środa, 14 września 2016

Lalkowe spotkanie w starej części Warszawy


W miniony upalny piątek, skrzyknęłyśmy się na lalkowy meet. Były piękności vintage i te absolutnie świeże, prawie ciepłe, dopiero zdjęte ze sklepowej półki. Przyznam, że jestem ostatnio trochę poza czasem na skutek swoich osobistych spraw, dlatego niektóre panienki ujrzałam po raz pierwszy... Były duże i małe; kolekcjonerskie i ooak -i; bohaterowie filmów oraz te maksymalnie wyrafinowane, ledwie kojarzące się z lalkami.











Niestety, na mojej karcie zachowało się niewiele pustych klatek, ponieważ rozochocona szybkim załatwieniem spraw, znalazłam się w miejscu prawie docelowym dwie godziny wcześniej. I korzystając z pięknej aury, nie tyle duch, co nogi poniosły mnie w przeciwnym kierunku. Stara część stolicy wchłonęła, jak bezpieczny kokon. Bo to, co ujrzałam, wywołało wspomnienia dzieciństwa, ba całego niemal życia, które zmieniłam stosunkowo niedawno. Zdobione bramy, podwórka niczym studnie, charakterystyczny zapach cegieł latem, echo gołębich pohukiwań...
Oto, co mnie ukształtowało - ten czas miniony zamknięty w architekturze, urok rzeźbionych balustrad i postrzępionych murów. Nic w tym dziwnego, że jak to zobaczyłam, musiałam uwiecznić...      










(wszystkie epoki stolicy)



(Sfinks Patriota??)


W spotkaniu w "Secesji" wzięły udział: Zurineczka, Inka, Nina i ... Kida, czyli ja ;-). Dziękuję Wam Dziewczyny za ten dzień!  

A więcej sentymentów na tym blogu:  simran2pl.blogspot.com



Tutaj zaś, zapraszam gorąco do przeczytania naprawdę ważnego tekstu. Jeśli możecie, polećcie znajomym....  simran4.blogspot.com


niedziela, 11 września 2016

Historia Kena - część 2/The History of the Ken Doll. Part 2.


Za oknem cykady i balsamiczny zapach lasu, a ja kontynuuję historię męskiej lalki Mattela... Zainteresowanych początkiem wątku, odsyłam do pierwszego, encyklopedycznego wpisu z 20 maja br. Ciekawe, że choć chłopak/mąż Barbie pojawił się 2 lata po jej narodzinach, w 1961r. (a więc na początku była Ewa!) wśród kolekcjonerów jest ledwie ułamkiem zbioru. W sposób naturalny zbieramy piękne (czasem przesłodzone)/eleganckie/sportowe/nowoczesne/klasyczne/ (niekiedy) kiczowate Barbie, ale już z większym dystansem podchodzimy do jej partnera. Jakże często spotykam się z opinią: "Barbie zbieram, ale facetów nie", albo: "Mam jednego przedstawiciela gatunku". Hmmm, dobre i to...  
Tymczasem Ken, choć i przez samą firmę - matkę Mattel, traktowany nie raz po macoszemu, jest znakiem czasów. Owszem, nie tak dopracowanym jak Barbie, ale... jest!
Jakże często skąpiono mu naturalnych włosów, zastępując czuprynę moldowanym kształtem... A i ciało, było zawsze trochę nieforemne, mniej artykułowane niż to należące do Barbie. Jednakże, patrząc na Kena możemy się sporo nauczyć o paradygmacie mężczyzny w XX i XXI wieku.
W 1983r. pojawia się mold "Crystal Head", który króluje na sklepowych półkach do 1988r. (ostatnim był jednakże "Cool Times Ken" z 1989r.) Jest to już czwarta twarz przyjaciela Barbie.


(z lewej "Island Fun Ken" (1987); z prawej Sea Lovin' Ken (1984)

Kanciasty przystojniak w typie młodego (wówczas) Arnolda Schwarzeneggera, czy Gordona Thomsona (Adama Carringtona z serialu "Dynastia") przełożył się na lalkę, którą pamiętam jak ze snu w dłoni mojej znajomej z klasy. Później, naoglądałam go się do woli u innej koleżanki.



Świadomie przyjęłam do serca nowszy model, zaprojektowany w 1988r (mold New SuperStar)... Bardziej przypominał mi idoli z plakatów w pierwszych pismach dla młodzieży i (a więc) pierwszych zachodnich seriali, czy produkcji fabularnych, które na dobre zagościły wreszcie na polskich ekranach. Miałam też wtedy taką towarzyszkę zabawy o bliźniaczej wrażliwości, którą latami nazywałam "przyjaciółką". Może istotnie byłyśmy wtedy prawdziwymi przyjaciółkami... Ale, czy autentyczna przyjaźń powinna się kończyć ot, tak bez wyraźnego powodu, bez kłótni, bez zdrady, bez podłożenia świni przez którąś ze stron? I to jeszcze w trudnym okresie dla jednej z nich? Tak, czy siak, lalkowe wspomnienia mam super - a ona,  ekscentryczna, dziewczynka, obdarzona ogromną wyobraźnią, posiadała Kena: "Western Fun/Suncharm" z 1989r. Rany, ale ten plastikowy gość mi się podobał!


W przyszłym roku poświęcę całej serii odrębnego posta.

Mojego pierwszego Kena "Hawaiian Fun" (1991), dostałam w tym czasie, w którym inne dziewczęta zaczynają już oddawać lalki młodszym siostrom. Cóż, ja siostry nie miałam, a i do lalek nie żywiłam szczególnej czci, ale powiedzcie sami - przejść przez dzieciństwo bez Barbie i Kena? To dopiero byłoby społeczne wykluczenie ;-))) Mój ukochany Ken, obdarzony plastyczną osobowością i bujnym życiorysem, a także cała seria, doczekają się również odrębnego posta.


A tu na dokładkę "Ski Fun Ken" (1991r.)


Ale cofnijmy się jeszcze. W czasie, gdy standardowym Kenem jest ten na moldzie "Crystal Head - Carrington", mamy następujące męskie rodzynki:
W 1986 pojawia się bardzo osobliwa twarz w przełomowej serii "Barbie and the Rockers". "Hot Rockin' Derek".




Dwa lata później wychodzi jako Dude - przyjaciel Jazzie. A w Wenezueli, także w 1988r. w wersji Hispanic, sprzedawany jest jako "Olimpico Ken".
Seria Rockers (1986) generuje jeszcze jednego przystojniaka, tym razem w rootowanymi włosami. Jak dla mnie - jest obłędny!


Na tym samym moldzie w tym samym roku, wychodzi też zniewalający brunet o bałkańskiej urodzie: "Jewel Secrets Ken".







Mold mimo ogromnego potencjału, został użyty jeszcze tylko raz, rok później, jako:"Bobby BiBops". Rok 1986 dostarcza jeszcze jedną charakterystyczną, bardzo udaną twarz" The Heart Family - Grandpa".



I ten cudny, realistyczny, pełen życia mold odszedł w mattelowski niebyt. Jedynie w 1993 przypomniano sobie o nim epizodycznie tworząc lalkę Davy'ego Crocketta...
Powyższy przegląd dotyczy tylko białych lalek - wątek AA, opiszę w swoim czasie odrębnie.

Nowy Ken, w typie Ala Pacino, debiutujący pod szyldem "Alan", narodził się niebawem - w 1990 r. i istotnie po grzecznie zaczesanych na bok klasykach, stanowił aktualny wizerunek przeciętnego mężczyzny tamtej epoki:


Ale to już opowieść na kolejny odcinek.  

sobota, 10 września 2016

Rose Red Yuri


Wrzesień oddaje to, co zabrał nam sierpień... Gdyby nie coraz krótsze dni, mogłabym się nabrać, że to środek lata. Dopiero w połowie mijającego tygodnia, zdałam sobie sprawę, jak bardzo wykończyła mnie fizycznie i psychicznie ta wakacyjna "jesień". Ładuję więc akumulatory przed zimą, skoro trafiła się szansa ;-) W taką aurę dużo łatwiej mi dźwigać różne sprawy, zbyt uporczywie do mnie przyklejone. I tak, w czwartek wyskoczyłam z aparatem, ale nie był to dobry dzień na lalkową sesję. Spóźnione lato nawet w środku dnia wygnało na spacery gromady ludzi. Nagle okazało się, że także w moich, dotychczas intymnych zakątkach nie jestem sama. A może to ja po prostu nie miałam dość siły, nastroju oraz samozaparcia do ustawiania lalki przed obiektywem. Do tego - nie byle jakiej lalki, ale samej "Rose Red" Yuri, wydanej w 2010r. przez Integrity Toys, w ilości 300 egzemplarzy na cały świat!  
Co, czyżbyście nie poznawali? Wcale się nie dziwię. W oryginale ta lalka miała z tyłu płaszcz gęstych, falowanych włosów sięgających pasa. Wyglądały, jak przyczepione do przedniej części fryzury. Mimo reformy wizerunku "nu face", gdybym ujrzała ją w tej wersji, raczej nie skusiłabym się na zakup. Ale moja odważna poprzedniczka użyła nożyczek i tak - mogę rzec, że posiadam nie tylko ściśle limitowaną postać, ale też lalkę OOAK!
W mojej stylizacji wygląda następująco:





Wedle autorskiego projektu, miała czerwoną falbaniastą suknię w stylu gotyckim. Towarzyszyła jej brunetka Kumi Snow White. Obie dziewczyny tworzyły intrygującą całość (prawie pozytyw i negatyw) tak dla kolekcjonerów lalek, jak i miłośników bajek. Niestety, skoro lalki wybitnie rzadkie, światowe blogi niemal nie oferują ich zdjęć. Te można znaleźć na stronie I.T. Ale firma jest bardzo konserwatywna i nie pozwala kopiować fotografii, nawet w celu reklamującym jej produkty. Cóż, trudno. Dla porządku dodam, że w serii, były jeszcze 2 lalki inspirowane "Alicją w Krainie Czarów".
Yuri ma smukłe, dość realistyczne ciałko i nie tylko szczupłe dłonie o artykułowanych nadgarstkach, ale też piękne, ruchome w kostkach płaskie stópki z wyodrębnionymi paluszkami. Ma również pomalowane paznokcie. Kiedyś zapewne pokażę Wam te detale...




Wysokość: 30 cm.
Tworzywo: plastik.
Sygnatura na głowie: 2008 Jwu By IT
Rok produkcji: 2010.

Height: 30 cm.
Material: plastic.
Signature on the head: 2008 Jwu By IT
Date of manufacture: 2010.

Zapraszam też jak zwykle na mojego ekologicznego bloga: simran4.blogspot.com


I jeszcze kilka migawek z mojego miasta: