niedziela, 2 kwietnia 2017

Lalki z Ukrainy/Dolls from Ukraine


Poza budynkami, zaczyna rozpychać się wiosna, a nawet... lato. Z dnia na dzień bardziej, choć istnieją jeszcze takie wpadki, jak w miniony czwartek. Porywisty, lodowaty wicher, przenikający ciało bezlitośnie i szare chmury. Sęk w tym, że musiałam rano realizować materiał nad brzegiem Wisły.... Myślałam, że wychłodzę się na śmierć. Nawet faceci narzekali ;-S Gdy w noc poniedziałkową, po ekstremalnie intensywnym dniu, opuszczałam o godz. 2.10 pracownię ceramiczną, nad moją głową rozkrzyczały się dzikie gęsi. Usłyszałam tylko szelest skrzydeł. Pies koleżanki uniósł niedbale głowę, ale ja na gwiaździstym niebie, nie ujrzałam klucza ptaków. Wspomnienia ścisnęły za serce...
Za to na moich fotografiach, na przekór weekendowemu słońcu i cebulicach w rozkwicie, widnieje jeszcze śnieg uchwycony pod koniec zimy - magicznej pory roku, która mnie osobiście bardzo inspiruje... Tęsknicie za białym puchem? ;-)


Czas znika w młynie pracy. Praca dobra na niemyślenie o tym, czego nie ma, a być powinno oraz o tym, co jest... ale niechciane. Kartki ze zdzieraka sypię na kuchenną szafkę - bez segregacji, jednak z nadzieją, że jeszcze przeczytam i wytnę mądre motta, oddzielę przepisy jadalne, od tych niejadalnych. Nawet z punktu widzenia kota ;-)
Chłopak i dziewczyna w ukraińskich strojach, nie zjawili się u mnie w tym samym momencie. Osoba, od której kupiłam faceta (24 cm) i pannę na oko tej samej firmy, ale dużo większą (36 cm), napisała w opisie aukcji, że lalki są oficjalnymi maskotkami letniej Olimpiady w Moskwie z 1980 r. Istotnie, duża krasawica, ma na spódnicy nadrukowane logo Olimpiady, więc prawdopodobne, że i te mniejsze pojawiły się w tym samym czasie.


Tak, czy inaczej, po kilku nocach doraźnego śledztwa zwłaszcza na Etsy i Ebay, odkryłam parę lalek w podobnym stylu, zrobionych na podstawie tej samej matrycy i z identycznego: lśniącego, cieniutkiego, lecz mocnego plastiku. Ci, którzy zbierają lalki z dawnego ZSRR, wiedzą, o czym mówię. Miały taką oto metkę,


wiec na 99% mogę typować, że trafiłam na producenta mojego sympatycznego duetu...  


Dziewczynę do pary, dokupiłam przeszło rok później na Allegro. Stoczyłam krótki pojedynek i... mam! W oryginale powinna nosić wianek na głowie - no, w końcu Słowianka - co podpatrzyłam na fotografii znalezionej w sieci.
Zastanawiam się, czy do tej wysokiej pannicy też istnieje jakiś chłop ...? Laleczki mają bardzo umiejętnie moldowane buty - znakomicie udają zdejmowane. Ręce, nogi i główka na gumkach. Dziewoja, posiada nawet obrębione, płócienne majteczki na gumce. Współczesne Barbie, mogą jej tylko pozazdrościć autentycznej bielizny. Chłopak za to, ma naturalną, uporczywą tendencję do stania w rozkroku. Ani prośbą, ani groźbą, nie da ustawić się go na baczność ;-) Nie wiem, czy o to chodziło w oryginale, czy padł po prostu jakiś mechanizm.






Zgadniecie, gdzie w stolicy istnieje taka baśniowo-folkowo-kiczowata witryna? ;-) Choć mróz, przenikliwym bólem atakował place, nie mogłam odmówić sobie krótkiej sesji na oczach widzów... Sesji, skądinąd przypadkowej, bo jechałam przed wieczorem do Babci. Tego dnia wystąpił jakiś problem w warszawskim metrze, który przełożył się zatłoczone tramwaje. Wybrałam szybki spacer w ramach rozgrzewki i po drodze, odkryłam takie coś... Traf chciał, że wcisnęłam do torby lalki lekkie, niezbyt duże... I mogę powiedzieć: nie ma tego złego, co by na dobre (zazwyczaj) nie wyszło.



Wysokość: 24 cm
Tworzywo: rodzaj plastiku.
Sygnatura: Brak
Znaki szczególne: lalki wyprodukowane z okazji Olimpiady w Moskwie
Data produkcji: przełom lat 70/80 XX W.
Kraj produkcji: ZSRR

Height: 24 cm
Material: plastic type.
Signature: None
Special characters: dolls made for the Olympics in Moscow
Production date: years 70/80 XX W.
Country of production: USSR

Zapraszam też TUTAJ:   simran2pl.blogspot.com



I TUTAJ:  simran4.blogspot.com  gdzie pokazuję, jak bezwzględnie rozprawiono się z drzewem, które nie raz brało udział w moich sesjach lalkowych:



Takich zdjęć już więcej w tym miejscu nie zrobię...

wtorek, 21 marca 2017

Jedyne takie na świecie! Autorskie lalki z Kurpi. OOAK pełną gębą!


Minione dwa tygodnie, upłynęły mi jak we śnie, a ich intensywnością, mogłabym obdarzyć dobre dwa miesiące. Jeśli nie więcej. Chciałam się sprawdzić na głębokiej wodzie, więc los dał okazję. Bywało, że w ciągu tych niewyobrażalnie pojemnych dni, miałam wątpliwości, gdzie jest chodnik, a gdzie niebo ;-) Przyjaciółka uświadomiła mnie życzliwie: "Rano, gdy wychodziłam do pracy, chodnik był na dole, a niebo rozciągało się na górze. Przypuszczam, że do wieczora nic się nie zmieniło". Ufff... Ogarnęłam, dwie osiedlowe awarie internetu, wyluzowałam, przeorganizowałam się i zaczęłam sypiać trochę dłużej niż 4 godziny na dobę. Sprzątając (w ramach odpoczynku od pracy) nieprzyzwoicie zapuszczone mieszkanie, mogłam też wreszcie rzucić zmęczonym okiem na lalki. Maleńkie Lemonhead'ki nadal leżały w uchylonej reklamówce na podłodze, tak jak je położyłam po spotkaniu u Zuri. Szczęście, że nie odkrył ich kocur. Choć prawie wszyscy z utęsknieniem, czekają na wiosnę, dla mnie marzec, to od dobrych paru lat fatalny czas. Rocznice śmierci i świąt prywatnych, których też już nie celebruję, bo organizatorzy albo zmarli, albo odeszli w milczeniu z mojego życia, tylko zachęcają do ucieczki w pracę. Wbrew pozorom są i dobre strony tego zjawiska: poznaję nowych fantastycznych ludzi; umacniam kontakty z poznanymi wcześniej. Ci, którzy zaglądają czasem na mojego drugiego bloga: "ODKRYTE, UPOLOWANE, WYCZAROWANE", kojarzą pewnie wyjątkowego rzeźbiarza i rekonstruktora dawnych instrumentów ludowych - Pana Andrzeja Staśkiewicza. Zainspirowany moim blogiem "Dolls of the World", wyrzeźbił eksperymentalnie w drewnie, dwie niepowtarzalne lalki. To dopiero początek projektu!









Ja jestem zachwycona. Większa lalka ma nawet artykułowane nadgarstki!!! Strój jest dziełem pani, zajmującej się krawiectwem. Obaj faceci z drewna wchodzą w skład wystawy rzeźby ludowej i dawnych instrumentów, prezentowanych w Galerii Rondo w warszawskiej Cepelii, przy ul. Marszałkowskiej 99/101. Ekspozycja jest czynna do końca marca br. Relacja z imprezy na drugim blogu - niebawem.



Tymczasem zapraszam do podziwiania misternie wykonanych wycinanek i kwiatów z papieru, których Autorką jest Elżbieta Kasznia:   simran2pl.blogspot.com

Zapraszam też TUTAJ:  simran4.blogspot.com 

poniedziałek, 6 marca 2017

Tajna 12. Lalkowe spotkanie w stolicy


Zanim wchłonął mnie i zassał wir obowiązków w nowym dziale, gdzie póki co, poruszam się jak noworodek we mgle, miałam możliwość naładowania akumulatorów w iście czarodziejskim miejscu... Tym razem spotkanie u Zurineczki nie było (jak to się zazwyczaj działo) kameralne. Karolina obliczyła, że rotacyjnie, baśniową przestrzeń nawiedziło aż 12 Osób, nie tylko z mazowieckiego! Przyznam, że trochę się zapętliłam w takim tłoku, ale cieszę się ogromnie, mogąc poznać tyle Dusz lalkolubnych! Oprócz stałych bywalczyń, odkryłam też i nowe, z którymi fantastycznie było dzielić się swoimi spostrzeżeniami oraz wrażliwością. Były również nowe lalki - niektóre ujrzałam po raz pierwszy w życiu! Ilość wykrzykników użytych przeze mnie w jednym poście, świadczy o tym, że bawiłam się doskonale i po dziś dzień udziela mi się pozytywna energia tamtej ostatniej soboty lutego... Nie miałam niestety całościowej kontroli nad tym, która lalka stanowiła czyją własność. Panie i panowie zintegrowali się natychmiast, nie pomni na różnice pochodzenia, gabaryty i tworzywo, z którego zostali wykonani. Zatem arystokratyczne żywice siedziały zgodnie obok skromnych szmacianek. Czasem sobie myślę, że ludzie mogliby się uczyć od lalek ;-) Świat byłby wtedy dużo lepszy.









Moja FR - ka Kyori, usiłowała rozkochać w sobie OOAK-a Kasi Zbieraczki. Prawda, że pięknie przerobiła chłopa i namalowała mu śliczny tatuaż?



Niestety on, wybrał pulchną czekoladkę Inki o modnej fryzurze (tegoroczny wypust Fashionistas Curvy), więc Kyori pozostała niepocieszona....




Także moja druga RF-ka, Erin z 2009r. choć "nu face", nie zaznała szczęścia w miłości. Nowa twarz męskich Fashionistas, okazał się bardzo powściągliwy w wyrażaniu uczuć.



Nie zdobyła go też Avon Splendor Rose (2010r.) Choć robiła do niego sarnie oczy, pozostał sztywny i nieprzystępny. Nie ośmieliły go nawet egzotyczne zarośla. Nic nie zaiskrzyło pomiędzy nimi. Widać, moje dziewczyny odziedziczyły po mnie brak fajerwerków w miłości ;-D.



Tyle dobrego, że ASRa, zostaje jednak w mojej kolekcji. Oczywiście, Karolino, pamiętam naszą rozmowę...
Tuż przed wyjściem do Zuri, zgarnęłam dodatkowo do torby, komiksowe Lemonheads. Te 11-centymetrowe laleczki o dyskusyjnej urodzie, bardzo pragnęły, by ktoś powiedział im: "jesteście piękne". I usłyszały całkiem sporo komplementów!


Podobały się także moje folk vintage i mini Disney, dopchane na zasadzie puzzli do pudełka (z lewej str. fotografii):


A ja już tęsknię za kolejnym takim spotkaniem i chociaż jednym wolnym dniem, by móc pozaglądać na Wasze blogi. Ściskam ciepło!!!!
   



Zapraszam też TUTAJ, do przeczytania wywiadu z wybitną Artystką:   simran2pl.blogspot.com