran2pl.blogspot.com



Wysokość: 30 cm.
Tworzywo: plastik, guma.
Sygnatura na głowie: TM 2001, Mattel.
Data produkcji: 2014.
Kraj produkcji: Indonezja.

niedziela, 9 sierpnia 2015

Mbili - czarna bogini. Dziecko genialnego projektanta/Mbili - black goddess. The child genius designer.


Drugi dzień tego zupełnie wolnego weekendu z afrykańskimi temperaturami na termometrze, wykorzystałam podobnie intensywnie jak wczoraj: pożytecznie i przyjemnie. Przyjemność łączyła się przede wszystkim z lalkami. Choć miałam zająć się ukończeniem obrazu, złociste światło wygnało mnie z aparatem znowu tam, gdzie mam najbliżej - czyli do lasu. Wzięłam jedną z serii plażowych i w dość dużym stresie (zaatakowała mnie osa) fotografowałam panie w bikini na piaszczystej drodze, czyli mojej dyżurnej "plaży", gdzie zawsze kreuję podobną scenografię. Nie miałam jeszcze czasu upewnić się, czy wszystkie dodatki nadające realistyczny nastrój kadrom wróciły do domu - żywię jednak nadzieję, że tak. Dziś zresztą, byłam jedyną osobą w lesie (od wczoraj na drodze nie pojawił żaden nowy ślad) więc czułam się jakbym odmłodniała przynajmniej 20 lat ;-). Siedziałam sobie na środku z lalkami i miniaturkami, które ustawiałam pod obiektyw, jak dziewczynka zanurzona w zabawie. Na czas sesji wyłączyłam obawy w stylu: "Co sobie pomyśli rowerzysta, albo spacerowicz?". Na szczęście normalni Polacy o 15. siedzieli w domach, albo oblegali Zegrze, więc Kida mogła bezkarnie ulec artystycznemu zdziecinnieniu. Pewnie dopiero jesienią pokażę efekty tej sesji, tymczasem chciałam się podzielić radością z posiadania jednej z tych kilku lalek, które przed laty powaliły mnie swą urodą przed monitorem komputera. I których nigdy miałam nie mieć...


Oto Mbili kultowego, czarnoskórego projektanta Byrona Larsa. Lalka, którą zobaczyłam na oficjalnej stronie Mattela w 2002 r. wywróciła cały mój kolekcjonerski świat do góry nogami. W tym czasie zbierałam tylko lalki regionalne, nieliczne porcelanowe i oczywiście Barbie, na które morderczo odkładałam stypendium, albo pieniądze zarobione z rozdawania ulotek pomiędzy wykładami. Z poświęceniem godnym lepszej sprawy zdobyłam tak na Ebayu parę cudów z lat '80 i niedługo 2 sztuki z serii Modern Circle. Ale Mbili, podobnie jak Bogini Azji innego genialnego artysty - Boba Mackiego, była lalką, o której nie wypadało nawet marzyć. A jednak dla mnie to był ten moment, w którym o mały figiel nie przestałam zbierać lalek! Na punkcie tej zjawiskowej postaci dostałam po prostu, kolokwialnie rzecz definiując - potężnego kota. Pamiętajcie, że na światowym rynku, czarna Barbie (Christie) miała wtedy jeden z mniej etnicznych moldów: "Asha". Więc nawet własna twórczość typu OOAK była także poza zasięgiem ówczesnych realiów. Czułam, że moje dalsze zbieranie nie ma najmniejszego sensu. Lecz... powierzchownie uporałam się z tym kryzysem i kupowałam względnie tanie lalki, choć zadra w sercu na widok innych niezwykłych pań pozostała... Niemożliwość zdobycia tych, śniących mi się po nocach, perfekcyjnych, magicznych, prawdziwych dzieł sztuki - wpisałam w naturę osobistej kolekcji. Dlatego gdy w 2012 r. zmieniło się tak wiele, że m.in. zdobyłam Mbili, wciąż jeszcze nie wierzyłam w ogrom własnego, kolekcjonerskiego szczęścia. A ponieważ była to wtedy moja jedyna radość, przyjęłam ją jak balsam na zbolałą duszę i satysfakcję odczuwam do dziś :-)


Parę słów o samym artyście - czarnoskórym projektancie mody, który własną wytwórnię założył w 1991 r.


Choć ma już na karku 5. krzyżyk, znakomicie wyczuwa współczesne trendy. Projektuje doskonałe ubrania dla ludzi ( m.in. w 2011 r. stworzył kreację dla Michelle Obama, z okazji upamiętnienia rocznicy zamachów na WTC).  


Ale upodobał sobie także lalki - obowiązkowo czarnoskóre na etnicznych moldach. Każdy jego projekt, to prawdziwe, dopracowane w każdym detalu arcydzieło.




Początek jego pierwszej lalkowej serii, to rok 1997. Od tego czasu stworzył około 20 genialnych, modowych istnień na modelkach liczących niespełna 30 cm. W tym czasie niezmienne pozostało jedno - wszystkie jego "dziewczyny" były czarne.




 Poza tym, na wszelkie możliwe sposoby żonglował konwencją tak stylistyczną, jak i narodową. Wydobywał to, co w każdej kulturze najbardziej wyraziste. Łączył czasem skrajne, nieprawdopodobne sprzeczności. A jednak nic się u niego nie gryzło ;-) Szukał i nadal szuka analogii. Jestem ogromnie ciekawa jego dalszych modowych objawień, bo w takich kategoriach traktuję to, co robi. Mbili to jedna z 5. lalek z mojego ukochanego cyklu " Treasures of Africa" osnutego na kanwie tego barwnego kontynentu i jak do tej pory jedyna, którą mam z tej fascynującej serii...







sobota, 8 sierpnia 2015

Princess Zara and the Dressmakers of Zaboomga + mała wyprzedaż.


Korzystając z wolnego weekendu i faktu, że w te upały chyba tylko ja jedna odczuwam przypływ energii, chciałam Wam pokazać etniczną księżniczkę Zarę - jak znalazł na aurę ostatnich dni ;-).



W całym ogromie mojej kolekcji czarnoskórych lalek, prezentowana dziś postać, wyróżnia się pod każdym względem na tle projektów Mattela spod szyldu African American. Choć Zara posturą przypomina zwykłą Barbie nie będę jej porównywać. Słabsza jakość plastiku, drobne, schematyczne stopy wbite w jesienne, europejskie czółenka, to ewidentne mankamenty. Za to pod turbanem kryją się długie, mocne włosy. A grube bransolety na rękach są z drewna, żaden tam malowany plastik. Niewątpliwym atutem tej lalki, jest jej bardzo autentyczny, afrykański "look" - od realistycznego moldu, na ubiorze skończywszy. Choć, ktoś, kto zaprojektował efektowny w kolorycie i fasonie strój, chyba pomylił Afrykę z Arktyką. Bo żeby ubrać mieszkankę Czarnego Lądu w ... polar??? Najwyraźniej, artysta z Zaboomga zbyt długo przebywał w (polskim) słońcu ;-).




Z wyjątkiem tego kuriozum, Zara solo, bez wsparcia w sesji wymuskanych Nikki, czy koleżanek S.I.S., zasługuje na podziw. Jej ciepła, dojrzała uroda, to rzadkość wśród lalek nie tylko ciemnoskórych. Ot, taka wiecznie roześmiana ciocia, snująca pouczające opowieści o życiu i częstująca kuskusem. ;-)



Szacunek budzi też idea projektu. Oprócz dobroczynnego celu, na który przeznaczono część wpływów ze sprzedaży tej lalki,


Zara ma inspirować dziewczynki, ale nie tak jak Barbie tylko do bycia piękną i modną, lecz do odkrywania siebie poprzez podróże. W pudełku znalazłam film dvd, którego wciąż jeszcze nie obejrzałam. Z opisu wynika, że opowiada o pokoleniach kobiet połączonych dziedzictwem rodziny i o równouprawnieniu.



Dodano też ten efektowny gadżet, czyli puzderko wypisz - wymaluj jak z India shopu.


W środku znajdowały się 2 rodzaje plastikowych koralików, przeznaczonych do samodzielnego zrobienia osobistej ozdoby. Lalkę kupiłam 5 lat temu za pośrednictwem Allegro. Ktoś, chyba jedna osoba, wystawił na aukcję parę egzemplarzy. Zara w kilku wariantach stroju i wcieleniach społecznych, narodziła się w 2007 r. Nic mi nie wiadomo o kontynuacji projektu. Na pewno, pojawiła się też jako motyw wiodący m.in. na serii akcesoriów szkolnych.
Co jeszcze powinnam dodać? W pudełku znajduje się również specjalna karta z kodem dla właścicielki. Po zalogowaniu na podanej stronie, użytkowniczka otrzymuje dostęp do internetowej społeczności Zary i może prowadzić korespondencję z dziećmi z różnych krajów. Oto jak stara kultura, łączy się z nowoczesną technologią w pouczający i kreatywny sposób. Nie próbowałam zaglądać do grona fanów Zary, (z góry założyłam, że adresatami są dzieci) i szczerze mówiąc nie wiem, czy strona nadal istnieje... Na pudełku nie ma nazwy firmy, jest za to nowojorski adres. W internecie lalkę promuje Toy Directory, który o sobie pisze, że online istnieje od 1996r. Więcej Wam nie powiem, bo z tego upału komp ledwo chodzi. To tyle afrykańskich faktów na dzisiaj. Trzymajcie się ciepło :-)      



A jeśli ktoś chce przygarnąć poniższe 2 zdublowane panie z mojej kolekcji, lub chociaż jedną spośród tych niewiast, niech da znak. Koszt 25 zł za sztukę:







Wysokość: blisko 29 cm, bez nakrycia głowy.
Tworzywo: guma, plastik.
Sygnatura: brak oznaczeń firmowych na ciele; z tyłu głowy: PZI 2005
Cechy szczególne: lalka "zaangażowana społecznie".
Kraj produkcji: Chiny.
Data produkcji: 2007 

Height: nearly 29 cm, without headgear.
Material: rubber, plastic.
Signature: no corporate markings on the body; back of the head: PZI 2005
Special features: doll "socially engaged".
Country of production: China.
Date of manufacture: 2007