niedziela, 16 lipca 2017

Dzień Lalek Fantasy – Bratzillaz Midnight Beach: Czarownica i syrena


Zgodnie z kalendarzem Szarej Sowy, 13 lipca obchodziliśmy Dzień Lalek Fantasy. Życie tradycyjnie wbiło kilka szpilek z najmniej oczekiwanych stron, zamieszało jak w drinku wielosmakowym, doprawiło czymś wybuchowym i tak, jak zawsze mam obsunięcie. No, dobra, praca też zajęła mi niemal cały wolny czas – więc czuję się usprawiedliwiona. Nic to jednak względem sesji zdjęciowej, która na szczęśliwy dzień prezentacji, musiała czekać przeszło półtora roku ;-)





Fantasy, to jedna z trzech odmian bardzo pojemnego gatunku jakim jest fantastyka. Uważana za łagodniejszą formę horroru i mniej wyszukaną formę s-f. Moja Mama uznawała tylko tę ostatnią z kategorii, co często, gdy byłam zależna od Niej finansowo, doprowadzało do sporów na tle zakupu książek do domowej biblioteczki ;-) Na szczęście w przypadku form audiowizualnych nie była już tak restrykcyjna i z przyjemnością oglądałyśmy wspólnie filmy spod znaku fantasy, a także chętnie o nich rozmawiałyśmy. Adaptacje J.R.R. Tolkiena, czy tym bardziej C.S. Lewisa, rozkręcały naszą wyobraźnię. Jeszcze chętniej Mama kupowała lalki w stylu fantasy;-) Elfy, syreny, wszelkie hybrydy i byty nie z tej planety, praktycznie zawsze mogły liczyć na Jej dofinansowanie, jeśli cena nie była wysoka i jeśli tylko uznałam (zaś M. to potwierdziła), że lalka wzbogaci naszą kolekcję. Zawsze żałuję, że gdy linia Monster High, bodaj najbardziej fantasy w całej dotychczasowej historii przemysłu lalkowego wchodziła na polski rynek, Mama dostała wymówienie z tego świata i mogła obejrzeć tylko 3 pierwsze postacie z tej serii… 
Fantasy od przynajmniej 2. dekad przenika na wskroś naszą kulturę popularną. Na dobre zawojowała też świat lalkowy. Ale ja dziś przekornie nie skoncentruję się na MH, o których pisałam wiele razy, ale przedstawię lalki, którym nie poświęcałam jeszcze czasu: Bratzillaz (House of Witchez), to młodsze siostry dyskusyjnych, komiksowych Bratz. I tak jak Bratz właśnie stały się elementem wojny o prawa autorskie pomiędzy dwoma wiodącymi firmami lalkowymi MGA i Mattel (opis konfliktu znajdziecie gdzieś pod tagiem: Bratz lub/i My Scene), tak też Bratzillaz zdołały uwikłać się w aferę. Widać, taki już jest los gwiazd… Gwiazd, które producentom przynoszą krociowe zyski.
Ogólnie o lalkach: Bratzillaz to czarownice o szczególnych zdolnościach (hmmm, widzieliście kiedyś czarownicę, która miałaby przeciętne umiejętności?). Każda oczywiście posiada swoje magiczne zwierzę (być może ten projekt, zainicjowany w przypadku MH, zirytował Mattela?), w większości sprzedawane osobno. Lalki z grubsza opierają się na tym samym wzorcu estetycznym co Bratz, 




z dwoma głównymi różnicami: mają wyższe, artykułowane ciało, co niweluje silne dysproporcje, znane z produkcji Bratz, a do tego ich ciało jest artykułowane i wreszcie - lalki mają prawdziwe stopy, na które można nakładać różne rodzaje obuwia. Modyfikacje w obrębie twarzy, dotyczą oczu – już nie malowane, ale wprawiane, szklane, niejednokrotnie z fascynującą głębią to znak rozpoznawczy tych lalek, które choć udane, miały niestety krótki żywot rynkowy.



 Pojawiły się w 2012 r. a więc już po mattelowskich „Monster High”. W pierwszej serii Basic Line wystąpiły: Yasmina Clairvoya, Meygana Broomstix, Sashabella Paws, Cloetta Spelletta i Jade J’Adore. Towarzyszyły im również zwierzęta. Moim ulubieńcem, którego nie udało mi się nabyć, bo nieliczni polscy sprzedawcy, który go posiadali cenili stwora jak przysłowiowe „zboże”, jest hybryda, pso-kot: Barkthalameow. W pierwszej serii można było nabyć także zestawy akcesoriów i ubranek.
Mnie interesuje na potrzeby tego posta konkretnie 2. seria (z przełomu 2012/2013r.), którą chcę tu zaprezentować: Midnight Beach. W jej skład wchodzą lalki ubrane w wyrafinowane plażowe stroje: Yasmina, Meygana, Sashabella, Cloetta, Jade i Fianna Fins.  Wszystkie mają bladą, księżycową skórę i świecą w ciemności. Jak bardzo – zobaczcie sami. U mnie w sypialni siedzą na witrynie i długo jeszcze po zgaszeniu mosiężnego pająka dają o sobie znać, zielonkawym światłem, co w przypadku smutnych bezsennych nocy, stanowi miły akcent ;-)  




Główną bohaterką dzisiejszego posta, dotyczącego lalek fantasy jest Fianna Fins – nie dość, że czarownica, to jeszcze syrena. I powiedzcie, czy to jest sprawiedliwe, by jedna postać była podwójnie niezwykła? ;-) 









Oczy już całkiem wysiadły mi z wysiłku, więc prawie na ślepo uderzam w klawiaturę, życząc Wam dobrego tygodnia :-)  Zainteresowanych nie tylko fotografią i historią, zapraszam TUTAJ:  simran2pl.blogspot.com




Wysokość: 27 cm.
Tworzywo: plastik, guma.
Cechy szczególne: lalki święcące w ciemności
Kraj produkcji: Chiny
Data produkcji: 2012 

11 komentarzy:

  1. Świecą jakby na zlot czarownic do Czarnobyla latały ;)
    Nie mam żadnej, bo zawsze wydawało mi się, że te oczy są zbyt wyłupiaste. Syrenka na śniegu dopełniła plenerem swej niezwykłości, już nawet potrójnej. ;)
    Pozdrowionka:)☺

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :-D :-D :-D
      Może i do Czarnobyla, kto je tam wie ;-)
      Śnieg istotnie stworzył magiczne tło dla nieziemskiej lalki...
      Moc serdeczności, Sowo.

      Usuń
  2. to świecenie nocą nawet by nie wadziło - ale za dnia
    barwa Ich ciała niestety mnie odstręcza - choć muszę
    przyznać - wielkiej urody OCZYSKA mają, tak :)))

    ja poluję na Indię niczym wprost z Bollywood oraz
    Victorię Antique (zastanawiam się też nad Vampirellą,
    bo ma ogień w oczach i niebieską skórę, choć usta bym
    zmyła - ale musiałabym ujrzeć Ją na jakimś zlocie)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. aaa - zapomniałam - mam Jadore z malowanymi oczętami!
      w necie widzę całą serię panienek nie z akrylowym
      spojrzeniem a z farby :)
      często mają też kolorowe nogi na zasadzie niby rajstop -
      fajny patent - łapki niezginalne, nogi na klik - ładne
      stópki i ciekawe obuwie - mam ochotę przygarnąć więcej
      z malowanymi oczkami, jakoś tak mnie zabajerowały...

      Usuń
  3. Cloetta Spelletta i Meygana Broomstix tylko u mnie pomieszkują i w dniu ich święta zapomniałam o nich :(
    Fajnie swoje pokazałaś :)
    Pozdrawiam serdecznie :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. kurcze zapomniałam o Jade J’Adore, ale plama ;-)

      Usuń
  4. Laluchy świecące w ciemności? To jest to! Kurczaki, jakie to fajne!

    OdpowiedzUsuń
  5. No rewelacyjnie wprost wyglądają w ciemnościach :)
    Bardzo mi się podobają te panny i jak mam okazję to przygarniam kobitki :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Mam takie trzy pannice ale trochę "normalniejsze" , nie rozświetlają ciemności . Najbardziej lubię ich oczy :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Wow !
    świetne lalki a szczególnie Bratz Sascha Genie Magic
    Poluję na nią na Ebay , zaprzaszam na mojego bloga
    https://miastolalek.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  8. Bratzki, moim zdaniem, idealnie pasują do Dnia Lalkowego Fantasy. Nie mam żadnej i jakoś nie tęsknię, choć chętnie podziwiam i czytam o nich na różnych blogach. Syrenka na śniegu to zupełnie "odlotowy", ale i niezwykle miły, widok :-)
    Serdeczności Kiduś :-)

    OdpowiedzUsuń