środa, 9 stycznia 2019

LIV dolls


I znowu, całkiem przypadkowo odkryłam część Waszych komentarzy w "oczekujących na zatwierdzenie". Zagadkowa sprawa, bo mój blog póki co, jest w pełni demokratyczny, komentować może każdy, jak to mawiają: no limits.
Chyba chodzi o odgórną zmianę jakichś ustawień, coś tam już nie jest obsługiwane, ale szczerze mówiąc nie mam czasu przekopywać się przez internetową lekturę. Nie prosiłam o te modyfikacje. Mniej uciążliwe będzie zaglądanie do zakładki "komentarzy oczekujących";-)


Zastanawiałam się, czy pokazywać Wam te charakterystyczne, ale dobrze opisane na wielu blogach lalki jakimi są LIV, zwane populanie Livkami?... Ale skoro przez 8 lat przyplątały się do mnie 4, a  podczas ubiegłorocznego lipcowego, przedburzowego spotkania z Inką w Ogrodzie Saskim te zniewalające istoty o przestrzennych, akrylowych oczach, stały się przedmiotem jednej z sesji, to żal byłoby przemilczeć ów epizod.
Epizod, właśnie. W dobie, gdy na rynku istniało niewiele tak ruchomych lalek, Livki, z ich 14 punktami artykulacji, robiły wrażenie, tym bardziej, że reklamowano je jako postacie mogące przyjąć aż 150 póz! Spin Master Ltd, wydawała je w latach 2009 - 2012. Pierwotnie wykreowała 3 główne bohaterki - jedną z nich była Daniela o hiszpańskim rodowodzie. Zabawne, że lalka, o której marzyłam najsilniej, dotarła do mnie jako ostatnia.





Laleczki jak widać są perukowe, ale ich moldowane, krótkie fryzurki, znakomicie podkreślają subtelność twarzy.
A tak Daniela (z prawej) wygląda w wigu bjd Ineczki:


Faktycznie, jako pierwsza, dotarła do mnie Alexis, o oczach w kolorze toni jeziora. W założeniu producenta, miała reprezentować Afroamerykankę. 




Subtelną Katie, kupiłam kilka lat później.


Krótko po niej, już w nowym miejscu zamieszkania, bardzo okazyjnie zdobyłam Sophie. Całkiem inna w kolorycie, więc żal było nie kupić, tym bardziej, że miałam już 2. Jej nieco przerażające spojrzenie jaskrawo-jasnych oczu, mogłoby uczynić z niej intrygującą bohaterkę horroru ;-)


  Jak to w takich dziewczęcych seriach bywa, trzeba było uzupełnić ją o jednego chłopaka. Jake, moim zdaniem popełnia częsty błąd, jest zbyt dziewczęcy - właśnie! :-), za mało charakterystyczny i autentyczny, ogólnie słabo wizualnie dopracowany. Dlatego, choć ukazał się chyba tylko raz, zrezygnowałam z jego kupna. 
Liv Dolls, ustąpiły pola bardzo karykaturalnej i jeszcze bardziej dysproporcjonalnej serii kolorowych laleczek - La Dee Da. Ten całkiem inny projekt, nie mający estetycznej kontynuacji względem Livek, został przerwany jeszcze szybciej, bo w 2014 r.   
Trudno oprzeć się subiektywnemu spostrzeżeniu, że lukę w produkcji artykułowanych nastolatek o delikatnych twarzach i akrylowych oczach, wykorzystało jakże często reagujące błyskawicznie na potrzebę rynku - MGA Entertainment. Project MC2, wypisz-wymaluj przypomina doroślejsze i bardziej proporcjonalne Liv-ki.  
Niestety, żadna jeszcze nie trafiła mi się okazyjnie...

Dla tych, którzy rozmarzyli się letnio, mam coś na ochłodę ;-) Mój termometr o 6.29, wskazuje -6 stopni. 
Tak świat wygląda u mnie:




Tak lśni stolica :-) (i przyznam, że właśnie zimą, brakuje mi mojego miasta najbardziej)





Chętnych, do wyrażenia swojej opinii na temat wyrzucania zielonych choinek, zaraz po Sylwestrze, zapraszam gorąco TUTAJ: 
  
https://simran4.blogspot.com/2019/01/bezsensowne-marnotrawstwo.html


wtorek, 1 stycznia 2019

Z Noworocznym pozdrowieniem :-)


Tym z Was, którzy uważają, że kartka z kalendarza to początek nowego cyklu - życzę wspaniałych 12 miesięcy z lalkami, zwizualizowania marzeń i nieziemskich projektów, a także czasu na ich realizację oraz dobrej formy, żeby wszystko powyższe miało rację bytu ;-)













Zapraszam też TUTAJ https://simran2pl.blogspot.com/2019/01/poswiateczna-paczka-ze-starymi-bombkami.html  na ogląd zawartości spóźnionej, świątecznej paczki:



środa, 26 grudnia 2018

Disco Girls/World of Love - by Hasbro


Przepraszam, że nie odpowiedziałam na Wasze komentarze, ale nie miałam siły. Choróbsko minęło, masę czasu i energii pożarło, nie pozwalając mi wielokrotnie uwiecznić fajnych kocich sytuacji moim obiektywem; Święta praktycznie też już w odwrocie... Małe gady rosną jak na drożdżach. Dwa tygodnie temu chłopaki zdążyły już nasiusiać mi do łóżka (perwersja); stłuc świecznik (akt spontanicznego wandalizmu) i ... zeżreć rękę lalki! (przestępstwo najwyższego kalibru - praktycznie powinnam wręczyć nakaz eksmisji, ale po śladach zębów trudno zidentyfikować winowajcę). Zamiast tego, za złe sprawowanie, postawiłam im w sypialni choinkę. Ich prywatną.






Szkoda wszystkiego, ale - trudno. Od narzekania jeszcze nigdy rozlane mleko nie wróciło do szklanki ;-) To samo dotyczy wspaniałej strony internetowej, poświęconej tym uroczym laleczkom vintage, która nawet nie wiem kiedy przestała istnieć...


Disco Girls/World of Love, są kwintesencją przełomu lat '60/70 XXw. Osadzone w estetyce znanej mi jedynie z filmów, czasopism, okładek płyt, oraz wtórnego naśladownictwa pierwszej połowy lat '90 XX, budzą we mnie ogromne wzruszenie.
Przypuszczam, że w Polsce były wtedy zupełnie nieznane. Kilka lat temu, gdy zdobyłam pierwszą z tej serii, znalazłam stronę poświęconą tym lalkom. Tylko dzięki niej, dowiedziałam się, co posiadam i jaka jest historia projektu, istniejącej od 1923 r. firmy Hasbro i Matchbox, znanej nawet u nas w PRL-u ze swoich słynnych samochodzików. Niestety, strona ta nawet nie ma swojego następcy. Informacje, które Wam podam pochodzą w głównej mierze z mojej pamięci, która cóż... też już niezawodna nie jest ;-S
Pojawiły się w 1972 r.  Seria zawierała 4 dziewczyny i jednego chłopaka. Klasyczny schemat oparty na blondynce (Dee), brunetce, rudowłosej i Afroamerykance. To ona, Domino, dotarła do mnie jako pierwsza przed 6. chyba laty, a ja wciąż nie miałam czasu zrootować jej bardzo zniszczonych i przerzedzonych włosów.






Ruda Tia, trafiła do mnie w ubiegłym roku.





Ostatnią nabyłam czarnowłosą Britt, (na ostatnim Zjeździe).



Lalki miały niesamowite hipisowskie ciuchy w różnych wariantach. Marzy mi się jeszcze Tony w wersji z wąsami, ach!
Spotkałam 2 nazwy, ale już nie pamiętam, czemu jedne nazywały się "Disco Girls", a drugie "World of Love". Czy dlatego, że jedne sprzedawano w USA, a drugie w Europie? I czemu na ciałkach moich lalek widnieje tylko sygnatura Hasbro, a na niektórych lalkach w pudełkach, jakie spotykam na serwisach aukcyjnych widzę logo: "Matchbox".
Czy ktoś z Was posiada te informacje?

Wysokość: ok. 24 cm
Tworzywo: guma, plastik
Kraj produkcji: Hong Kong

Miłośników dawnych ozdób choinkowych, zapraszam TUTAJ:

https://simran2pl.blogspot.com/2018/12/koty-grzyby-i-mae-fiaty.html



Trzymajcie się ciepło :-)