poniedziałek, 14 września 2015

Indiańskie siostry Carlsona/Indian sisters company Carlson.


Oto ostatnia Indianka od Ewy ze zrzutu późnowiosennego, której los już na samym początku dopisał ciekawą, choć nie pozbawioną dramatyzmu biografię...
Mianowicie Ewa przysłała mi jej zdjęcia portretowe z zapytaniem: "Chcesz?". No, a jakżeby inaczej! Kolejny kultowy dla mnie Carlson do kolekcji. Entuzjastycznie odparłam, że tak! I tu zaczęły się schody.


Ewa odpisała:    ".... jest jednak ale.... lalka nie ma jednej rączki i gdzieś po drodze "przepiła" dziecko ;-)". A to matka paskudna, tak się źle prowadzić - pomyślałam, lecz brak dzieciaka byłam w stanie przeboleć. W końcu nie każda moja Indianka, musi być mamą i to przyzwoitą. Ale brak rączki, to już defekt poważny. Myślałam, myślałam i wymyśliłam nieugięcie: Lalkom bez kończyn, mówię - nie. Ewa odpisała: "Kate! Specjalnie wzięłam ją dla Ciebie. Była bidulka w sh, przeszukałam cały ten bajzel jaki tam mieli, nie było, nie mogłam znaleźć, ale pomyślałam że jeszcze wrócę i może jakimś cudem się znajdzie, tym babom też poprosiłam aby nie wyrzucały jeśli gdzieś trafią na nią na podłodze podczas zamiatania. Ponoć lalka była cała. Jak nic tylko jakiś bachor popsuł i wrzucił z powrotem do skrzyni. W ostateczności spróbuję dobrać jakąś inną."
No i to mnie rozłożyło na 4 łopatki. Sumienie nakazało mi zmianę decyzji. Biorę ją, a rękę wyrzeźbię sama z gliny! Ale... los nagrodził nas litościwie ;-) Ewa napisała:  "Ty szczęściaro! Wczoraj pojechałam do tego lumpa ... i co? Znalazłam! Eureka! I to WSZYSTKO co jej brakowało - rączka, dziecko i jakiś gówniany plecak (chyba na to dzieciątko) Nie będziesz musiała dorabiać ręki :))) jedynie całość zmontować w kupę ;-) Ty farciaro :))) " Oto prawdziwy happy end! :-D.
Połączenie rączek za pomocą gumki recepturki, zajęło mi raptem 10 minut. A, że miałam już jedną Indiankę tego rozmiaru, też od Ewy, nazajutrz zabrałam obie do lasu na sesję w pierwszych, mocno ciepłych promieniach słońca w tym roku.



Powypadkowa bidulka, ucieszyła się szczerze z odzyskanej sprawności, zagubionego dzidziusia i jeszcze mocniej - na widok odnalezionej w odległej Polsce siostry :-). Zresztą sami zobaczcie:






O firmie Carlssonów powstałej tuż po wojnie, w 1946r. pisałam drobiazgowo 9 września ubiegłego roku, zatem tam odsyłam zainteresowanych. Przypomnę tylko, że pierwsze lalki produkowano z drewna, zaś plastikowe, pojawiły się już 4 lata później. Historia jest bardzo ciekawa, lalki piękne, wykonane z naciskiem na regionalny autentyzm, dlatego zachęcam do zapoznania się ze źródłem wątku i innymi wpisami z tego cyklu.    



Wysokość: 27 cm.
Tworzywo: plastik/vinyl ?
Sygnatura: brak
Cechy szczególne: starannie wykonana lalka regionalna.
Data produkcji: lata '70 XX wieku.
Kraj produkcji: (prawdopodobnie USA)

Height: 27 cm.
Material: plastic / vinyl?
Signature: No
Special features: carefully constructed regional doll.
Date of manufacture: '70 years of the twentieth century.
Country of production: (probably USA)

17 komentarzy:

  1. Dzięki za wpis, fajnie go ujęłaś ^ - ^
    Obie tak razem - to ma sens :))) Świetnie wyglądają w tym lesie :D
    ale warkoczyków to już nie chciało Ci się zapleść?

    OdpowiedzUsuń
  2. Chciałam, by się czymś jednak różniły ;-) W rozpuszczonych wygląda bardziej naturalnie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo fajne te laleczki, jeszcze się z takimi nie spotkałam :) Bardzo drobiazgowo i dokładnie są zrobione. Sesja plenerowa wypadła bardzo naturalnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To koniecznie zerknij do starych wpisów na ich temat. Firma - ikona, jeśli chodzi o regionalne Indianki. Warto poznać kawałek lalkowej historii. A dla mnie to było osobiste śledztwo ;-)

      Usuń
    2. Przeczytałam wszystkie posty z etykietą Carlson dolls z wielka uwagą , te panienki to rzeczywiście spory kawał lalkowej historii :) Twoja kolekcja robi całkiem spore wrażenie, a może byś zrobiła im takie zbiorcze zdjęcie ładnie proszę :) Swoją drogą człowiek czyta sobie całkiem niewinnego z pozoru posta i co dostaje w zamian ciężką infekcję pod tytułem : KONIECZNIE CHCE TAKĄ LALKĘ no i co mam teraz zrobić :) Pozdrawiam.

      Usuń
    3. Bardzo się cieszę, że przebrnęłaś przez całość historii Carlsona! :-D.
      Zbiorcze zdjęcie to dobry pomysł, jak odciążę choć jeden dysk. Teraz żadna już fotka się nie zmieści...
      Pocieszę Cię, że te laleczki bywają na Allegro przynajmniej kilka razy do roku. Trzeba cierpliwie wpisywać: "Indianka" i w końcu coś Ci wyskoczy. Ja teraz jestem mało pazerna, więc rzadko licytuję ;-)

      Usuń
    4. No to zaczynamy polowanie :)

      Usuń
  4. Jednak Manitou pozwolił im się spotkać a Indiance "po przejściach" odnaleźć zagubione dziecko, rączkę i plecak. Super wyglądają razem...tak jakby chciały iść, i iść, i iść...przed siebie :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jejku - jak ślicznie to ujęłaś... :-)

      Usuń
  5. jakie zaangażowane piastunki ;P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakbyś zgubiła dzieciaka podczas emigracji i następnie go odnalazła - też byś była ostatecznie baaaardzo zaangażowana ;-)

      Usuń
    2. Kiduś - swą Córę straciłam z oczu 2 razy -
      uwierz mi - to były najgorsze chwile mego
      życia - byłam bliska stanu zawałowego,
      myślałam, że zejdę - koszmar :(((

      Usuń
    3. Brrr. Na szczęście nie mam takich doświadczeń.
      Namiastką może być wyskok Recydywy przez balkon, co zauważyłam dopiero po kilkunastu minutach, gdy karmiłam wtedy jeszcze 4 koty, a tu - jedna miska pusta! Ktoś zawsze najbardziej głodny, nie zgłosił się. Oj, co ja wtedy przeżyłam, choć ledwo zaczęłam się do tej nieznośnej Dywki przywiązywać...

      Usuń
    4. Kiduś - jak się spotkamy - opowiem Ci, jak mi się
      wydawało, że K♥T Rodziców wypadł przez balkon ;P

      Usuń
  6. To jest naprawdę duże szczęście i zrządzenie losu :) Widać lalkowy bóg cię kocha, ale trzeba przyznać, że dwie Indianki wyglądają o niebo lepiej od jednej, samotnej.

    Przeglądałam twojego bloga, bo byłam pewna, że pisałaś kiedyś o ufoludkach firmy Argos (to te niebiesko pluszo-podobne stwory). Mam pytanie: czy dałoby się je pozbawić ciuchów? W sumie jest okazja do nabycia niedrogo, a mam trochę lalek w rozmiarach nietypowych i byłaby okazja do odziania towarzystwa- a ufoczki mogą biegać nagie.

    OdpowiedzUsuń
  7. Chociaż ten bóg jest dla mnie łaskawy ;-)

    Chodzi Ci o to, czy ufoludki są rozbieralne? Moje jak najbardziej!

    OdpowiedzUsuń