sobota, 10 sierpnia 2013

Dziewczyna ze Szwajcarii/ The girl from Switzerland



A dziś post scriptum do wczorajszej opowieści - czyli darowana mi gratisowo: panienka z Ticino.


Sprzedający zrobił z niej Portugalkę, lecz widziałam gorsze pomyłki :-) 


Tak, czy inaczej, nie tylko na użytek sesji, stanęła przy boku swojego portugalskiego Romea, ale też na półce, tworzą parę. Serca bym nie miała, gdybym uparła się ich rozdzielić:


Bez wątpienia we dwójkę prezentują się lepiej, choć Dziewczyna z Ticino, została zrobiona z dość lichego tworzywa w stylu naszej "głuchej komuny". Główkę odlano z cieńszego plastiku. Tak ona, jak i rączki oraz nóżki, trzymają się na gumkach. 



Jej wygląd zyskuje dopiero przy chłopaku. No, nie mówcie mi, że jestem staroświecka! Ona naprawdę przy nim szlachetnieje :-) A jej ciemne, mysie oczka, nabierają życia. 


Żywe, niestety, nie chcą być kwiatki. Przypominają gadżet cmentarny ze wsi w latach '80 ubiegłego wieku:



Ale przez tę niesłychaną kiczowatość, którą człowiek odkrywa, gdy przygląda się detalom, lalka budzi we mnie sentyment najwcześniejszego dzieciństwa.
Nawet buty, choć z oddzielnej formy, przytwierdzono na stałe do stopy:


Niemniej, nie da się jej nie lubić! 



Ma w sobie jakąś iskierkę i sympatycznie pozuje. 


Wysokość: 15 cm.
Tworzywo: dwa rodzaje plastiku, oraz tkaniny
Sygnatura: brak.
Cechy szczególne: brak
Data produkcji: prawdopodobnie lata '70 XX wieku.
Kraj produkcji: Szwajcaria

Height: 15 cm.
Material: two types of plastic, and fabric
Signature: none.
Special Features: none
Date of manufacture: probably the 70 th century.
Country of production: Switzerland




piątek, 9 sierpnia 2013

Chłopak z Portugalii/The boy from Portugal


36 stopni w cieniu, a barwy świata jak przeniesione żywcem z afrykańskiej sawanny...


Tak było wczoraj, nic więc dziwnego, że na pół dnia wyprowadziłam się do lasu. Z lekturą, prowiantem, zapasem wody, aparatem fotograficznym i oczywiście - z lalkami! Rano udało mi się zrobić sesję w 2. odsłonach. Później już tylko, schowałam się za najgrubszym drzewem i przesuwałam wraz z cieniem. Dla ochłody wciągnęłam się w fabułę książki o polarnikach, co delikatnie mówiąc, w drżącym od upału powietrzu, zakrawało na abstrakcję. 
Bohaterami wczorajszej sesji, uczyniłam chłopaka z Portugalii i dziewczynę ze Szwajcarii. Oboje dotarli do mnie od jednego sprzedawcy, choć faktycznie nabyłam tylko chłopca. 


Podobała mi się staranność wykonania i jego twarz w stylu retro.


Poza tym, choć w Portugalii nigdy nie byłam, czuję do tego kraju zdalny sentyment. Mama uważała, że to jedno z najpiękniejszych miejsc na Ziemi. O ile dobrze sobie przypominam, z wyjątkiem fotografii, nic nie przywiozła ze swojego wyjazdu. Nie licząc zerwanego w rowie ostu. Okazał się trwalszy niż niejeden upominek, bo mam go tej pory...


Sprzedawca z Allegro oferował lalki z kilku państw. Napis na korkowej podstawie, nie pozostawiał wątpliwości, że chłopak przyjechał z Portugalii:


Rzekomo podobny rodowód miała i dziewczyna, ale wolałam się upewnić. Sprzedający nie potrafił odpowiedzieć na moje pytanie, więc kupiłam tylko chłopca. 




Ciemne barwy wskazują na ubiór codzienny, mieszkańca wsi. Charakterystycznym i nieodłącznym elementem stroju męskiego jest beret lub czapka. 
Ale musiał minąć miesiąc, bym ujrzała wreszcie swój zakup. Po mojej interwencji, sprzedający wystosował przeprosiny i obiecał szybko nadać paczkę. Niestety, czekałam nadal. Zirytowana wystawiłam w końcu negatywny komentarz. Tymczasem, okazało się, że przesyłka leżała na poczcie, a listonosz nie wrzucił do skrzynki awizo. Jakie było moje zdziwienie, gdy zobaczyłam, że w ramach rekompensaty, otrzymałam dodatkowo dziewczynę, o którą pytałam.


Jakby nie liczył - pasują do siebie jak ulał!
Teoretycznie i ona w długiej, chłopskiej sukni oraz chuście na głowie, mogłaby pochodzić z sąsiedniej wioski. Ale napis przypięty u dołu ubrania, obnażył nieco inny rodowód :-) 


Wysokość: 17,5 z podstawą
Tworzywo: plastik, różne rodzaje tkanin.
Cechy szczególne: duża staranność wykonania
Sygnatura: brak.
Kraj produkcji: Portugalia.
Data produkcji: prawdopodobnie lata 70/80 XX wieku. 


Height: 17.5 with base
Material: plastic, various types of fabrics.
Special features: high accuracy of execution
Signature: none.
Country of production: Portugal.
Date of manufacture: probably the year 70/80 th century.





poniedziałek, 5 sierpnia 2013

DIVA STARZ. Lalki z innej planety/DIVA STARZ. Dolls from another planet


Tę prezentację dedykuję wszystkim, którzy kwestionowali proporcje Harry'ego i Hermiony :-) Dziś przedstawiam ulubione dziwadło mojej Mamy i jednocześnie mój mikołajkowy prezent od Niej z 2008r. - ciemnoskórą Diva Starz firmy Mattel, o wdzięcznym imieniu TIA. (na zdjęciu z ważką z cyklu Pet Shop, firmy Hasbro, kolejnymi ukochanymi stworami z innego wymiaru, które zawsze dostawałam na okazję i bez; w końcu brak okazji, to też okazja).


Diva Starz zadebiutowały na przełomie wieków w 2000 r, w sezonie świątecznym. Seria składała się z 5. żeńskich postaci o imionach: Alexa, Nikki, Summer, Tia i Miranda. Nie sprowadzono ich oficjalnie do Polski. Jak zwykle był to krzywy uśmiech w kierunku wielkogłowych laleczek Bratz firmy MGA, o których pisałam zimą (patrz wpis: Kontrowersyjna Bratz jedzie do Tokio). Bratz były przysłowiową solą w oku Mattela, który usiłował na różne sposoby, skłonić klienta, by dysproporcjonalne lalki kupował jednak u niego. Stąd właśnie: Diva Starz, My Scene i Flavas.
Ale to Diva Starz, wygłaszająca różne kwestie po przyciśnięciu guziczka (moje mają niestety uszkodzony mechanizm, albo zwyczajnie brak im baterii), bije wszystkie zmutowane lalki swą gigantyczną głową... na głowę :-)



Na barbiowe ciałko typu hobbit (czyli o skróconym stanie), producent z fantazją, nasadził mandarynkę, o wymiarach 6 cm x 6cm. Do tego dodać oczy ważki (które bardzo uwodzicielsko przymyka), długie rzęsy i usta podświetlane w chwili, w której lalka wygłasza wgraną kwestię. Oto Diva Starz - Byt z Bardzo Odległej Planety.


Ale my, z zamiłowaniem do literatury S-F i nietuzinkowej animacji, musiałyśmy pokochać to odlotowe stworzenie. No, przecież wiadomo, że w tym przypadku nie o realizm chodziło projektantowi!  


Mamę ujęła głowa, jak bańka. Mnie - oczy, przeniesione żywcem z japońskiej kreskówki. No, i te włosy z kolorowymi pasemkami, dodały kosmitce artyzmu.


Na płaskie, zwykłe stópki w barbiowym wymiarze, zaprojektowano dziewczynom buciska, w których mogłyby stąpać chyba po Księżycu...


Pozostałe koleżanki mojej ciemnoskórej kosmitki, przyplątały mi się okazyjnie w zestawie bardzo różnych lalek. Ucieszyły mnie oryginalne, kompletne stroje.



Przez moment, myślałam nawet, by którąś wymienić może na jeszcze inny nabytek, ale Mama nie chciała o tym słyszeć. Zresztą i ja nie wiedziałabym, której wskazać nowy adres. Wszystkie patrzyły tak wymownie...





Kolejne postacie i odmiany serii Diva Starz, wcale nie były łatwe do zdobycia w Polsce. Czasem mignęła mi jakaś na Allegro (wersje artykułowane i jednolite, przypominające bardziej figurki niż lalki), ale bez Mamy, nie dopełniałam już tej gromadki. Moją fascynację lalkami omijającymi estetykę realizmu, zaspokoiły Monster High :-)    


Wysokość: 29 cm.
Tworzywo: plastik.
Sygnatura (na tułowiu): 2001 Mattel. Inc.
Cechy szczególne: wyjątkowo duża głowa i oczy.
Kraj produkcji: Chiny.
Data produkcji: 2001.

Height: 29 cm.
Material: plastic.
Signature (body): 2001 Mattel. Inc.
Special features: an extremely large head and eyes.
Country of production: China.
Date of manufacture: 2001.

czwartek, 1 sierpnia 2013

Hermiona Granger i grzybek/Hermione Granger and mushroom


Dziś, w tę powstańczą rocznicę, minęły 2 lata, odkąd opuściłam na dobre Warszawę. Był to skok w ciemno, bardzo spontaniczny, bo podyktowany dramatycznymi, życiowymi zwrotami. I tak mi jakoś dziwnie, ciut  niewyraźnie, sama nie wiem, czy już się oswoiłam z sytuacją, czy nadal jest ona dla mnie "nowa"...
 Nie pozostaje więc nic innego, jak kontynuować wspomnieniowe wątki. Na tapetę idzie Hermiona Granger.



Hermionę kupiłam bez większego wysiłku. Jej pojawienie się w moim domu, nie łączyło się tym razem z pożyczką, ani drakońskimi oszczędnościami. Podobnie jak w przypadku Harry'ego ma identyczne, fatalnie dobrane, dysproporcjonalne ciałko, ale naturalna buzia mnie zauroczyła. Mikry tułowik tym gorzej się prezentuje, bo główka dziewczynki dzięki długim włosom jest jeszcze większa. Ale nie stanowię typu kolekcjonera, którego zniechęci taki mankament. Wszak, kto z nas jest ideałem?
Żałowałam tylko, że trafiła mi się uśmiechnięta dziewuszka z drugiej serii. Cieszyłam się jednak szklanką do połowy pełną - cud, że w ogóle jakaś u mnie zamieszkała! No i całe szczęście, że nie sprowadzono do Polski tylko tego Harry'ego:

 

A tu już Emma Watson - odtwórczyni głównej roli:


Do lalki, nie mam pojęcia czemu, dodano zwykłą bransoletkę, nie mającą żadnego związku z książką, czy filmem tak, jakby inwencja producenta odnośnie gadżetów, wyczerpała się już po pierwszej serii figurek.





Ale cieszyłam się tą dziewczynką, u której naturalność oblicza wygrywa z lalkowym, mało realnym pięknem! Daruję jej nawet zbyt krótkie rączki :-)


Ilekroć wspominam sobie tę niezwykłą sesję z maleńkim grzybkiem, zawsze ogarniają mnie wzruszenie i tęsknota większa niż cała moja kolekcja lalek. Grzybek, jak niemal wszystkie cuda przyrody, towarzyszące moim modelkom, wyrósł na naszej działce. I wcale nie pod jakimś tam drzewem. Mama odkryła go w kompostowniku, z którego brała świeżą ziemię. Na małym drewienku, które wpadło jej do wiaderka, rosła sobie samotna opieńka, w sam raz pod wymiar moich lalek. Dar zachwytu nad pięknem przyrody, ciągnie się w naszej rodzinie, jak ustaliłam, przynajmniej od czasów prababci. A jednak to Mamy okrzyki nad kwiatkiem, zwierzątkiem, czy inną formą natury, ukierunkowały w dużym stopniu moją wrażliwość.


Poderwałam się z krzesełka i pognałam pod kompostownik by jęknąć smętnie, że właśnie tego dnia, co mi się niemal nigdy nie zdarzało, nie wzięłam ze sobą aparatu i właśnie tego, a nie innego dnia, musiał wyrosnąć taki unikat! Ale Mama zakopała ostrożnie miniaturkę grzybka w wilgotnej ziemi, dzięki czemu mogłam nazajutrz, wręczyć ją Hermionie i uwiecznić, by barwne kadry przywoływały mi dziś Osobę i Miejsce, których już nie ma.



Co ciekawe, Mama nie czytała jeszcze wtedy serii książek o Harrym, ale już zdołała obejrzeć, trochę przypadkowo pierwszą część filmu. Z tego samego powodu co ja, nie miała chęci na tak okrzyczany produkt. Jeśli coś nie było niszowe, rzadko przyciągało jej uwagę :-) Tymczasem znowu pożyczyłam książki. Wreszcie całą serię. Przy piątym tomie nie wyrobiłam i rozpoczęłam ostrożną agitację. Trwała kilka dni. Mama z ostentacyjną niechęcią, zdecydowała się rozpocząć lekturę od 2. tomu. Umowa była, że może w każdej chwili przerwać, a ja nie będę już więcej namawiać. Ale gdy nazajutrz usłyszałam: "Daj mi trzeci tom", wiedziałam, że mamy kolejną wspólną serię książek. Niebawem tak się zakochała w magicznej atmosferze, że końcowe części filmowej adaptacji czarodziejskiej sagi, oglądałyśmy razem. Obiecała, że dożyje do ostatniego odcinka. Nie udało się. Na premierę o północy, w malowniczą burzę, poszłam już sama... Był to też pożegnalny seans w kinie mojego dzieciństwa. Dwa tygodnie później, zmieniłam mieszkanie i miasto. Co Hermiona na to? Nie pytałam.

   
Wysokość: 19 cm.
Tworzywo: plastik
Sygnatura: Mattel INC.
Cechy szczególne: lalka o twarzy aktorki.
Kraj produkcji: Chiny
Data produkcji: 2001.

Height: 19 cm.
Material: Plastic
Signature: Mattel INC.
Special Features: doll-faced actress
Country of production: China


Date of manufacture: 2001.