niedziela, 18 października 2020

Czarna Skipper - cz.2/Black Skipper - part. 2

Wybaczcie mi, jeśli ostatnio kontynuuję, lub uzupełniam wątki sprzed lat. Czasem dziwię się, że już tak wielu. Bo o ciemnoskórej Skipper, po raz pierwszy pisałam w 2015 r. TUTAJ: 

http://simran1pl.blogspot.com/2015/10/czarna-skipper-i-jej-podwojne-oblicze.html

I tamże pokazałam mój zbiorek. W temacie młodszej siostry Barbie w wersji AA, od mojego ostatniego wpisu, zmieniło się sporo. Po pierwsze wróciła do produkcji w nowej odsłonie (z lewej), 

a po drugie, całkiem niespodziewanie mold Skipper z 2010 r. w ciemnoskórej wersji pojawia się w edycji lalek Fashionistas. Do tego ma niskie ciałko, jakby firma chciała nadrobić brak afroamerykańskiej nastolatki w tamtym czasie. Spełniło się moje marzenie, bo mold Skipki z 2010 r. ładnie komponuje się z brązową barwą "skóry", a sama laleczka wygląda wdzięcznie i naturalnie. 


("Fashionistas nr 24" - 2015)
("Fashionistas nr 93"- 2017)

Nie rozumiałam więc, czemu Mattel, zrezygnował w tamtych latach zarówno z Nikki - ciemnoskórej koleżanki Skipper, jak też samej Skipper w wersji African American. 

Teraz kilka słów przypomnienia, jak to w ogóle się zaczęło i kiedy nie tylko Barbie, ale też jej młodsza siostra, zyskała ciemnoskóry odpowiednik, czyli lalę w identycznym stroju jak biały oryginał...

Niestety, dopiero w 1987 r. Był to 4 już w historii mold Skipper i 4. ciałko. Najbardziej kreskówkowe, ale też ogromnie kochane zarówno przez dzieci w tamtym czasie, jak dziś przez Kolekcjonerów. Szkoda, że to nie pierwszy mold, z tak dużym potencjałem rysów, pojawił się w ciemnej wersji. Łagodna, spokojna twarzyczka i szeroki nosek, pięknie wyglądałby w czekoladowym odcieniu. Ale widocznie wcześniej nie było takiej potrzeby rynku, bo wierzę, że wtedy faktycznie klient dyktował warunki, a nie nachalna poprawność polityczna, czy wpływowe grupy nacisku. 

Tak więc na buzi w stylu anime, pojawiła się "Homecoming Queen" (1988), baaardzo podobna do mojej pierwszej ciemnoskórej Skipki "Cool Tops" (1989), zdobytej z pomocą ówczesnej Siostrzanej Duszy Lalkowej, na odległym Ebay. Po dziś dzień głoszę teorię, że lalka jednak sprzedawała się gorzej niż szacowano, lub wyprodukowano jej więcej, a nie wszystko poszło na sklepowe półki - gdyż "Cool Tops" i "Queen", zrobione są z tego samego tworzywa, a do ich pomalowania użyto identycznych farb. 

"Pet Pals Skipper" (1991) była w ogóle moją pierwszą Skipką, którą otrzymałam od Babci wtedy, na Dzień Dziecka. Tę, którą widzicie w wersji AA, kupiłam na Allegro golusieńką, w stanie dostatecznym + i odratowałam ją jak mogłam, choć nadal cierpi na przewlekłą odpadliwość główki ;-) (z prawej).

W 1993 r. Skipper nadal ma naturalne ciało nastolatki, ale całkowitej metamorfozie ulega jej twarz. Mattel postawił na realizm. Niestety nie mam żadnej AA z tamtej epoki, bo wyszło ich bardzo niewiele. Już 2 lata później, Skipper znów otrzymuje nowy mold, a do tego dorosłe, choć chude ciało. Brązowa pannica produkowana jest raz jako Skipper African American, a raz jako ciemnoskóra koleżanka młodszej siostry Barbie: Nikki. 

Poniżej: "Cool Sitter Teen Skipper" (1998).




Dziś to by było na tyle. Mam nadzieję, że oderwałam trochę Wasze (i swoje) myśli od szarej, deszczowej jesieni za oknem, a także od bolesnej przemocy informacyjnej, która natrętnie sączy się z telewizyjnych i radiowych głośników. Jak byśmy się czuli, gdyby nam codziennie mówiono, że w Polsce co roku, każdej doby umiera ok. 1200 osób? Po 15-latach pracy w mediach dostrzegam kilogramy obrzydliwej manipulacji informacją i karygodne, okrutne wręcz, sianie paniki, która nikomu nie pomoże zachować zdrowia. 

Do następnego, lalkowego, Kochani! 💖 CDN...     

środa, 14 października 2020

Liddle Kiddle

To już 7 lat, jak pisałam o nich na tym blogu!... Niewiarygodne, jak ten czas leci... 

http://simran1pl.blogspot.com/2013/09/liddle-kiddle-1965-1970-od-mattel-moje.html

Nie licząc małych wyjątków, zmienili się ludzie wokół mnie (jutro po raz pierwszy urodziny Babci, bez Babci); zestaw kotów; miejsca mojej pracy - ze 3, czy 4 razy; trasy moich spacerów(większość ukochanych miejsc zniszczono, lub zabudowano); w Polsce zmienił się rząd, na świecie tak wiele, że nie sposób tego wymienić i wreszcie covid, przesączył się do każdej sfery życia (czas pokaże, co było w tym słuszne, a co nie) - już nie całkiem naszego. 

Pewnie najmniej zmieniłam się ja sama ;-) i moje preferencje lalkowe. Wciąż fascynują mnie te same wzorce estetyczne i firmy, choć zapewne w różnym stopniu. Z pewnością coraz więcej radości sprawiają mi lalki regionalne i vintage.

Maleńkie, bo zaledwie 8-centymetrowe Liddle Kiddle, Mattel produkował w latach 1965-1970. Niemal w tym samym czasie powstały ogromnie zbliżone w estetyce lalki Todd/Tutti, bezpośrednio związane z rodziną Barbie. Ale nie o najsłynniejszej lalce świata dziś mowa, tylko o maluszkach, przypominających elfy. 


Mimo iście krasnoludkowych gabarytów, miały rootowane, nie zaś gumowe włosy, dodatkowo ozdobione kokardką z kwiatkiem, lub nakryciami głowy, zdejmowane ubranka szyte z kilku tkanin na raz, a także malusieńkie buciki. Miały też dodatki, a czasem nawet swoje zwierzątka. Występowały również w wersji mini. W dobie współczesnych, jednofunkcyjnych lalek, taka staranność budzi podziw i tęsknotę za jakością. 

To już moja czwarta, najświeższa w kolekcji Liddle Kiddle. Niestety, kolejna dziewczynka. O chłopcu wciąż marzę. Kupiłam ją równy rok temu na dorocznym Zjeździe Kolekcjonerów Lalek. Cóż, tym razem ta przyjemność nas ominie... Na szczęście, nie miałam czasu wrzucić jeszcze relacji z tamtego wydarzenia, będzie więc jak znalazł na ten rok wszelkiej posuchy;-)

To by było na tyle w temacie. Idę oczyścić zebrane dziś grzybki. Nie jest ich już dużo, ale za to mieszane: kurki, parę podgrzybków i koźlarek, ze dwie żółte gąski i maślaki, sporo sitków, które uwielbiam w postaci marynowanej. Prezentowana dziś sesja powstała w ubiegłym miesiącu, w ostatni gorący dzień.    


niedziela, 11 października 2020

Kolorowa strona PRL-u. Lalki z "Chałupnika" - Spółdzielni Przemysłu Ludowego i Artystycznego w Iłży

Dziś będzie w miarę krótko i konkretnie. Nie mam nastroju. Zdecydowanie zbyt wiele przykrości ostatnio mnie spotyka, a złe emocje ludzi obok, dodatkowo walą jak cep. 

Zaś spiętrzenie absurdów wokół, przywodzi mi na myśl fabuły Barei, tylko takiego w wersji bardziej hardcore. Bo w tamtych czasach, potrafiliśmy się chociaż śmiać. "Miś" jednak wciąż jest ponadczasowy, a poniższy cytat - jak znalazł na dzisiejszą rzeczywistość. 

- Powiedz mi, po co jest ten miś?

- No właśnie: po co?

- Otóż to. Nikt nie wie po co, dlatego nie musisz obawiać się, że ktoś zapyta. 

Prezentowana para, to właśnie lalki z tamtych czasów. Białka Kwiaciarka, nie licząc kurzu, wyglądająca tak świeżo, jest u mnie od 1985 r. O tym, w jakich okolicznościach, dostałam ją w prezencie, piszę TUTAJ: 

https://simran1pl.blogspot.com/2013/01/pamiatka-pierwszego-kinder-party-biaka.html


Chłopaka nabyłam na początku roku za 10 zł na Allegro. Chyba brakuje mu ust, a z pewnością metki pod spodem, ale i tak, zachował świetny stan. Po 35 latach, Białka wreszcie znalazła drugą połowę ;-) 


Słomiane włosy i piłeczka pingpongowa obciągnięta kawałkiem pończochy. To się nazywa kreatywność! Czy ktoś dziś wpadłby na taki pomysł? Aż mnie korci, by zrobić własną impresję...

Ale zainicjowana w 1950 r. Spółdzielnia Przemysłu Ludowego i Artystycznego, zajmowała się również wyrobem przedmiotów dekoracyjnych oraz użytkowych. "Chałupnik" tworzył więc ceramikę i tkał, wyplatał kosze i produkował miotły. Jego produkty, można było znaleźć w licznych sklepach Cepelii. Cóż, dziś już chyba nawet sadownicy nie używają koszy, a z mioteł korzystają jedynie czarownice ;-) 


Jak wiele naszych rodzimych inicjatyw tak i ta, przegrała z przemianami gospodarczymi po 1989 r. A sączący się przekaz "ludowe, to obciachowe", ostatecznie rozproszył klientów. W nowej Polsce, nie było miejsca dla "Chałupnika", który zakończył działalność w 1995r. 

2 lata później, zespół T.Love wydał utwór "Jest super", który stał się hitem i podobnie jak "Miś", wciąż świetnie opisuje nasz świat. 

poniedziałek, 5 października 2020

Letnie piękności. "Model of the Moment Nichelle" i "Barbie On Location: South Beach"

Są takie dni, które zaczynają się szafirowym błękitem, a kończą wieczorną burzą i awarią sieci elektrycznej. I dosłownie i w przenośni. Tak było u mnie dziś, dlatego, by osłodzić sobie zgryzoty i choć trochę utemperować niepokój, sięgam po dwie dziewczyny Model Muse, przywołując jednocześnie najgorętsze chwile minionego już lata, a także całkiem inną estetykę Mattela... 


Rano budzi mnie coraz bardziej natarczywe ciągnięcie za bransoletkę. Dłoń podskakuje mi na śpiworze. Góra-dół, góra-dół, prawo-lewo, prawo-lewo... To odwieczna pobudka, jaką stosuje Nadzieja ;-) 

Ma rację. Poranek piękny, nie dość, że krystalicznie czysty, to jeszcze zaskakująco ciepły. Znowu, jakby ktoś pomieszał kartki w kalendarzu. Lecz nim się całkiem uruchomię - sielanka mija. Płacz dziecka z hukiem wodospadu wciska się w moje ukojone niedawnym snem uszy. 

- Ależ Wiktorku, nie płacz - słyszę łagodny głos damski - No, idź po piłeczkę. 

- Nieeee! Nieee!!!! - dzieciak zawodzi coraz bardziej histerycznie - Nie wejdę na trawę, tam jest COOOOVID!!!  


Panie Boże, czego ja dożyłam? To już trzecia podobna scenka osiedlowa jaką podsłuchałam/podejrzałam. Coraz więcej maluchów ma fobię :-( Jeszcze nie ochłonęłam z tej smutnej refleksji, a tu telefon od mojego Szefa. W jakim będzie dziś humorze? 


Uff. Dzień dobroci dla pracownika :-) Lecz, zanim ustalimy 2-tygodniowy plan pracy, rozmawiamy o terroryzujących nas na każdym kroku pesymistycznych wiadomościach, których musimy wysłuchać, przeczytać je na paskach, czy nam się to podoba, czy nie. Przy okazji dowiaduję się, że przeprowadził wywiad z profesorem onkologii, który bije na alarm: "ludzie się nie badają, nie leczą już zdiagnozowanych chorób, bo są tak przerażeni Sars Cov-2. Dziennie w Polsce jest 300 onkologicznych zgonów, ale za rok, dwa, będziemy mieć prawdziwy "sarmagedon"". Brrrr. Nawet już tyle językowych neologizmów powstało... A tak pięknie zapowiadał się dzień... 

Na sugestię, że powinniśmy więcej pisać na ten temat, zestawiać dane, uspokajać, że chodzi przecież o ludzkie życie, usłyszałam oględnie, nie bez smutku w głosie, że nie mamy zielonego światła na takie działania, bo odgórna, akceptowana narracja jest inna...  

Dżizas! A wolność słowa? A troska o zdrowie narodu? Wymarłe (na covid) pojęcia?

Korzystając z kilku wolnych godzin, postanowiłam odstresować się własną sztuką, smakując każde pociągniecie pędzelkiem, dopóki nie rozpętała się burza. Apokaliptyczne błyski wybuchały i drgały ze wszystkich stron, zlewając się w końcu z drganiem światła elektrycznego. W części pomieszczeń światło siadło dość szybko, w części później, zostawiając mnie w ciemności z posiekaną w połowie porcją papryki na leczo. Oż, do pioruna! No, dobra. Może jednak - nie pioruna... ;-)

Pozapalałam świece i powlekłam się do sypialni po laptopa, by sprawdzić, czy pojawiły się jakieś wiadomości o planowanym terminie usunięcia awarii. A tam na pierwszej stronie lokalnego serwisu "milutkie" info:  Będą próbne alarmy ostrzegające przed nalotami bombowymi. Kiedy zawyją syreny?

Okazuje się, że już od jutra. No, super. Jeszcze tylko to jest nam bezapelacyjnie potrzebne do szczęścia!


Czy Wy też tak macie, czy tylko ja zmęczona atrakcjami dzisiejszego dnia, przestaję ufać nowemu (nie)porządkowi rzeczy? 

Dziękuję, że istnieją lalki! 💖💖💖  

Dzisiejsze modelki to: 1. "Model of the Moment Nichelle" z 2004r. - już Wam kiedyś pokazywałam:

https://simran1pl.blogspot.com/2015/01/czarnoskore-lalki-mattela-czesc-4blacks.html. 




2. "Barbie On Location: South Beach" z 2006, chyba debiutuje na tym blogu, choć obie lalki znajdują się w mojej kolekcji od wielu lat... O tej ostatniej, przy okazji napiszę kilka słów. 


Trzymajcie się Kochani zdrowo i bezpiecznie. Póki można 👿


A tych z Was, którzy są zainteresowani moją ceramiczną biżuterią, zapraszam TUTAJ: