sobota, 11 stycznia 2020

Teresa i Teresa - część 1 (Hollywood Hair Teresa 1992 & Camp Teresa 1993)


Po świątecznych szaleństwach i kolorach, świat wraca do szarej normalności, może nawet jeszcze bardziej szarej niż zwykle, bo wilgotna aura przypomina skrzyżowanie listopada z początkami marca. Zimy, jak nie było, tak  nie ma.
W miejsce spokojnych, czystych ulic,




wróciły męczące korki...
Stos zieleniutkich choinek, zaczął piętrzyć się przy osiedlowych altanach jeszcze przed Świętem Trzech Króli, podczas gdy moja rekordowo szybko uschła na pieprz i jeszcze stoi... Jak zwykle, pojąć nie mogę takiego marnotrawstwa - cechy, która niestety zaczyna charakteryzować nas jako naród...
Wraz z choinkami, znikają iluminacje z balkonów i szopki z przestrzeni publicznej:







By the way, ciekawa jestem co na tak zakolczykowaną, monitorowaną owcę, powiedzieliby wtedy w Betlejem ;-)


 
Żeby już nie przedłużać dygresji, dziś pokażę Wam dwie z moich licznych Teres, ale bodaj - najbardziej ukochane.



Do Hollywood Hair Teresy z 1992 r. (nr katalogowy: 2316), wzdychałam grubo ponad rok. Mattel po raz kolejny sięgnął do pomysłu nienaturalnie długich włosów u lalek, ale ten projekt, walnął mnie niczym Amor strzałą - prosto w serce. Nabyłam ją za uzbierane pieniążki (urodziny, Mikołajki, choinka, niespodziewany grosz od znajomych Mamy - bez pomysłu na prezent dla nastolatki, Babcia, sprzedaż świątecznych pocztówek robionych na zamówienie, etc.) już jako początkująca licealistka. Z tajnego notesu, do którego dokopałam się w tej chwili, widzę, że jest to druga lalka, jaką kupiłam... w tajemnicy, ale datę dzienną, znalazłabym dopiero w dzienniku z tamtego roku, a to już zbyt wiele szukania ;-) Pewnie niejedna z Was, moich rówieśniczek, miała podobny dylemat, gdy społeczeństwo oceniło, że "Jesteś już zbyt duża na lalki!", a pojęcie kolekcji, funkcjonowało wtedy zaledwie marginalnie. Cóż było robić gdy jakiś plastik, porcelana, albo szmatka wpadły w oko? Kupowało się w sekrecie i chowało do biurka lub w inne osobiste miejsce, do którego dorośli nie zaglądali zbyt często, niekiedy nawet - wcale. Tak było u mnie z Hollywood Hair Teresą.



Do dziś pamiętam, jak kupiłam ją przed lekcjami, w mroźne grudniowe popołudnie i z bijącym sercem, zapakowałam do plecaka. Ursynowski bazarek, gdzie ostała się chyba ostatnia sztuka, istnieje do tej pory...
Chciałam pokazać Wam tę lalkę w oryginalnym ubranku, ale nie wiem, gdzie je schowałam ;-S Zresztą kojarzycie pewnie te pomarańczowe jaskrawości i złota. Tu - pozuje w jedwabnej sukience uszytej wtedy, drobnymi palcami dziewczyny, przed którą nie tylko igła z nitką miały morze intrygujących tajemnic, ale i całe życie, cały świat...



W komplecie, standardowo wyszły jeszcze: Barbie, Ken i Skipper.
Kiedy rok później, w 1993, do Polski zawitała biwakowa seria: "Camp Barbie", znowu, choć liczyła o 2 postacie więcej - Midge i ciemnoskórą Christie - to Teresa o miodowych włosach, zwróciła moją uwagę. Po dziś dzień uważam, że jest wizualnie skromniejsza od poprzedniczki (m.in. krótsze włosy w słabszym gatunku) co jednak nie zwalnia mnie od zachwytu. Mimowolnego? ;-)


To, że wtedy nie było opcji, kupowania dwóch podobnych lalek w zbliżonym czasie, nie znaczy, że nie można było marzyć: A gdyby kiedyś i ta druga trafiła w moje ręce?...



Trafiła dopiero kilka lat temu. Używana, nagusieńka, za niewielkie pieniążki. Ale jakże się cieszyłam, wtedy! I cieszę do tej pory.


A wraz z nią Hebe - jej starsza o rok siostra, do zakupu której nigdy nie przyznałam się Mamie ;-)


Niniejszą sesję w gorący weekend podczas grzybobrania, wykonałam w dn.:  9-12 października 2019r.






A tych, których interesuje dawna moda - zapraszam TUTAJ: https://simran2pl.blogspot.com/2020/01/maski-domina-i-tarlatan.html
by poznali tajemnice strojów karnawałowych, jakie nakladali mieszkańcy stolicy 100 i 200 lat temu :-)

8 komentarzy:

  1. Hollywood Hair Teresa to najpiękniejsza z Teres! Jest tak cudna, że aż trzewia ściska :) Całkiem przyćmiła Barbie z serii, a i ona jest przecież bardzo urodziwa.
    Z tym wyrastaniem z lalek to przykra sprawa. W czasach mojego dzieciństwa Barbie była tylko w Pewexach i to w liczbie zaledwie kilku sztuk, a gdy już w naszym kraju pojawiły się supermarkety, a wraz z nimi długie regały z lalkami, to ja już byłam na nie za stara - wszak szłam do liceum. Ech, na szczęście mogłam bezkarnie toczyć pianę na ich widok gdy moje młodsze siostry zapędzały się do działu z zabawkami naciągając rodziców na lalki :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Przypuszczam, że jesteśmy w podobnym wieku ;-)
    Niestety, nie miałam rodzeństwa, a jedynie daleką, młodszą kuzynkę z kupioną parę lat wcześniej Barbie Super Star (oj, jak wpatrywałam się w te gwiaździste oczy) i córkę przyjaciółki Mamy, nieco starszą od kuzynki, ale tak patologicznego psuja, że serce się krajało na widok pięknych zabawek, przywożonych z Norwegii, które od wizyty do wizyty, pokrywały się mazakami, traciły włosy, a nawet i głowy...
    Życie szybko nauczyło mnie być operatywnym dzieckiem, a później nastolatką i dążyć konsekwentnie do celu, ale zakup lalek w konspiracji niósł ze sobą tyle samo stresu, co radości. Czasem musiałam się tłumaczyć, na co wydałam uzbierane pieniądze i wtedy trzeba było zawyżać ceny kosmetyków, albo pożyczyć na dłuższy czas jakieś książki od serdecznej Przyjaciółki ;-))). A i tak bywało ciężko.

    OdpowiedzUsuń
  3. Śliczne Tereski. Bardzo podoba mi się to zdjęcie z muchomorkami. A swoja droga ciekawe, czy w ogóle zima nadejdzie. Kiedyś przy zbiornikach na deszczówkę postawiliśmy stara wannę. Nie zdała egzaminu jako "basen" i nie chcąc mieć wylęgarni komarów zamieniłyśmy z córka na rabatkę i co? Polowa stycznia, a na naszej rabatce lewkonie kwitną, obok nagietków i jeszcze chyba rezedy! Czyli strzał w 10! A teraz ide te stroje karnawałowe pooglądać. Pozdrawiam. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. He, he... W naszej wannie, siałyśmy cukinie i kabaczki. W żadnym innym punkcie działki, nie miały tak dorodnych owoców ;-)

      U sąsiada w ogródku widziałam kwitnące astry, albo chryzantemy. U mnie w skrzyniach też mają się nie najgorzej - soczyste, zielone liście i pączki u obu gatunków, choć z braku czasu wciąż zapominam o podlewaniu tego, co rośnie poza mieszkaniem...

      ps. Dziękuję za uroczą historię, którą się ze mną podzieliłaś na drugim blogu :-)

      Usuń
  4. Przepiękne te Tereski :D
    Fajnie, że pokazałaś zaległe fotki <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, Ewuniu.
      Jeszcze trochę mam tych zaległości,ale czy będę kontynuowała bloga po zamieszczeniu starych wpisów - nie wiem :-S

      Tak, jak rozmawiałyśmy ostatnio - moda na blogi mija, społeczność się kruszy.
      Ludzie wolą płytki, bezpłciowy FB.
      Ja nie.

      Usuń
  5. Fajne sa takie lalki - wspomnienia naszych dziecięcych marzeń. Teraz owszem, człowiek ogromnie się cieszy ze swoich lalusząt, relaksuje przy nich (dłubiąc jakieś dioramki, czy miniaturki, ale kiedyś taka lalka to była celebracja... Śliczne!

    OdpowiedzUsuń
  6. Ba! Komórki mózgowe nam się zmieniają z biegiem lat, twardnieją...
    Trudno czuć równie subtelnie, jak to robi dziecko.
    Ale powiem Ci, że im mniej lalek kupuję, im rzadziej - tym silniej się cieszę z nabytków. Tym dłużej dają mi poczucie spełnionego marzenia, radość, satysfakcję...

    Manualna twórczość w oparciu o lalkowe hobby, to już całkiem inna historia.

    OdpowiedzUsuń