wtorek, 9 kwietnia 2013

Uzbeckie inspiracje/Uzbek inspiration



Zainteresowanie Azją Środkową, przypadło na lata mojego liceum i miało zupełnie niezamierzony charakter. Trzy rzeczy zbiegły się w czasie: opowieści ukochanej nauczycielki rosyjskiego Miłki, opowieści urodzonej na zesłaniu Przyjaciółki rodziny i dar - spadek od jej męża, przekazany mi po nagłej śmierci ich syna, czyli multum wszelakich książek oraz kartony egzotycznych albumów.
Moi przyjaciele już nie żyją. Miłkę raz widziałam po skończeniu szkoły.
Ale obszarów pamięci odpowiedzialnych za tamte barwne lata, nie zgasiły późniejsze osobiste tornada, więc dziś mogę pouśmiechać się do kojących, ciepłych jak lipiec wspomnień... 







W tamtym wdzięcznym, niezwykle kreatywnym momencie życia, mimo obładowania nauką i polowania na szóstki, znajdowałam czas, między innymi na własne eksperymenty modowe i wymyślne stylizacje. Przerabiałam, malowałam tkaniny, wyszywałam, a nawet szyłam torebki i małe czapeczki, nie zapominając o zaplataniu swoich długich włosów w dziesiątki cienkich warkoczyków.
Takie stworzenie rozpoczęło naukę języka rosyjskiego, a raczej jego przypominanie, (bo załapałam się jeszcze trochę na przymus takiej edukacji w szkole podstawowej) pod skrzydłami niezwykle ujmującej, bezpośredniej, po prostu cudownej nauczycielki, która kazała zwracać się do siebie po imieniu.
Mój wygląd przypominał jej odległą przeszłość. O ile dobrze pamiętam, Miłka też urodziła się na zesłaniu...
A następnie wielowarstwowa tragedia bardzo bliskich mi ludzi, wzbogaciła mój księgozbiór i wiedzę, co oczywiście musiało znaleźć chwilowe ujście w artystycznych formach. Parę lat później, pokusiłam się także o prezentowaną sesję, zirytowana lekceważeniem przez dumną i beznadziejnie monotematyczną firmę Mattel, tak bogatego kulturowo i efektownego wizualnie regionu, jakim jest Azja Środkowa.



   
Z albumów, jakie zasiliły moją bibliotekę, wyłania się świat etnicznie bardzo inny, od tego co widzimy obok na ulicy, czy w mediach, ale też - świat nieistniejący: była republika ZSRR!
I tak oprócz zabytków, bujnej natury oraz ludzkiej egzotyki, otrzymałam w tej zawartości, groteskową egzotykę socjalizmu...





Ciekawe, jak wyglądają współczesne albumy z Uzbekistanu?

Tymczasem, ja musiałam wypełnić po swojemu lukę w serii tzw.: "Dolls of the World", wydawanej przez najlepiej kojarzoną firmę produkującą lalki. I nadal nadziwić się nie mogę, czemu tak atrakcyjny region, wciąż nie ma swoich lalkowych przedstawicieli?




Uzbeckie niewiasty, świetnie zagrały 2 lalki na moldzie Kiry:
Nia Western Fun (1989r.), znaleziona (O, cudzie!) w bdb. stanie na targowisku Banacha:



Tropical Miko (1985r.) zakupiona na Ebay w stanie NRFB, z funduszy zarobionych na sprzedaży rękodzieła:


Stroje, z małymi modyfikacjami, skompilowałam z już istniejących, mattelowskich. Miko dodałam naszyjnik (to znaczy, podarowałam jej moją bransoletkę na nogę, już po wiek wieków, bo ładnie w niej dziewczynie:-)) i uszyłam, mając wcześniejszą wprawę z własnymi - tiubietiejkę (z jęz. ros.). Te małe, ozdobione haftami, czasem koralikami, ułożonymi we wzory charakteryzujące dany region, czapeczki są najbardziej rozpoznawalnym elementem stroju tej części Azji, noszonym zarówno przez mężczyzn, jak i kobiety.




Obie dziewczyny mają zaplecione przeze mnie włosy. Ot, i cała stylizacja!
No, i nie można było tak zrobić, Mattelu? Wielka filozofia???


W sesji wzięły udział mattelowskie lalki: Tropical Miko (1985) i Western Fun Nia (1989).
Stylizacja: mój projekt.
Cel: wypełnienie luki w serii "Dolls of the World".

The session was attended by Mattel dolls Tropical Miko (1985) and Western Fun Nia (1989).
Styling: my project.
Target: To fill the gap in the "Dolls of the World".


niedziela, 7 kwietnia 2013

Koreanka, której nie było/Korean, which was not


Na początku wieku, tu i tam na świecie, pojawiła się seria mattelowskich publikacji, pt.:"Odkryj świat z Barbie". Składała się z kilkudziesięciu numerów 16 - stronnicowej gazetki, skonstruowanej na podobieństwo bardzo schematycznego przewodnika turystycznego z fotografiami dóbr kultury i natury. Ale prawdziwym rodzynkiem, miało być ubranko dla lalki Barbie z kraju, o którym opowiadał dany odcinek.







Cóż, Polska, jak to często bywa, nie doczekała się własnej edycji tego quazi kulturoznawczego magazynu dla młodszych miłośników Barbie. Nie jestem do końca przekonana, czy należy żałować. O ile marketingowe założenie było obiecujące, o tyle samo wykonanie ubranek trzeba uznać ze rzadko spotykaną, nawet jak na tę firmę - partaninę. Okazyjnie złowiłam kilka takich gazetek na Allegro, z czystej ciekawości. Niestety, prócz w miarę oryginalnych materiałów, bardzo luźno nawiązujących do estetyk danego regionu, otrzymujemy krzywe, siepiące się szwy i plastikowe zatrzaski, odpadające po pierwszym użyciu. Być może, zdarzały się i egzemplarze bardziej trwałe, ale to, co wpadło w moje kolekcjonerskie ręce, wypada śmiało nazwać jednorazówką. Tym bardziej, że jak już wspomniałam - seria miała być raczej adresowana do dzieci. Mimo tego, spodziewałam się raczej czegoś na miarę słynnych Dolls of the World, o których nie raz tu pisałam...




Sama już nie wiem, czy wypada poruszać tak śliski temat, jak Korea. Ale idę za głosem autora i koncentruję się w sposób poprawny politycznie na Korei Południowej :-)


Niemniej, strój, jaki ma reprezentować ten piękny, pokryty lasami w przeszło 60% kraj, nie pasuje do żadnego ze zwaśnionych państw. Hanbok, dołączony do gazetki, ma tyle wspólnego z narodowym ubiorem Koreanki, co ja z Barackiem Obamą. Od biedy można uznać go za azjatycką impresję, lub umowną kompilację szaty damskiej i męskiej.






I tylko jako taką hybrydę trzeba go traktować. Spośród 4. elementów, tunikę ze stójką i proste spodnie, określiłabym mianen typowo chińskich, okrycie wierzchnie stanowi luźne połączenie trendów japońskich i koreańskich, natomiast to, co ma zdobić głowę lalki, zdecydowanie odnosi się do tradycji Azji Środkowej (np. Uzbekistan).
Moją modelką ze względu na delikatność rysów i kolor ust, korelujący z ubraniem, została Barbie Basics 002, z moldem Kyla/Lea (r. powstania 2000). Wadą azjatyckiej piękności, w tym przypadku jest jej szczupłe ciałko Model Muse. Ubranka z serii: "Discover the world with Barbie", projektowane są na ciałka BellyButton (w środku). Dobrze leżą także na TnT (od lewej). Na MM, jak widać, są zbyt obszerne.



Ubranko dla lalki Barbie: Południowa Korea.
Seria: "Discover the world with Barbie"
Nr.: 34.
Druk: Hiszpania. Rotocayfo - Quebecor.
Data produkcji: 2003 Mattel, Inc.

Clothes for Barbie dolls: South Korea.
Series: "Discover the World with Barbie"
No.: 34.
Printed Spain. Rotocayfo - Quebecor.
Date of production: 2003 Mattel, Inc.


czwartek, 4 kwietnia 2013

Indyjska panna młoda/Indian Bride


W poprzednim odcinku, na przekór wiecznej, narnijskiej zimie i z tęsknoty za dzieciństwem, przywołałam disneyowsko - arabskie motywy. Dziś u mnie wciąż ciepło i daleko od bieli. Wracam do Indii, choć jak się okaże, będzie też akcent bliskowschodni...



Gdy w religii katolickiej, na czerwieni ciąży symbolika nieczystości i grzechu, w kulturach azjatyckich, ta piękna, żywa barwa, jest synonimem szczęścia, radości i bogactwa. Nic dziwnego, że zarówno w Chinach, jak i Indiach, stroje panien młodych, mają czerwony kolor.
Czerwień w Indiach, to odwrotnie niż w polskiej kulturze - znak kobiecej czystości i niewinności.


Tę bardzo piękną, w całości wykonaną z materiału lalkę, zawdzięczam Bognie (dzięki Ci wielkie! :-)). Ma 29 cm, razem z drewnianą podstawą, do której jest przymocowana na stałe i prawdziwe włosy. Nie wiem, czy to na skutek wieku i ekspozycji poza witryną, czy może po jakichś ziołach, którymi włosy, jeszcze na poprzedniej właścicielce były podbarwiane, te mają dziwny odcień, minimalnie łamany brudną, ciemną zielenią.


Na środku głowy tam, gdzie Hinduski mają równy przedziałek, moja panna młoda, nosi tradycyjną tika - czyli łańcuszek z zawieszką na jednym jego końcu, opadającą obowiązkowo na środek czoła. Punkt ten jest siedzibą szóstej czakry, odnoszącej się do przetrwania. Czoło ozdobione w ten sposób, wskazuje na kobietę, jako tę, która wraz ze swym mężem, zapewnia ciągłość rodu i ludzkiej rasy.




To, co upiększa dłonie mojej panny młodej, przypomina bardzo schematyczne mehndi, czyli nietrwały tatuaż henną. W rzeczywistości, ornamenty na kończynach kandydatki na żonę, wykonywane są z niebywałą maesterią, dwa dni przed zaślubinami. Gęste wzory, nanosi się od czubka palców do łokcia oraz od stóp po kolana. W bardzo biednych rodzinach, które nie mogą sobie pozwolić na bransolety i pierścienie, sam tatutaż musi pełnić rolę biżuterii.



Bardzo ważną ozdobą, bez której nie można wyobrazić sobie Hinduski na ślubnym kobiercu, jest nath, czyli po prostu, wszelkie warianty tego, co my w Polsce nazywamy: kolczykiem do nosa :-) Ten piękny, bardzo kobiecy dodatek, w nieco skromniejszej wersji, jest od dobrej dekady z powodzeniem noszony i u nas (także przeze mnie). Wypracowany nath tej panny młodej, wprawia w bezgraniczny podziw.
Nie raz zastanawiałam się, ile czasu, twórca musiał poświęcić tej lalce?...


Ale chyba największą osobliwość, znajdujemy, że tak nieskromnie powiem, tam, gdzie tylko mężowi wypada zapuścić żurawia, to jest - pod spodem sari:





Pożółkła strona z arabskiej gazety, dodaje autentyzmu i egzotyki tej postaci. I choć tyle już widziałam w świecie lalkowym, z czymś takim zetknęłam się po raz pierwszy!
A nie mówiłam, że będzie bliskowschodni akcent? :-)

Wysokość: 29 cm.
Czas powstania: prawdopodobnie lata '80 XX w.
Tworzywo: tkanina, papier.
Cechy szczególne: rękodzieło.
Sygnatura: brak.
Kraj produkcji: Indie.

Height: 29 cm.
Time of creation: probably the 80's of the twentieth century
Material: fabric, paper.
Special features: hand made.
Signature: none.
Country of production: India.



 

poniedziałek, 1 kwietnia 2013

Arabskie opowieści Disneya - Jasmina. Część 1/Arabian Disney stories - Jasmine. Part 1


Jasmina z filmu "Aladyn" (ang.: "Aladdin"), była pierwszą lalką Mattela, wyprodukowaną na zlecenie Disneya, którą zobaczyłam w Polsce. I w skrytości ducha, oszalałam na punkcie jej długich, kruczych włosów oraz delikatnej, choć kreskówkowej buzi. Nigdy wcześniej nie widziałam takiej twarzy, niewiele też miałam do czynienia z lalkami filmowymi. Jeśli już, to na obrazku.
Tymczasem był feralny rok 1993. Pomijając, że obfitujący w doświadczenia graniczne, a więc feralny z osobistego punktu widzenia, to na dodatek, pierwszy rok, w którym zaprzestano kupowania mi lalek. Choć otrzymywałam wtedy sporadycznie skromne kieszonkowe (moje niepokorne zachowanie dorastającej niewiasty, kazało Starszym niejednokrotnie wstrzymywać dopływ gotówki :-), do głowy mi jeszcze nie przyszło, dokonywanie tajnych zakupów - na tyle niepokorna nie byłam. A zresztą, właśnie zmieniałam kraj pobytu, więc były ważniejsze sprawy. W nowej ojczyźnie, raz tylko weszłam do sklepu z zabawkami. Ostatecznie, nie było już pretekstu, do odwiedzania podobnych przybytków rozpusty. Ale ten jeden raz wystarczył, bym i tam natknęła się na Jasminę.



Lata musiały minąć, by inna lalka z tego filmu przekroczyła progi mego domu. Najnowszą wtedy edycję Jasminy, sprowadziła dla mnie z USA, przyjaciółka z dzieciństwa, sprawiając mi wzruszającą niespodziankę, na urodziny...
Na tę właściwą Jasminę, najpierwszą, musiałam poczekać kolejnych parę lat, by mieć szansę odkupić ją na Allegro. Później, przybyły kolejne, ciesząc mnie w jednakowym stopniu.


Kilka słów o lalce: Pojawiła się na rynku, w tym samym roku, co pełnometrażowy film Disney'a. Jest on swobodną adaptacją opowieści zawartej w "Baśni z tysiąca i jednej nocy". Sam film miał jeszcze kontynuację w 1994 r. i w 1996r. Powstał też serial.




Sama Jasmina, jest wiecznie żywa. Kolejne edycje tej bez wątpienia bardzo udanej lalki, wychodzą po dziś dzień. Mattel, Disney Store i Simba, nie pozwalają zapomnieć o ukochanej Aladyna.
Obecna mattelowska Jasmina różni się od pierwszych wersji pod każdym względem, ale za to dokładniej przypomina tę filmową. Ja jednak szaleję za starszymi lalkami, na ciałku TnT, czyli Twist n'Turn z wydatnym biustem i obrotową talią. Gwoli ścisłości, jest to drugie barbiowate ciałko, wypuszczone na rynek przez Mattela i wykorzystywane najdłużej (1966 - 2000). Każda lalka z tych lat ma na plecach datę 1966, co przez niedoświadczone osoby, brane jest często mylnie za datę produkcji. Początkowo wszystkie Barbie miały proste rączki, wykonujące tylko ruch wahadłowy. Dopiero wraz ze zgiętymi w łokciach rączkami, pojawiła się możliwość ich odginania do boku. Proste ręce występowały tylko w tańszych, mniej wyrafinowanych modelach. Pierwsze disneyowskie lalki, miały właśnie taką, znikomą możliwość artykulacji. Jedno jest pewne - fatalnie pozują do zdjęć, przez tę pozbawioną życia sztywność. Ale, co muszę przyznać: moje najukochańsze Barbie, mają podstawową wersję ciałka TnT, w tym także i pierwsza Jasmina.


Trzeba się nieźle nabiedzić, żeby zmusić takie drętwe stworzenie do pozowania. Tu, dziewczyna siedzi w stroju, który podkradłam innej disneyowskiej lalce - Esmeraldzie (poniżej).



Ujmowały mnie w pierwszych Jasminach ich wielkie oczy (fascynacja japońskim komiksem się kłania), choć preferowałam w lalkach zdecydowany realizm. Drażniły mnie za to, zainstalowane na stałe kolczyki. Ba, kolczyki będące w zasadzie częścią głowy, z tej samej gumy co uszy, a jedynie pomalowanej na inny kolor! Takie rozwiązanie techniczne irytuje i niepokoi, jak patologiczna narośl.
Ale z przyjemnością przypomniałam sobie dziś tę arabską buzię i współgrającą z nią gorącą scenerię, skoro za oknem taki widok:



A tak wygląda Jasmina Holiday Princess z 1999 r., lalka o statusie kolekcjonerskiej:









Uwagę zwracają jej misterne ozdoby i detale stroju. W tym przypadku nawet kolczyki są metalowe, w kształcie rzeźbionego kielicha kwiatu:






To zdecydowanie najpiękniejsza Jasmina spośród wyprodukowanych, nie tylko przez Mattel!



Wysokość: 29 cm.
Tworzywo: plastik.
Cechy szczególne: twarz wzorowana na postaci z filmu Disneya.
Data produkcji: 1992 i 1999.
Sygnatura: na głowie Disney, na tułowiu Mattel.
Kraj produkcji: Malezja.

Height: 29 cm.
Material: plastic.
Special features: face modeled on the characters from the Disney movie.
Date of manufacture: 1992 and 1999.
Signature: on the head of Disney, Mattel on the body.
Country of production: Malaysia.