niedziela, 17 listopada 2013

Ogólnopolski doroczny ZJAZD kolekcjonerów lalek. 16 XI 2013r. Część 2/Annual meeting of collectors dolls. 16 November 2013. Part 2.


A to już wybory Miss i jak się okazało - Mistera, choć i tak o damskiej urodzie  :-)






Korony wykonane prawie z jubilerską dokładnością...


Kolejną miłą niespodzianką dla mnie osobiście, było spotkanie przyjaciółki ze szkolnej ławy, również lalkowej, a jakże! Poniżej jej zbiorek, z którego rekrutuje się Mister V Zjazdu D.P. :





Tu jeszcze 2 piękności Barbika, wreszcie lekko ciemnoskóre. Tegoroczne towarzystwo, zdawało mi się ciut blade. Cóż, aura zimą już trąci...



Tutaj natomiast, jeszcze raz drogocenny kotek, który wprosił się na kolana:


A tak wyglądają plany ogólne:






Nie pozostaje powiedzieć nic innego, że było za krótko, stanowczo zbyt krótko, by nacieszyć się tym lalkowym świętem, posłuchać opowieści o poszczególnych bohaterach tego dnia, poplotkować i przede wszystkim - pooglądać do woli, pomacać, pomarzyć...



Ach, pomarzyć...


sobota, 16 listopada 2013

Ogólnopolski doroczny ZJAZD kolekcjonerów lalek. 16 XI 2013r. Część 1/Annual meeting of collectors dolls. 16 November 2013. Part 1


Do ostatniej chwili, nie wiedziałam, czy zdrowie mi pozwoli dotrzeć na warszawski Zjazd. Ale tak miło wspominałam ubiegłoroczny, że starałam się ze wszystkich sił, być i tym razem. Mobilizacja dla chorego zdechlaka była ogromna, ale satysfakcja bezcenna. Owszem, w ubiegłym roku było i więcej osób i lokal lepiej doświetlony, ale nie zamierzam narzekać. Jeśli czegoś na serio żałuję, to jedynie tego, że tak szybko skończyło się nasze doroczne spotkanie. Pakowanie lalek po 5. godzinach i udostępnienie sali innym użytkownikom lokalu, to zbyt krótko by pogadać z tymi, z którymi się chciało i obejrzeć każdą interesującą postać! Czuję więc niedosyt :-(.
Program zbliżony do ubiegłorocznego: loteria fantowa (Ola znowu wygrała lalkę - brawa! :-) i gwóźdź programu - Wybory Miss Doll Plaza. Miłą niespodzianką był test dla chętnych, odnośnie wszechstronnej wiedzy lalkowej. Cóż, nie jestem encyklopedią, co odkryłam bez entuzjazmu przy tym sprawdzianie :-)

Nie miałam w tym roku pomysłu na swoją kandydatkę na Miss. Jak zwykle jedna była piękniejsza od drugiej, choć zaciera się różnorodność, a kolekcjonerskie Barbie wychodzą z mody. Przedstawiony zbiorek Shi, IHime i mój, to jedne z najbardziej zróżnicowanych na dzisiejszym spotkaniu. Brakowało mi też vitage. I wielu, wielu innych, z jakimi stykam się na Doll Plazie. Rządziły Tonnerki, duże FR - ki i Sybarite.

A to już moje panny, tak różne, jak ja sama:




Tu gościnnie z adekwatną estetycznie pięknością Erynnis (Misaki Doll Fashion Royalty od lewej) moja Jun Planning:


Tu fragment egzotycznej prezentacji IHime (Książę Egiptu):



Tutaj zaś lalki Penelopy na samym końcu i Shi (na pierwszym zdjęciu porcelanowe, azjatyckie regionalne),




z którą tradycyjnie już dzieliłam stolik:



A następnie oczaste Amber, Evangeliny i FR, Barbika, która po kilku latach forumowej znajomości, okazała się moją sąsiadką, mieszkającą kilka przystanków dalej :-)





Ale bez wątpienia na głowę, pobiło wszystkie panie i panów... to:




Bardzo piękny, bardzo artykułowany i baaaaaardzo drogi kotek rosyjskiej artystki. Fakty te nie przeszkadzały arystokracie, zakochać się w mojej kici z pchlego targu :-) O ile dobrze skojarzyłam, kotek miał do towarzystwa jeszcze inne niezwykłe, mało lalkowe byty. Właścicielko, odezwij się, bo chcę Cię zidentyfikować z imienia lub forumowego nicka! (skleroza nie boli):





A to już nasze rękodzieła. Żałuję, że nie miałam czasu przyjrzeć się bliżej temu, co każdy z nas wypracował. Ale jak mówiłam - 5 godzin, to zbyt mało!




CDN...

poniedziałek, 11 listopada 2013

Druga indiańska mama w mojej kolekcji. Ciąg dalszy zagadki/The second Indian mother in my collection. Continued puzzles.


No, i witam w listopadzie... Niedobory zdrowotne bardzo utrudniają życie, codzienna praca zajmuje dużą jego część, a jedno z drugim ciężko pogodzić. Ale dziś wreszcie w Dniu Niepodległości, pozwoliłam sobie na spacer z lalką i aparatem. Spacer w słonecznej, późnojesiennej aurze, mimowolnie trochę smutny, bo jak na złość, wędrujących było dużo, a przemieszczali się stadnie. Jedyną singielką, którą spotkałam na piaszczystej drodze w środku lasu, była zdemenciała staruszka z długim parasolem.
- Zna pani jakąś Hankę? - zaskrzeczała na mój widok.
- Nie - odparłam ponuro, bo też nastrój miałam wyjątkowo minorowy.
- A chce pani poznać?
- Nie, dzięki - poszłam przed siebie, a ona stała dalej, pochylona, z wykrzywioną twarzą i wycelowanym we mnie metalowym końcem parasola.
Zrobiło mi się jeszcze smętniej. Oczyma wyobraźni ujrzałam siebie za lat ileś, samotną, błądzącą po lesie i zaczepiającą obcych ludzi. Chciałam sobie później osłodzić to spotkanie i choć takich rzeczy nie lubię i nie mogę zasadniczo spożywać, postanowiłam nadbudować stracone niezamierzenie kilogramy za pomocą ciasta z kremem, bo wiem, że powinno tuczyć. Ale pomysł był to chybiony, gdyż w życiu nie jadłam podobnego paskudztwa. Dodatkowo, przydatność do spożycia chyba skończyła się parę tygodni temu. Skarmiłam tym świństwem koty, zaś ja sama mam przewidywalną po takich smakołykach, wysypkę.

 
Stęskniłam się za lalkami regionalnymi i zamierzam poświęcać im znacznie więcej miejsca. A zatem dziś drążę temat indiański i jestem już prawie u detektywistycznego celu - czyli coraz bliżej stworzenia rodowodu mojej najpierwszej Indianki, Uminy.




To najnowszy nabytek z Allegro, za zaledwie 12 zł. I już trzecia bliźniaczka lalki, która zapoczątkowała moją kolekcję. Tym razem jednak, jak w historii kryminalnej, otrzymałam taką wskazówkę:


Carlson Dolls okazał się pojemnym tropem. Pod tym hasłem wyświetla się wiele pięknych Indianek vintage na Ebay. A oto skrót informacji, które znalazłam w Internecie...

Produkcja autentycznych, regionalnych lalek Carlsona ma swój początek w 1946 r. Ray i Ann Carlson zadebiutowali w Maple Lake w Minnesocie. Pierwsze Indianki były z drewna, dopiero w 1950, pojawiły się te prezentowane także na moim blogu - plastikowe. Istniało kilka rodzajów twarzy: od małych dzieci, do dorosłych postaci. Zdarzały się też mamy z maluchami na plecach (jedną już pokazałam w poście "Indiańska mama"), a druga niespodziewanie trafiła mi się teraz. Licytując, nie miałam pojęcia, że przybędą do mnie 2 lalki :-) - zdjęcie pokazywało tylko przód postaci.

 


Wczesne lalki były sprzedawane przez Spółkę Arrowhead. Od 1960 firma produkowała już tylko lalki - około 500 różnych wariantów, w okresie swej świetności. Zatrudniała przy tym 100 pracowników w 3 różnych miejscach. Lalki były sprzedawane w miejscowościach turystycznych, w sklepach z pamiątkami. W 1997 r., produkcja została zamknięta na skutek zalewu chińskich, tańszych i oczywiście gorszych jakościowo kopii.
W tekście nie ma słowa o Sunbell Company, przypuszczam więc, że to jakaś okresowa licencja.


  A tak wyglądają detale:



Sama lalka, podobnie jak poprzednie, ma nieruchome nogi, ruchome ręce, obrotową główkę i zamykane oczy.


Wysokość: ok. 19 cm.
Tworzywo: plastik.
Cechy szczególne: lalka regionalna oparta na motywach plemiennych i historycznych.
Sygnatura na tułowiu: brak.
Data produkcji: lata'60 - '70 XX w.
Kraj produkcji: USA

Height: about 19 cm.
Material: plastic.
Special features: Regional doll based on tribal and historical themes.
Signature on the body: none.
Date of manufacture: lata'60 - '70 twentieth century
Country of production: USA