poniedziałek, 12 maja 2014

Wygrane Candy u Bjork82 :-) Obuwie dla lalek - krótka lekcja poglądowa/Won Candy in Bjork82 :-) Shoes for Dolls - a short lesson.



Tak, dziś piekę dwie pieczenie na jednym ogniu. Bowiem przedstawiam przesympatyczny upominek, jeszcze w nawiązaniu do moich niedawnych urodzin, a także korzystając z tematycznego pretekstu - prezentuję w pigułce krótką historię butów Barbie (i nie tylko).
Zacznijmy od Candy. To popularna ostatnio zabawa wielu bloggerów, w której po raz pierwszy aktywnie wzięłam udział. Jej organizatorką była Bjork82, prowadząca bardzo klimatycznego bloga pt. "LALOVO". I pewnie tak mi było pisane, że jako jedyna, trafnie wytypowałam konkursową lalkę :-). Wirtualne wywieszenie wyników miało nastąpić właśnie w dzień moich urodzin, co stanowiło wesoły zbieg okoliczności. Od ogłoszenia startu zabawy do jej końca, upłynęło sporo czasu, zatem o mały włos, nie przeoczyłam tego miłego zdarzenia. Na szczęście - puk - puk :-) Dostałam informację, żebym zerknęła na strony LALOVO. A tam, bardzo fajnie zaaranżowane ogłoszenie zwycięzców i ... 2 urocze upominki dla mnie!




Kurczę, te urodziny udały mi się średnio na jeża, ale wygrane CANDY, to jest coś! Osłodziło mi i ubarwiło ów dzień... Bjork, dziękuję Ci! :-))

Różowe akcesoria dla każdej eleganckiej kobiety :-)


Buciki z miękkiej gumy, są nadzwyczaj starannie wykonane.


Dawno już zauważyłam, że Steffi Love, w moich szkolno - akademickich latach, nie słynąca z wielkich osiągnięć lalkowych, ostatnio bardzo podniosła swój poziom i jej produkty znamionują obiecujący rozwój. Większość obuwia, pasuje na klasyczne stopy mattelowskich panien z lat '90.


Bardzo się przydadzą mojemu stadku, ponieważ każdy, kto kupuje lalki z drugiej ręki wie, że najczęstszym brakiem w wyposażeniu, jest właśnie brak butów.
Najbardziej podobają mi się realistyczne kowbojki,


nawiązujące zapewne do mattelowskiej serii z 2005r. - Cali Girl Horse (niebieski bucik):



I tu, przy okazji, wtrącę parę słów o butach, w ogóle. Tak, z grubsza.
Pierwsze buty Barbie, jakie zapamiętałam z wczesnego dzieciństwa, to takie reprodukowane latami, ikoniczne dla Mattela, delikatne klapeczki na cienkim obcasie. W latach '80., istniały we wszystkich możliwych kolorach. Wreszcie, w pierwszej klasie, dostałam coś takiego od koleżanki, (która wyłudziła je od starszej siostry). Były fioletowe.  Ma się rozumieć, że Barbie wtedy nie miałam, a jedynie chińską podróbkę i Fleur. Buty czekały więc na własnego Kopciuszka. I jakiego doznałam rozczarowania, gdy moja pierwsza Barbie (była nią ciemnoskóra Christie w jaskrawym ubranku) nie zmieściła się w fioletowe klapeczki. Upłynęło trochę czasu, gdy miałam wreszcie możliwość porównać stopy Barbie z lat '80 i te z '90.






Dawne są filigranowe, smukłe, arystokratyczne z wyraźnie zaznaczonymi paluszkami. Późniejsze bardziej przypominają kopyta u szewca. Do nich też, przez kilkanaście lat produkowano, no, właśnie - na przysłowiowe jedno kopyto - proste pantofle na szpilce, dość toporne względem starych (na zdjęciu: żółty but). One także występowały we wszystkich kolorach tęczy, ze szczególnym uwzględnieniem jaskrawych. Białe mogła posiadać wtedy tylko panna młoda, a czarne lub srebrne trzeba było samemu pomalować.
Zdarzały się rzadko w latach '90 gumowe tenisówki, o uniwersalnym rozmiarze, pasujące tak na Barbie, jak i na Skipper.


W późniejszych latach tej samej dekady, gdy pojawiły się kilkakrotnie Barbie o płaskich stopach, ujrzałam wreszcie realistyczne sportowe obuwie :-).



Wyjątkiem od wspomnianych, były dwie serie w estetyce westernu, gdzie Barbie i jej koleżanki miały efektowne, wysokie kowbojki: Western Fun (1989) i Western Stampin (1993). Na nawiązanie do tamtych serii, trzeba było czekać aż do 2005r. (wspomniana wyżej: Cali Girls Horse, już inna epoka w historii firmy; ta linia lalek ma duże, płaskie stopy z wyraźnymi palcami - pisałam o nich w ubiegłym roku).

Innymi prawami rządziła się seria "Lalek Świata", wychodząca od początku lat '80. Zwłaszcza w latach '90. można było dzięki tej linii, zdobyć dla swoich panien m.in.: klapki japonki, jak i złote klapki z eko skóry, kozaki, czy zamszowe mokasyny.




Bardzo osobliwe formy miały wielkie buciska dla My Scene, o których kiedyś będę pisać szczegółowo.



Za to wreszcie Mattel zszedł na ziemię, projektując obuwie dla serii z przełomu wieków - Generation Girls,


czy tuż po niej - dla młodzieżowej linii Flavas, o której pisałam w ubiegłym roku.



Inną bajką są niezliczone edycje kolekcjonerskie, zwłaszcza te projektowane przez zawodowców,




czy ekskluzywne lalki Silkstone.

Współcześnie buty to mocna strona firm lalkowych, adresujących swoje produkty do kolekcjonerów. Zwłaszcza Roberta Tonnera i Integrity Toys. Także Mattela, choć jego lalki, z wyjątkiem tych drogich, na zawsze chyba utraciły place u stóp...
Nie licząc odrębnego zjawiska - lalek Monster High. Te, choć dalekie od realizmu, mają całkiem udane stopy, a ich buty, to inna designerska galaktyka :-)



Lalkowe buty, to prawdziwy temat rzeka. Im samym można by poświęcić ciekawego, specjalistycznego bloga :-)                



środa, 7 maja 2014

Lalki Anioły. Czarna Angel of Joy/Dolls Angels. Black Angel of Joy



Wybaczcie, ale nie jestem ekspertką od lalek - aniołów, choć i taki nurt istniał w historii Mattela. Mimo, że lubię wszelkie byty nieziemskie, a tego sporo się uzbierało w dorobku najsławniejszej lalkarskiej firmy świata (syreny, elfy, wróżki, czy choćby ostatnie Monster High), anioły Mattela są mi równie odległe, co ich reklamowane miejsce pobytu od mojego ni to miejskiego, ni to wiejskiego osiedla. Są mi tak dalekie mentalnie jak Silkstone, choć podobnie jak u nich, podziwiam blichtr i wykonanie.
Jeśli już, jakieś mnie zachwyciły, to tylko wersje African American, bo przypominam - Mattel zawsze dba o równouprawnienie rasowe (powiedzmy ;-) uparcie od lat nie produkuje Azjatek ;-)...
Pierwszy anioł, jakiego w ogóle kojarzę, nie mający jeszcze nic wspólnego z luksusem tych kolekcjonerskich, to banalny Angel Princess Barbie z 1996 r.. Zresztą w ogóle był to czas upadku Mattela - piramida kiczu i bylejakości. Koniec dekady zaczął przynosić przełom tak w produkcji Barbie, jak i wysyp arcydzieł kolekcjonerskich, w tym także aniołów. Miały rozbuchane, renesansowe suknie i precyzyjne dodatki. Dziełem sztuki, były też same pudełka.





Oczywiście, jak ze wszystkim: zdarzały się pozycje epokowe i te mniej udane, co dotyczyło zwłaszcza lalek adresowanych do skromniejszej kieszeni. Przykładem jest, ot chociażby ten twór: Angelic Inspirations z 1999.




Złota kiecka rodem z odpustu, przywodzi na myśl raczej nie anielską profesję! A do tego ta hybryda foki z ptakiem. Oczywiście, wtajemniczony powie, że to ważny symbol religijny - Duch Święty - gdyby nie fakt, że już wcześniej w 1996r, z identycznej matrycy odlano hybrydę niebieską i dodano do Songbird Barbie (Teresa miała tego mutanta w kolorze wrzosowym).
Sam anioł, cóż... o ileż bardziej anielsko i godnie wygląda w normalnym ciuchu:



Od razu widać, że to piękna lalka o grafitowych oczach (nie wiem, czy jeszcze któraś takie miała) i opalizujących, wiśniowych ustach.
Kto sobie otworzy internet i wystuka z ciekawości kolekcjonerskie anioły Mattela, przekona się, że ich twarze, choć bazujące na utartych moldach (głównie prezentowany powyżej Mackie) są jedyne w swoim rodzaju, dzięki drobiazgowo oddanemu, delikatnemu malunkowi twarzy i włosom w naturalnych kolorach. Przełom wieków był dla tych lalek dosłownym rajem - praktycznie każda jest piękna! Z późniejszych zapamiętałam tylko cudną, charakterystyczną Golden Angel (2006) jednej z moich ulubionych projektantek - Katiany Jimenez. Jak już wspomniałam, anioły to nie mój klimat: zbyt niedostępne, ekskluzywne, posągowe. Nie śledzę więc celowo ich ruchów na rynku. Wiem tylko, że w 2011 r. pojawił się już w nowej estetyce Cuoture Angel. I jak sama nazwa wskazuje, to bardziej modelka, która przebrała się za anioła, niż byt nieziemski. Czy były po niej jeszcze jakieś anielice - nie mam pojęcia...

Jak wiemy - dla mnie czarne jest piękne! :-) Dlatego, 3 lata temu nabyłam Angel of Joy Barbie w wersji AA (z 1998r.). Przekornie w tej lalce urzekła mnie właśnie jej... jasność. Bo choć ma mój ukochany, bardzo etniczny mold Nichelle, jest w najlepszym razie Mulatką. Innych, tak jasnych Nichelle, osobiście nie kojarzę:




Moja Nichelle nazywa się Josene na cześć ciemnoskórej bohaterki, przejmującej mini powieści Erskine Caldwella - "Blisko domu". Czytałam ją, akurat, gdy Angel do mnie dotarła.
"Josene uśmiechała się jak zwykle, kiedy przychodziła do niego. Szczupła, średniego wzrostu, skórę miała koloru słabej kawy z mlekiem, lat niewiele ponad dwadzieścia. Włosy proste, wydawały się czarne w nocy, a brązowe w słońcu. Oczy brązowe, na policzkach trochę piegów". Moja piegów wprawdzie nie ma, ale aż się o nie prosi. Byłam pewna, że zaraz obedrę ją z tego balowego przebrania i ucywilizuję. Tak wyjątkowa lalka daje szczególne możliwości stylizacji. Miałam niecne plany sprzedania oryginalnych akcesoriów.




Ale mało, że nie pozbawiłam jej własnych ciuchów - pozostawiłam ją samą jak pomnik w pudełku.








Jego pistacjowy kolor, quazi średniowieczne złocenia i napis, wprawiający każdego kolekcjonera w drżenie - "pierwsza z serii" - zadziałały jak zasieki. Zamarłam i wcale tego nie żałuję.
Josene stoi w salonie na witrynie z ekskluzywnymi babkami i dyskretnie nad nimi czuwa.
;-)
      
Wysokość: 29 cm.
Tworzywo: plastik
Cechy szczególne: lalka - anioł. Pierwsza z serii.
Sygnatura: Mattel.
Data produkcji: 1998.
Kraj produkcji: 

Height: 29 cm. 
Material: plastic 
Special features: doll - an angel. The first of the series. 
Call: Mattel. 
Date of manufacture: 1998. 
Country of production:

poniedziałek, 5 maja 2014

Ubieram duże dziewczyny. Moja krótka historia projektowania mody. Część 3/Dressed big girls. My brief history of fashion design. Part 3.



Dziś ciąg dalszy wpisów bez aspiracji akademickich: zero dat, nazw, odniesień. Także zero gadania, co mi się rzadko zdarza :-) Krótko mówiąc - odpoczynek od tego, co serwuję zazwyczaj.
Są za to obrazki moich kolejnych wytworów. Dopiero teraz zauważyłam, że coś mi ostatnio szwankuje galanteria. Zaniedbałam sprawę pasków i torebek. Trzeba to zmienić w najbliższym czasie!

Zaczynamy pokaz mody...
Ta pani ma prawdziwy temperament wybiegowy - we wszystkim: każdym fasonie, kolorze, fakturze, wygląda równie zjawiskowo...



















Ta ma już większe wymagania i nie w każdym stroju jej do twarzy.






Za to Lizette jest jeszcze piękniejsza w skromnych, łagodnych barwach:






Esme, co zrozumiałe, woli kreacje egzotyczne. To jeden z najstarszych moich projektów, zapodziany przy poprzedniej prezentacji.










Dziękuję za uwagę.
Wracam do szycia :-)