wtorek, 20 stycznia 2015

Witryna - okazyjny zakup/Occasional purchase



Odkąd uporałam się wreszcie ze sprawą książki, mój stres i wyczerpanie nabrały takich rumieńców, że mogłyby przyćmić słońce. Kto miał pogratulować, pogratulował, kto miał pozazdrościć - pozazdrościł. Wszystko w myśl przewidywań ;-). Teraz nastała proza codzienności... Słyszałam, że tak jest: iż po wielkim wysiłku, wcale nie spada z nas natychmiast jego widmo, tym bardziej gdy jeden wysiłek zmienia się w drugi. A prawda jest taka, że weszłam w fazę permanentnej szarpaniny, szukania miejsc zbytu, nawiązywania kontaktów i wypiekania dwóch pieczeni na jednym ogniu, bowiem szukam jednocześnie nowej pracy... I tak, tydzień za tygodniem, przynosi multum rozmów, nowych twarzy, różnych temperatur emocjonalnych. Po każdym taki spotkaniu, jestem jak chora następnego dnia, wypluta, zużyta, myśląca o następnych telefonach, które trzeba wykonać i już kalkulująca, co rokuje, a co nie. Reguła jest jak zawsze ta sama. Jednakowy scenariusz obowiązywał, gdy na studiach wstawiałam do galerii swoje obrazy, a po studiach, pracowałam kilka lat jako dziennikarka. Gdy idziemy gdzieś po znajomości, wszystkie chwyty są dozwolone. Żadnego spinania się, maskowania, układania - wystarczy uśmiech i zazwyczaj jest on szczery. Sprawa i tak będzie miała przebieg zgodny z naszymi oczekiwaniami. Gorzej, gdy idziemy gdzieś na pałę, bez wcześniejszej zapowiedzi na salonach. Tu potrzeba nie lada zdolności aktorskich i wiary, że wierzymy w to, co robimy ;-) Widzisz Osobę na Stanowisku, która dużo może i nie omieszka ci tego oznajmić między wierszami, musisz prowadzić kurtuazyjną konwersację na tematy w "dobrym tonie" (choć masz ochotę ryknąć: "Da mi pani/pan tę pracę do cholery, czy nie!?") i udawać ufną jak dziewczynka z przedszkola, choć czujesz, że Osoba na Tronie ma cię kompletnie w de, palcem w twojej sprawie nie kiwnie, ale ust nie skrzywisz, bo może jednak coś ją ruszy, książki zamówi, albo robotę znajdzie, lub choć popchnie cię dalej... No, masakra! Sprawdza się także Reguła Nr 2.: Ci, którzy dużo mogą, nigdy nic dla ciebie zrobią. Ci, którzy mogą mało - zrobią najwięcej. Ci którzy nie mogą nic - będą bardzo pragnęli pomóc i czasem podadzą jakąś złotą myśl.
Na szczęście w jednym miejscu kluje mi się konkretnie fajna współpraca. Narodził się też świetny pomysł na promocję mojej książki. Ale tak, czy siak, pośród koszmarów, które towarzyszą mi co noc od czterech lat, zaczyna się pojawiać też inny sen: pakuję walizkę (nie mam takiej, więc nie jest proroczy ;-)), w drugą rękę biorę klatkę z kotami, zamykam na klucz drzwi, wyciągam baterię z komórki i... znajduję się na bezludnej wyspie! (standardowa, jak ze wszystkich przygodowych filmów, ale wiem niezachwianie, że człeka tam nie uświadczę) Czyż to nie piękny sen? :-)))      
A w realu stresy odreagowuję rzeźbiąc i podziwiając moją kolekcję, której jeszcze nigdy nie widziałam w takim zestawie:



Flavas i Bratz:


Skipper i Kiry:


Barbie z lat '90.:


Bratz:


Vintage:



Czemu? Bo duża część tych lalek, spędziła ostatnich 5 lat, a niektóre i całe swoje lalkowe życie - w kartonach! Na szczęście zakupiony za 100 zł mebel wraz z początkiem roku, rozwiązał w dużym stopniu problem kartonowiska zawalającego mi najmniejszy pokój. Wprawdzie są już tam dwie małe witrynki z Ikei i jedna większa, ale ilość pozostałych pudeł, zachwycała tylko kotkę ;-)



Miały też koty używanie, gdy zaczęłam rozbrajać ten strychowy skład:







A ja, jak jakiś robot tyrałam półtora dnia i półtorej nocy w amoku odkrywcy. 3 i pół roku temu, przeprowadzałam się w tak wielkim psychicznym bólu, że wiele pozycji które owijałam w ściereczki mechanicznie, umknęło mojej uwadze. Nie zabrakło więc kilku "ochów" w stylu: "O, rany, ja to jednak mam?" ;-)
Były też westchnienia rozczarowania, gdy patrzyłam na lalki kupione za kieszonkowe w liceum, które latami stały wystawione na promienie słoneczne, kurz i dym papierosowy, emitowany nie przeze mnie wprawdzie, ale mym lalom dokuczający. Panny te mimo teoretycznego braku użycia, wyglądają jak nabytki z pchlich targów. Jeszcze gorzej ma się rzecz z ubrankami. Ocalały tylko te, które zaraz po zakupie lalki lądowały z powrotem w pudełku. Na całe szczęście, takich była większość, bowiem firmowa estetyka za grosz kiedyś do mnie nie trafiała.


Mebel jest używany, a lewa górna szyba ciężko chodzi. Ale jego pojemność i cena, satysfakcjonują mnie w zupełności. Przypomina mi też meble, jakie pamiętam z różnych domów i miejsc, z lat mojej wczesnej podstawówki. Ma w sobie jakieś skromne ciepło.
I nie ukrywam, że każdą wolną chwilę, poświęcam na stanie przed nim z rozdziawionym z zachwytu dziobem. Tam pozwalam sobie zapomnieć o stresie i tym wszystkim, co muszę bez entuzjazmu wykonać.


Zainteresowanych zapraszam na drugiego bloga, gdzie pokazuję nieco drobiazgów z ceramiki i trochę klimatycznych zdjęć: simran2pl.blogspot.com






A tych, którzy chcą się pośmiać z ludzkiej głupoty, zapraszam tutaj:  simran4.blogspot.com


25 komentarzy:

  1. Gratuluję takiej witrynki - moja jest dużo mniejsza i z pożądaniem patrzę na większe meble:)
    Fajna sprawa kiedy można sobie oglądać lalki w pełnej okazałości.
    Powodzenia i cierpliwości w szukaniu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Tylko cierpliwość ratuje mnie przed upadkiem ducha ;-)

      Tak, taka "pełna okazałość" dopiero pokazała mi, stan mojej kolekcji i zmotywowała do odkładania na kolejny mebel. W końcu lalki zbiera się po to, by je oglądać!

      Usuń
  2. Elegancko! - w takiej witrynie to teraz wszystko pięknie się prezentuje ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za odwiedziny :-)
      Wolałabym, żeby lalki miały więcej luzu, ale lepszy taki ścisk, niż dożywotni pobyt w kartonach ;-) Przynajmniej wiem, co mam!

      Usuń
  3. Pomijając bardzo pojemną witrynkę ja zazdroszczę skompletowania fioletowej syrenki z oryginalnym ubrankiem ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ach, słuchaj, ileż lat na nią polowałam!!! 2 x trafiały mi się ogryzki, które za jakiś czas odsprzedawałam mniej wybrednym kolekcjonerom w nadziei, że kiedyś zdybię tę kompletną. I udało się nawet w dobrej cenie (wakacje były, ludzie na wczasach, nikt nie licytował ;-)) Powodzenia!

      Usuń
  4. Lale pewnie są przeszczęśliwe, że mają nowe mieszkanko! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciasne, ale zawsze to postęp względem kartonowych sarkofagów bez światła i tlenu ;-)

      Usuń
  5. piękna kolekcja, tylko pozazdrościć niektórych lalek! Koty masz wspaniałe <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze piszę, że lalki są dużo lepsze od kotów - nie umierają po kilkunastu latach.
      Mam jeszcze trzecią, o imieniu Hołota, ale ona nie lubi się z pozostałymi ;-)

      Usuń
  6. lubie te meble, sentyment z czasów dziecinnych:) jak cięzko chodzi to sie "wypaczył," trzeba ten rowek pogłębic troszeczke np za pomoca płaskiego srobokreta, lub natrzec swieczką:)
    I za szybka siedza to sie nie beda kurzyć:))

    powodzenia w odnajdywaniu moze nie bezludnej wyspy co wysp szczęsliwych

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :-)

      I tak, racja, górka jest wypaczona, chyba dziadek tam kwiatki podlewał ;-) Świeca super sprawdzała się przy opornych suwakach. Może i w tym przypadku naprawi defekt?

      Usuń
  7. You have a beautiful collection, it's great that the dolls are displayed and all in sight to look at :-). My cat is also very fund of my closets :-). I read about the trees on your other blog, terrible behavior...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I am very glad that I can finally watch their own dolls;-)
      The cat is the best addition to the collection of dolls;-)

      And the destruction of trees, not just in my town common practice. And the city pays people for such a cut!

      Usuń
  8. O Boże! Ilość lalek w witrynce mnie przytłoczyła. Strasznie ich dużo, strasznie! Ale za to oglądać je można właściwie wciąż od nowa - w takiej ilości nie dadzą rady się opatrzeć :)
    Do tej pory pracowałam w dwóch miejscach, W żadnym z nich przed podjęciem pracy nie miałam żadnego znajomego, który by mi tam coś załatwiał. Przykro jest czytać o Twoich doświadczeniach z przeszłości. Trzymam kciuki za to, że znajdziesz jakieś ciekawe i satysfakcjonujące, a także dające godziwy zarobek zajęcie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, jak się z maniackim poświęceniem zbiera lalki tyle lat, ile wielu z naszych polskich kolekcjonerów żyje ;-) i jeszcze wprzęga się w to bliskie osoby, to w którymś momencie, domowa kolekcja zaczyna przypominać zbiór muzealny ;-)
      Taaak, wchodzę do tego pokoju i wsiąkam totalnie! Czas leci, a ja stoję wpatrzona jak sroka w gnat i przypominam sobie - która skąd, po ilu latach poszukiwań...

      Zazdroszczę szczęścia do pracy! Ja mam tylko farta do lalek ;-)

      Usuń
  9. Moje też uwielbiają -wszystkie- pudła :)
    Własnie przytachałam jedno wielgaśne z Biedronki :) pudło-półkę - jest ok ;-)
    i walczyłam ze swoim kocurkiem co by mi oddał, ma to być przecież półka
    dla lalek. a nie legowisko dla kotów ;-)
    Witrynka widzę, że ciut rozwiązała problem "składowiska" :)))
    Szczerze życzę powodzenia, bo jak mówią nie taki diabeł straszny ... itd...
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadza się - pudełko najlepszym przyjacielem kota! Padlinka przeszła kiedyś samą siebie i pchała pysk oraz łapę do opakowania po kasecie video ;-) Może się rozciągnie, albo kot wróci do rozmiarów embriona ;-) ?

      Usuń
  10. Ślicznie wyeksponowałaś swoją kolekcję ! Aż miło się na nią patrzy :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ile czasu pochłania to patrzenie! ;-)

      Usuń
  11. super - masz dwie Nakomy - tej czekoladowej nie widziałam nigdy
    u nikogo na blogu - a tym bardziej z bliska! wspaniały lalkozbiór!

    OdpowiedzUsuń
  12. A która to - czekoladowa?? Ta ze zgiętymi rączkami, to klasyczna Sun Colors, zaś ta z prostymi to Color Splash, o której kiedyś pisałam. Obie mają zbliżony odcień - jeśli któraś zdaje się "czekoladowa", to raczej winę ponosi marne światło ;-)

    OdpowiedzUsuń
  13. czyli rozwiałaś moje złudzenia - właśnie o tę w głębi
    witrynkowego lokalu mi chodziło - tak czy siak - obie
    cudne - takie optymistyczne i radujące oko i duszę :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Piękną masz kolekcję , piękną .... Ty się rozpakowujesz a ja pakuje swoje ukochane dobra lalkowe w związku z planowaną przeprowadzką ... Już mi brakuje ich widoku :/ ...

    OdpowiedzUsuń
  15. Przeprowadzka?! Brrrr. Dla mnie to było traumatyczne doświadczenie, (którego echa odczuwam do dziś). Myślę, że dla lalek też ;-)

    OdpowiedzUsuń