poniedziałek, 20 kwietnia 2015

Ryan Amusement Park i inne dzieciństwo/Ryan Amusement Park and other childhood


Połowa moich rówieśników ma już dzieci; niektórzy - całkiem duże. Połowa dopiero planuje, lub też nie. Najczęściej z szeroko pojętych przyczyn ekonomicznych. To mocny znak naszych czasów. Nie jedyny. Ostatnio odbyłam sporo rozmów, tak z dzieciatą, jak i bezdzietną połową znajomych. Wszyscy przyznają, że dzieciństwo dzisiejszych dzieci, rożni się od tego przez jakie przeszły roczniki '70 - '89 bardziej niż dzieciństwo naszych rodziców i dziadków. Dziadkowie załapali się na wojnę, ich dzieci na odbudowę totalnie zniszczonego kraju, wnuki mocniej lub silniej wzrastały w groteskowej epoce PRL -u...
Dziś na piękne zabawki nie odkładamy z kilku pensji i nie stoimy po nie godzinami w kolejce w Pewexie. Mamy niezmierzony wybór kolorowej, estetycznej odzieży i wygodnych, zdrowych butów. Na szczęście o "juniorkach", możemy poczytać sobie jedynie w "leksykonach PRL -u", lub obejrzeć je na starych zdjęciach w rodzinnych albumach. Przedszkole i szkoła, stały się bez porównania bardziej przyjazne i coraz większy nacisk kładzie się na indywidualny rozwój dziecka. Rzadkością i to piętnowaną w mediach, są już sadystyczne panie nauczycielki, czy nauczyciele wprowadzający wojskową dyscyplinę (zaliczyłam na własnej skórze takie przypadki!). Ale w tym całym raju pierwszych dekad XXI wieku są też cienie, które czasem można rozjaśnić sensownym uzasadnieniem, a czasem tylko zaciemnić usilną próbą wyjaśnienia zjawiska niepojętego.
Poraża mnie ilość "śmieciowej żywności", adresowanej do maluchów. Wciąż zbyt duża łatwość w dostępie do słodyczy w sklepikach szkolnych. Brak pielęgniarek. W większości papkowate kreskówki i przeredagowana literatura, o zaniżonym poziomie - twory, których zadaniem jest m.in.: kreowanie bylejakości w każdej dziedzinie. Zaskakuje mnie także obsesyjny lęk przed kontaktem dziecka z przyrodą. W moich czasach (a nie jestem osiemdziesięcioletnią babcią ;-)) naturalnym były spacery do pobliskiego parku na godzinie wychowawczej lub biologii. Wiedza łatwiej wchodziła do głowy, a grabienie liści na kupki, wdychanie ich balsamicznego zapachu, jakoś nikogo nie wpędziło w ciężką chorobę. Przyroda była najlepszym przyjacielem dziecięcych zabaw... Nie wiem czy śmiać się, czy płakać po tym, co usłyszałam od jednej pani pedagog. Kiedy udało jej się wyprowadzić za zgodą rodziców dzieci na spacer w jesienny dzień, okrzykom obrzydzenia nie było końca. Bo mokro, bo brzydko, bo śmierdzi, bo nudno, bo nogi bolą, bo las w grze komputerowej wygląda inaczej. I choć ta osoba pięknie opisuje świat, a z dziećmi ma bardzo dobry kontakt - nie umiała w żaden sposób przełamać ich rozczarowania. Wiele z tych dzieci było po raz pierwszy w podmiejskim lesie...    
A to już pretekst do dzisiejszego posta. 11 - centymetrowy "Ryan Amusement Park", wydany pod szyldem Shelly Club w 2000r. W oryginale miał spacerowy, wiosenny strój: zielone spodenki i podkoszulek w barwne paski. W ręku dzierżył plastikowy, żółty wiatraczek. Oto przykład chłopca, który nie tylko siedzi przed monitorem komputera ;-)


Pojawił się przed laty zaledwie na moment, chyba w jednym sklepie. Długo więc o nim marzyłam, zanim złapałam okazję ze grosze na poczciwym Allegro. W sesji partneruje mu Ryan z zestawu Happy Family (2002r.), o którym napiszę przy okazji. Obaj chłopcy mają ten sam mold z otwartymi ustami.



Ogólnie, z tego co wiem, 11 - centymetrowe laleczki o tym imieniu, wychodziły 4 razy. Raz indywidualnie i 3 razy w zestawie, w tym jednorazowo jako wersja African American.
Dwie dekady później, na użytek serii Fashionistas, firma ponownie sięgnęła do imienia "Ryan" i opatrzyła nim tego przystojniaka. W pewien sposób obu młodzieńców łączy nawet jakieś podobieństwo...


Wysokość: 11 cm.
Tworzywo: plastik, guma.
Sygnatura: Mattel INC.
Cechy szczególne: jedyny chłopiec o tym typie urody, pierwszy o imieniu Ryan.
Data produkcji: 2000r.
Kraj produkcji: Chiny

Height: 11 cm.
Material: plastic, rubber.
Signature: Mattel INC.
Special features: the only boy on the type of beauty, the first named Ryan.
Date of manufacture: 2000.
Country of production: China

25 komentarzy:

  1. To z pewnością jeden z najładniejszych małych chłopców Mattela. Szkoda, że dorosły Ryan wyrósł z piegów ;-)
    Dzieciństwo w dzisiejszych czasach to temat rzeka, mogłabym o nim napisać niejeden post... Cóż, panuje przekonanie, że dziecko to gigantyczny wysiłek i monstrualne nakłady finansowe. Bo malec od chwili narodzin powinien dostawać to co najlepsze - drogie gadżety, pokój pełen zabawek, modne ubrania, prywatne przedszkole, dodatkowe zajęcia i lekcje, samochód na 18 urodziny i mieszkanie, jak skończy studia. Tak, na to wiele osób nie stać. Mój ojczym urodził się po wojnie, w biednej rodzinie, dzieci było troje. Mimo to dzieciństwo wspomina ciepło, z rodzeństwem utrzymuje bliskie kontakty, wszyscy wyrośli na "ludzi". Na kogo wyrosną dzieci wychowane w sterylnym, idealnym świecie, w którym rodzice spełniają wszystkie zachcianki i chronią przed każdym potencjalnym zagrożeniem - nie mam pojęcia.

    OdpowiedzUsuń
  2. Też się nad tym coraz częściej zastanawiam... Na cyborgi, chyba ;-)
    Albo znerwicowane, wydelikacone stworzenia, które po burzy za oknem będą gnały do terapeuty.
    A już tak bez ironii...Prawda o dzisiejszym dzieciństwie w cieniu wyścigu szczurów, ma też drugie dno. Po wojnie matura stanowiła przepustkę do dobrej pracy. Wszyscy mieli mało, każdy coś odbudowywał fizycznie i duchowo. Nikt nie bał się, że straci pracę, więc mu zabiorą mieszkanie. Dzieciom wystarczyła normalna edukacja, bez lekcji języka chińskiego w przedszkolu. Rodzic nie świrował, bo miał pewność, że gdy jego pociecha dorośnie - jakoś sobie poradzi. Czy dziś ktokolwiek z nas ma taką pewność? (nie mówię o pobożnych życzeniach i zaklinaniu rzeczywistości)
    A dostrzeganie we wszystkim zagrożeń: treści bajki, osiedlowym drzewie, miło uśmiechniętym nauczycielu - to świadectwo jak daleko my sami, dorośli, utraciliśmy poczucie bezpieczeństwa.

    PS. Za to facet w Modern Circle zachował piegi! Ale i jego żywot był epizodyczny.

    OdpowiedzUsuń
  3. Długo się zastanawiałam co tu napisać...temat jest rozległy. Czasem mam wrażenie, że brak w ludziach człowieczeństwa, podstawowych zasad, szacunku do innych i honoru a to skutkuje dalej...
    Za to z przyjemnością stwierdzam, że chłopaki są naprawdę świetne i jakie mają fantastyczne fryzury :)))
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozległe tematy, to moja specjalność ;-). W dobie postawy "keep smiling" na siłę i "nic się stało", ktoś musi patrzeć trzeźwo.
      Masz rację - człowieczeństwo ostro nam szwankuje, więc socjologowie i filozofowie mają ostry zgryz, jak to tłumaczyć.
      I ja uwielbiam te maluchy i szalenie żałuję, że Mattel wypuścił ich tak mało...

      Usuń
  4. choć sama mogłabym mieć dorosłe dzieci -
    oglądam się za lalkowymi facetami - Ryan
    to niezłe ciacho i skutecznie przykuwa mą
    uwagę :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale za dużymi się oglądasz, czy za małoletnimi? ;-)

      Usuń
    2. tylko pełnoletni mnie interesują :)

      Usuń
  5. Cóż, rodzice chcą dać dzieciom to czego sami nie mieli, takie życie: Ja nie miałam Barbie to choć córka będzie miała :-) A laleczek uroczy :-)

    OdpowiedzUsuń
  6. Tyle dobrego, że choć wyrośli z nas straszni egoiści ;-) - własnym dzieciom dajemy wszystko, aż z nawiązką.
    Piegowaty maluszek piękny i unikalny ze względu na jednorazową edycję...

    OdpowiedzUsuń
  7. Ech, życie... Bardzo mądre rzeczy napisałaś. Z wszystkim się zgadzam. Przypomniała mi się moja jedyna Barbie i ten Pewex, w którym została kupiona za ciężko zarobione pieniądze. Dla współczesnych dzieci to by była jakaś abstrakcja! :)
    Lalek jest bardzo sympatyczny.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale za to jak się kochało TAKĄ lalkę! ;-)

      Usuń
  8. Kupiłam sobie kiedyś takiego szkraba, bo wyglądał jak mój Rysiek ;) Tylko moje maleństwo jest blond.
    A wiesz co- moje młode lata po podwórku, obserwuje robaki i robi wyścigi ślimaków. Jak już odejdzie od komputera.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo przykład idzie z góry ;-)
      A ściślej rzecz biorąc, jeśli rodzice uważają, że zabawa w piaskownicy, czy parku stanowi normalny etap rozwoju, a świat natury jest dla ludzi, to i dziecko będzie chciało zobaczyć coś więcej niż monitor kompa.

      Usuń
    2. PS. To miałaś farta, że upolowałaś tego malucha. A w oryginalnym stroju?

      Usuń
  9. Podobają mi się te chłopaki! A opisana przez Ciebie sytuacja z dziećmi i lasem przypomniała mi scenę z całkiem niezłej komedii romantycznej "Narzeczony mimo woli", gdzie główna bohaterka jedzie na rowerze przez przepiękny, dziki las... odjazd kamery i... okazuje się, że widoki wyświetlane są na ścianie, rower przyspawany do podłogi, a dzielna wirtualna rowerzystka w środowisku naturalnym ma pewne problemy z tak brawurową jazdą po lesie...

    OdpowiedzUsuń
  10. Groteska do potęgi! ;-) Nie znam tego filmu, bo jeśli dystrybutor opatrzył go logo: "komedia romantyczna", to pewnie uciekłam z krzykiem na sam widok plakatu ;-)

    OdpowiedzUsuń
  11. Niestety obecny brak stabilizacji i perspektyw na przyszlosc pcha zdesperowanych rodzicow do inwestowania we wszystko co mozliwe zeby tylko swym dzieciom ulatwic lepszy start w zycie. Mowie o dodatkowej edukacji dostepie do komputerow itd. Niektorym to pomoze ale niektorym nie ...

    Era tyranizujacych uczniow nauczycieli bezpowrotnie minela choc z zalem stwierdzam ze tych ,ktorzy potrafia zdyscyplinowac rozpuszczona dzieciarnie jest zdecydowanie za malo...

    Co do chlopakow to mam obydwoch i ogromnie mi sie podobaja :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Smutna prawda... Także w odniesieniu do obecnej kadry nauczycielskiej. Mój kolega uczył w gimnazjum. Szczerze mówiąc, spotkał go tam horror. Rozwydrzona młodzież prawie mu ubliżała, a on nie był z tych, którzy autorytet zdobywają terrorem, bo co to za autorytet w takim układzie? Zresztą pani dyrektor nie widziała w zachowaniu uczniów nic złego. Jakaś paranoja. Kolega zwolnił się, gdyż nie wytrzymał psychicznie. Więc zdarzają się i takie chore sytuacje...

      Usuń
  12. Świetne te chłopaki:)
    Mieszkam na wsi i dzieciaki na szczęście jeszcze biegaja po podwórku. Chlapia się w błocie i łażą po drzewach:)

    OdpowiedzUsuń
  13. Ja mieszkam w osiedlu za miastem, a tutejsza ludność niemal w całości rekrutuje się ze wsi. Dzieci bawią jeszcze normalnie, tak normalnie jak w moim dzieciństwie, co mnie zaskoczyło po przeprowadzce ze stolicy ;-) Ale i do nas wkrada się nowobogacka pretensjonalność, choć kina to nam pewnie i za 50 lat nie postawią ;-).
    Moim plastikowym chłopakom też pozwalam używać życia do woli. Niech wyrosną na zdrowych facetów! ;-))

    OdpowiedzUsuń
  14. Świetny maluch. Bardzo zadbano o włosy i ubranko.
    Co do dzieci, to w obecnych czasach, mamy praktycznie wszystko i w nadmiarze. Z tego nadmiaru robi się niska jakość czy to żywności, czy odzieży i zabawek. W marketach zalewa bylejakość. Mnie interesuje, co dzieje się z tymi nie sprzedanymi paskudnymi rzeczami i żywnością. Rządzi byle jakość. Ludzie targani są lękiem egzystencjonalnym. Z pracą wiadomo jak jest, w dużych miastach jeszcze nie ma tragedii, ale w mniejszych to już bywają swoiste dramaty. CO do odżywiania dzieci, to podziwiam moją synową, z żelazną konsekwencją wychowuje dzieci z dala od słodyczy marketowych. Uczy starszego wnuka o zdrowym odżywianiu. Sama piecze i kombinuje słodycze na cukrze brzozowym czyli ksilitolu. Mnie również się to podoba , bo mój ojciec wychowywał nas w świadomości, że cukier to samo zło, niszczy zęby i organizm. Wczoraj oglądałam taką scenkę. W wózku dziecko z lekka zapasione, cały czas gęgało : am, am, Mamusia płaciła przy kasie za zakupy ,a babcia skrzekliwym głosem ponaglała, no daj jej coś, bo głodna. No to mamuśka dała wielkie princpolo. Dziecko szczęśliwe pochłaniało wafla i rozbudowywało swoje komórki tłuszczowe. A wystarczyłoby dać na przegryzkę chrupkę kukurydzianą. Ech...
    Co do chęci lub niechęci posiadania potomstwa, to dzisiaj ludzie chcą życ dla siebie, spełniać się zawodowo, towarzysko itd. Nie chce im się bawić w rodzicielstwo. Dopiero jak przychodzi wiek "po produkcyjny" niekiedy budzą się i zaczynają żałować. Ci z kolei co mają, zastanawiają sie, po co mi to było ???? Odwieczne dylematy niestety być ?? czy posiadać ??

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że to niesprzedane badziewie, zasila Polskę, a niesprzedane w Polsce - idzie do tzw.: Krajów Trzeciego Świata.
      ByleJakość opłaca się producentom. Chodzi o to, by się psuło nieodwracalnie i żeby konsument musiał inwestować w nowe, w założeniu jeszcze słabsze.
      Bylejakość w innych sferach - gasi w nas ambicje i zasady. To też sprzyja bezrefleksyjnej konsumpcji i manipulacji jednostką.
      Mam wiele szacunku do Twojej synowej. Może być stawiana za wzór zdrowego rozsądku w zwichrowanym świecie. Mama niestety nie mogła spożywać ksilitolu - dla pewnego odsetka ludności ten cukier ma efekt przeczyszczający. Ale ten biały, zbrodnicza sacharoza, to udowodnione w statystykach - zło w białych rękawiczkach ;-). Poświęcę temu kiedyś post na blogu: "Człowiek tu był".
      Scenka z dzieckiem i Prince Polo, to kolejny znak naszych czasów. Będę ją przytaczać znajomym jako żałosne kuriozum.
      Pozdrawiam serdecznie! :-)

      Usuń
  15. Piękne oczyska ma ten młody i w zestawieniu z kolegą w jasnym wdzianku bez problemu gasi go urodą. Mnie też wpadł w oko dorosły Ryan, ale zanim się spostrzegłam jego ceny były dla mnie za wysokie, więc zrobiłam sobie na miejsce niekupionego przystojniaka ciemnowłosego ooaka i też jest dobrze ;) Przystojnych Kenów nigdy dość.

    OdpowiedzUsuń
  16. Widać - Mattel ma inne zdanie. Jemu "dość" skoro przystojnych mężczyzn produkuje tak rzadko.
    Ja tego dorosłego Ryana, kupiłam za pół ceny, albo jeszcze mniej, bo bez pudełka.

    OdpowiedzUsuń